Mój syn chce być księdzem!

Przewodnik Katolicki 17/2010

Jeszcze kilkanaście lat temu decyzja syna lub córki o tym, że zamierza wybrać drogę powołania, budziła w rodzinach najczęściej radość. Była powodem do dumy dla całej rodziny.

Rodzice często modlili się o to, by któreś z ich dzieci odkryło swoje powołanie do życia duchownego. Dzisiaj coraz częściej takiej decyzji towarzyszy niedowierzanie, a nierzadko również złość i rozczarowanie. Jak wynika z badań, coraz mniej Polaków marzy o tym, by ich dziecko zostało księdzem.

Akceptacja rodziny

Dlaczego dziś coraz trudniej przychodzi rodzinom cieszyć się z decyzji o powołaniu? - Rodzice mają często swoje bardzo konkretne plany wobec dzieci. Jedni chcieliby, żeby ich syn czy córka została prawnikiem, inni, żeby lekarzem itp. Dla wielu jest więc szokiem, kiedy okazuje się, że dziecko postanowiło wstąpić do seminarium czy zakonu – opowiada ks. prof. Grzegorz Ryś, rektor krakowskiego seminarium.

Ksiądz profesor Ryś przyznaje, że coraz więcej seminarzystów boryka się z problemem braku akceptacji wyboru ich drogi życiowej przez rodzinę. – To jest poważny problem, czasami alumni przychodzą po radę, co zrobić w takich sytuacjach, jak przekonać rodziców – mówi ks. prof. Ryś. – Trudno im wtedy coś jednoznacznie poradzić. Najczęściej, by czekali cierpliwie, a rodzina z czasem zaakceptuje ich decyzję. I tak się zazwyczaj dzieje. Jednak nie ma co ukrywać, że taka sytuacja jest dla seminarzystów bardzo trudna i nie ułatwia im to rozpoznawanie swojego powołanie – dodaje ksiądz profesor.

Co na to rodzice?

Dlaczego reakcje rodziców są tak różne. Co sprawia, że jednych decyzja dziecka cieszy, a innych nie? Postanowiliśmy zapytać o to samych rodziców, których dzieci wybrały drogę powołania, oraz osób duchownych. Jak to było w ich przypadkach?

- Wyobrażałam sobie, że moja najmłodsza córka założy rodzinę i będzie prowadzić normalne życie. Po maturze miała jechać na Jasną Górę i tam złożyć swoją szkolną tarczę. Wcześniej jednak wzięła udział w rekolekcjach dla maturzystek prowadzonych przez siostry felicjanki z Przemyśla. Kiedy z nich wróciła, powiedziała, że wstępuje właśnie do tego zakonu, że nawet już załatwiła wszystkie formalności. Wówczas zaniemówiłam, to było prawdziwe zaskoczenie. Próbowałam jej przedstawiać blaski i cienie życia zakonnego – znałam je bowiem z obserwacji, ponieważ pracowałam w domu pomocy społecznej prowadzonym właśnie przez felicjanki. Myślę, że miało to wpływ na jej wybór akurat tego zgromadzenia. Pozostawiłam jej jednak pełną swobodę decyzji. Z perspektywy już 32 lat wiem, że wybrała dobrze. Mam jej wsparcie modlitewne, a także sama się za nią modlę. Nasze relacje różnią się oczywiście od typowych kontaktów matki z córką. Cieszę się jednak z każdego jej telefonu, listu czy odwiedzin – opowiada Zofia Mrozek.

Maksymilian, student z Warszawy wspomina, że o decyzji swojej siostry Marty o wstąpieniu do zakonu dowiedział się na kilka dni przed jej wyjazdem do klasztoru. - Byłem nieco zaskoczony. Rodzice wiedzieli jednak o tym zamiarze trochę wcześniej. Nie robili Marcie żadnych problemów. Pewnie kluczowe znaczenie miał fakt, że nasza rodzina jest głęboko wierząca – opowiada. – Siostra uczęszczała już wcześniej do szkoły prowadzonej przez siostry zakonne. Nic jednak nie wskazywało, że zdecyduje się na taki krok. Tu już raczej ja byłem typowany na księdza. Stało się jednak inaczej i chyba dobrze – dodaje. Podkreśla też, że mimo początkowego niedowierzania, również dalsza rodzina zaakceptowała decyzję jego siostry. – Dzisiaj wszyscy ją odwiedzają. Mogę wręcz powiedzieć, że są z niej dumni. Mam nadzieję, że to jej powołanie przyczyni się też do większego wzrostu wiary w całej naszej rodzinie – dodaje Maksymilian. Jego zdaniem dla rodziny najtrudniejsze były pierwsze dwa lata, kiedy praktycznie wcale nie widywali Marty. – Teraz już jest dużo lepiej.

Trudności ze zrozumieniem

Nie wszystkim jednak pogodzenie z decyzją dzieci przychodzi równie łatwo. Jedyny syn pani Marii z Krakowa zdecydował się dwa lata temu na wstąpienie do seminarium. Wcześniej skończył studia. Świetnie się uczył, miał wielu przyjaciół. Jak sama przyznaje, choć jego decyzja nie była dla niej wielkim zaskoczeniem, to jednak bardzo ciężko ją przyjęła. - Pogodziłam się z tym, ale nie było to łatwe. Może gdyby Andrzej od razu po szkole średniej zdecydowałby się na pójście do seminarium, byłoby mi łatwiej. A tak nieco inaczej wyobrażałam sobie jego życie. Chciałam, by założył rodzinę, miał dobrą pracę. Liczyłam, że za parę lat doczekam się wnuków – opowiada. – Jednak już podczas studiów zauważyłam, że Andrzej zrobił się bardziej religijny, więcej się modli i częściej chodzi do kościoła. Już wtedy pomyślałam sobie, kto wie, czy on nie będzie chciał iść do seminarium. Miałam jednak nadzieję, że może się mylę. Okazało się, że jednak wybrał seminarium. Nadal nie mogę go sobie wyobrazić w sutannie, ale chyba będę musiała się przyzwyczaić. Bardzo go kocham – mówi.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama