Czy mnie jeszcze kochasz?

List 5/2010

Dorastanie to czas, w którym i młody człowiek, i jego rodzice powinni się nauczyć nowych form wyrażania uczuć i budowania więzi na zasadach nieco innych, aniżeli działo się to dotychczas. Wymaga to od rodziców zejścia z piedestału.

 

Kiedy rodzi się dziecko, wydaje nam się oczywiste, że wymaga ono nieustannej opieki, uwagi i czułości rodziców. Potem malec dorasta, staje się coraz bardziej samodzielny, a rodzice - zwłaszcza matki - cieszą się, że wreszcie będą mogli trochę odsapnąć. Tymczasem dziecko „nagle" staje się nastolatkiem i...

... i potrzebuje tyle samo, a może i więcej, opieki, uwagi i czułości.

Jeszcze więcej?!

Jest takie powiedzenie: „Małe dzieci - mały kłopot...". Banalne, ale coś w nim jest, bo rzeczywiście wychowanie nastolatka jest dla rodziców i mentalnie, i psychicznie nie lada wyzwaniem. Dzieje się tak z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, potrzeby nastolatka są bardziej złożone niż czynności pielęgnacyjne przy niemowlaku. Aby dorastająca pociecha czuła się kochana, nie wystarczy ją nakarmić, wytrzeć nos czy wziąć na kolana i przytulić. Po drugie, w przypadku opieki nad małym dzieckiem rodzice mają poczucie, że to oni panują nad sytuacją, i że zawsze mogą zaradzić w trudnych momen. Nastolatek, chociaż nadal wymaga rodzicielskiej opieki, potrzebuje jednak coraz więcej samodzielności. Rodzice muszą w taki sposób mu towarzyszyć, aby jej nie stłumić. To sprawia, że czasem czują się bezradni.

Dlatego o dorastaniu mówi się, że to „trudny wiek"?

Mówi się tak, bo jest to wygodne wytłumaczenie tego, skąd się wzięły niepokoje w idealnej dotychczas rodzinie. Kto jest winny, gdy w dyskusji z dzieckiem puszczają rodzicom nerwy? Przecież nie oni i nie ich ukochane maleństwo. Wszystko przez ten „trudny wiek".

A nie jest tak?

W tym momencie muszę wypowiedzieć sakramentalne: „Proszę pani, ten problem jest dużo bardziej złożony".

To od czego zaczniemy?

Mało kto zauważa, że w tym samym okresie, kiedy dzieci wchodzą w trudny wiek dorastania, ich rodzice przeżywają problemy wieku średniego. Zaczynają dostrzegać u siebie niekorzystne zmiany biologiczne, pewne symptomy starzenia się. Nie zawsze dobrze sobie z tym radzą. Niekiedy patrzą trochę z zazdrością na swoje dorastające dzieci, żałują, że możliwości, które mają przed sobą ich pociechy, dla nich są już niedostępne. W przypadku matek i dorastających córek zdarza się też nieraz rywalizacja na polu kobiecości. Wyraźniej doświadczane poczucie przemijania sprawia, że rodzice nastolatków dokonują swoistego bilansu sukcesów i porażek. Zastanawiają się, czy zrealizowali swoje młodzieńcze plany i marzenia; czy ich rodzina jest taka, jakiej pragnęli; czy dobrze wychowali swoje dzieci...

Rodzic snuje więc refleksję nad tym, co mu się wżyciu udało, a jego nastoletnie dziecko co rusz zgłasza jakieś pretensje...

Właśnie. I zaburza mu ten bilans na „półmetku życia". Ukochane dziecko podważa osiągnięcia ów, wytyka błędy, krytykuje to, co dla nich jest ważne. A każdy taki sygnał wysyłany przez dziecko bywa interpretowany jak ocena: „Popatrz, nie sprawdziłeś się jako opiekun". Biorąc pod uwagę, że większość dorosłych deklaruje, iż dobre wychowanie dzieci jest jednym z najważniejszych zadań życiowych, uwagi nastolatka mogą być bardzo frustrujące. Zwłaszcza, że zazwyczaj nie są one wyrażane ani subtelnie, ani zbyt delikatnie.

Są tacy, dla których bilans połowy życia jest przyczyną depresji czy poczucia niespełnienia. Jednak większość dorosłych powoli godzi się z tym, że nie udało im się zrealizować wszystkich młodzieńczych zamierzeń. Planują dalszy ciąg swojego życia w nowych warunkach. To wszystko jednak niezmiernie ich angażuje. Jeśli dołączymy do tego obowiązki wobec ich starzejących się i chorujących rodziców, niesłabnące żowanie zawodowe, no i tę zbuntowaną latorośl, sytuacja jest nie do pozazdroszczenia.

Po jednej stronie mamy więc rodziców w kryzysie, a po drugiej?

Młodego człowieka - też w kryzysie. W latach 60. ubiegłego stulecia Eric Erikson scharakteryzował rozwój człowieka od narodzin do śmierci za pomocą ośmiu kryzysów typowych dla kolejnych etapów życia. Za podstawowy kryzys okresu dorastania uznał kryzys tożsamości. Główne zadanie, z którym nastolatek musi sobie bowiem poradzić, to określenie, kim jest, kim chce być i do czego dąży. Aby odpowiedzieć sobie na te pytania, bardzo często musi najpierw wiedzieć, jaki nie chce być. Dlatego dorastający często kwestionują sposób życia ów i odsuwają się od nich. Nierzadko po tych burzliwych latach przyjmują ich wartości, ale zanim je docenią i uznają za własne, bardzo krytycznie się do nich odnoszą.

To znaczy, że konflikt jest nieuchronny?

Obraz relacji młodzieży z rodzicami prezentowany przez badaczy zmieniał się na przestrzeni kilkudziesięciu ostatnich lat. W latach 60.

XX w. twierdzono, że młodzi muszą walczyć z rodzicami, bo tak przejawia się konflikt pokoleń. Wtedy to przecież „dzieci kwiaty" protestowały przeciw wojnie w Wietnamie i innym zjawiskom społecznym, za które odpowiedzialność przypisywały rodzicom i ich rówieśnikom. Obserwując to zjawisko, badacze, którym bliska była psychoanaliza, tłumaczyli, że wzrost napięć między nastolatkiem i jego rodzicami jest nie tylko nieuchronny, ale także niezbędny. Ich zdaniem, tylko w ten sposób dorastające dziecko może zdystansować się wobec najbliższych. To z kolei jest konieczne, aby odradzający się w nim popęd seksualny mógł być realizowany poza własną rodziną. Innymi słowy: czteroletni chłopczyk może pragnąć, aby mamusia była żoną (według Freuda jest to przejaw tzw. kompleksu Edypa), ale piętnastolatek powinien już sobie znaleźć inny obiekt fascynacji.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama