I nie opuszczę cię aż do śmierci

Niedziela 17/2010

Dotrzymali słów przysięgi małżeńskiej: „I nie opuszczę Cię aż do śmierci”. Do ostatnich chwil życia pozostali razem. Jej ciało zidentyfikowano po ślubnej obrączce

Na zewnątrz ta miłość widoczna była w spojrzeniu i geście. Kochają się. – Tata bardzo często przytula mamę – mówiła ich córka Marta. Elżbieta Jakubiak, która jakiś czas temu była szefową gabinetu Prezydenta, też przyznaje, że nigdy nie szczędzili sobie czułości, nawet podczas oficjalnych uroczystości. Ona poprawiała mu krawat, on całował ją w czoło. Ale za poprawianie krawata, a zwłaszcza kiedy przyniosła mu do prezydenckiego samolotu kanapki w reklamówce, dostała od prasy tęgie lanie. Bo dla liberalnych mediów Pierwsza Para była nie do zaakceptowania pod każdym względem, była „nie z tej bajki”.

Maria – żona wojownika

Nazywał żonę czasami Maluszkiem. I przyznawał: – Bez Marylki by mnie nie było. A ona? Spoglądając na 32 lata swojego małżeństwa, mówiła skromnie, że stojąc u boku wojownika Lecha Kaczyńskiego, zawsze zabezpieczała tyły. Choć żartowała: – Nie daj Boże wyjść za bliźniaka, bo bliźniactwo jest trudne – kochała szwagra Jarosława i rozumiała wielką troskę swego męża o brata, a nawet pewną nadopiekuńczość. – Bo Jarosław jest sam. Dlatego mąż przeżywał jego kłopoty, martwił się o niego – tłumaczyła. Mówiono złośliwie, że Jarosław jako mózg PiS-u sterował Lechem z tylnego siedzenia, ale ludzie, którzy dobrze znali ich obu, wiedzieli, że to niemożliwe, bo Lech Kaczyński miał bardzo silną osobowość i umiał być niezależny.

– Prezydent szanował brata za oddanie całego życia dla polityki i Polski. Miał świadomość, że wraca do domu, do żony i córki, podczas gdy jego brat poświęcił wszystko dla polityki. Były czasy, w których Jarosław Kaczyński żył na granicy ubóstwa, ale się nie poddał. Prezydent nie mógł zrozumieć, dlaczego ludzie tak niesprawiedliwie oceniają jego brata – przyznawała pani Elżbieta.

Maria była wrażliwa. Krajało jej się serce, kiedy szydzono z jej męża. A Lech Kaczyński mówił: – Życzyłbym wszystkim takich żon, które tak znosiłyby ciężar polityki.

– Czasem nie rozumiał ludzi, nie wiedział, dlaczego nie chcą słuchać, co państwu jest potrzebne. Miał jasną wizję tego, jaką rolę Polska powinna odegrać w Europie – może nie potęgi, ale państwa silnego, z pełną świadomością swojego potencjału. Wiedział, że możemy być silnym krajem, a nie wagonikiem jadącym za wielką lokomotywą. Stąd te rozmowy, jak ma wyglądać sojusz z USA, wspieranie polityki wschodniej – Ukrainy, Gruzji. Jego działania były zawsze czytelne i przemyślane – komentuje Jakubiak.

Chciał być prezydentem Polski solidarnej, robił wiele, aby taką była. Ale idea, która przyświecała jego prezydenturze, pozostała wyzwaniem, któremu sprostać będą już musiały następne pokolenia. Pozostał temu marzeniu wierny. Gdy zawetował ustawy zdrowotne o przekształceniu szpitali w spółki prawa handlowego, powiedział dziennikarzom, że nie wyobraża sobie, aby w tym samym szpitalu jedni pacjenci byli traktowani i leczeni w lepszych warunkach tylko dlatego, że mają pieniądze, a inni w gorszych, bo są gorzej sytuowani materialnie. Uważał bowiem, że takie sfery życia społecznego, jak ochrona zdrowia czy edukacja, powinny jak najmniej podlegać mechanizmom rynkowym.

Jako profesor prawa pracy widział w Polsce nabrzmiewające zagrożenia, wynikające z braku równowagi między środowiskiem pracowniczym a pracodawcami, dla których czasy ustrojowej transformacji stawały się okazją do wyzysku, zwłaszcza gdy liczba miejsc pracy dramatycznie się kurczyła. Chciał, aby udało się w Polsce zawrzeć, na wzór innych krajów, „umowę społeczną” między pracodawcami, związkami zawodowymi i rządem. – Nie było to jednak możliwe – twierdzi poseł PiS-u Stanisław Szwed. – Taką umowę trzeba by długo negocjować, a PiS przy władzy pozostawał tylko dwa lata.

Gdy nadeszła wiadomość, że Para Prezydencka będzie pochowana na Wawelu, obok Józefa Piłsudskiego, i grono niezadowolonych osób zorganizowało protest na Rynku w Krakowie, prof. Jadwiga Staniszkis przekonywała w telewizji, że to bardzo dobra decyzja ze względu na wielkie marzenie Lecha Kaczyńskiego o silnej Polsce i solidarnym społeczeństwie. – A w dzisiejszym świecie powinniśmy cenić ludzi za marzenia.

Ci, którzy teraz protestują, jeszcze nie zdają sobie sprawy, co to znaczy być wykluczonym, pozostać samemu – tłumaczyła socjolog.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama