Radość

Zeszyty Karmelitańskie 51/2/2010

Wesoła pustka jest ekonomicznie i politycznie skalkulowaną, sztuczną radością ludzi, którzy umieją liczyć, ale nie umieją myśleć, bo myśli tylko ten, kto żyje pytaniem, na które sam nie umie odpowiedzieć. Myśli tylko ten, kto tak poznaje siebie i świat, że staje się pytaniem, na które odpowiedzią jest tylko tajemnica wieczności

 

Smutek ogarnia nas wtedy, gdy poddajemy się nachodzącym nas myślom, że nikt na nas nie czeka. Jesteśmy smutni, kiedy nie mamy dokąd iść, a „przecie koniecznie trzeba, żeby każdy człowiek mógł choć dokądkolwiek pójść. Albowiem bywają takie dnie, kiedy nieodzownie trzeba pójść, choć gdziekolwiek bądź!” (F. Dostojewski, Zbrodnia i kara). W totalnym smutku pogrążają nas zarządcy tak zwanej ponowożytności, wmawiając w nas, że droga, którą idziemy od narodzin do śmierci, prowadzi donikąd. Nie ma żadnego Przejścia. Próbują nas przekonać, że rozwiewamy się w nicość, ponieważ Bóg na nas nie czeka, nawet jeżeli gdzieś tam jest.

Ponowożytność zamyka człowieka w zapomnieniu o wieczności. Skierowuje go jedynie ku sobie samemu, wskutek czego nie wie on, co powinien czynić. Tylko wieczność może mu powiedzieć, jak trzeba żyć w czasie. Nie kierując się ku wieczności, człowiek nie znajduje miejsca dla siebie w czasie. Może zatem iść wszędzie i może robić wszystko, co zechce. Nie warto iść do nikogo, skoro u nikogo nie można pozostać na zawsze.

Ci, którzy zatrzymują się przy rzeczach przemijających, tak jakby one miały trwać wiecznie, nie dochodzą „do prawdziwej radości wewnętrznej. Przyczyna leży w tym, że nie odrywają pożądania radości od rzeczy zewnętrznych i widzialnych” (Św. Jan od Krzyża, Droga na Górę Karmel). Właśnie owe rzeczy, oderwane od wieczności, obezwładniają ludzi beznadziejnym smutkiem. Pewien „zwierzchnik”, gdy usłyszał od Chrystusa, czym jest wolność, „mocno się zasmucił, gdyż był bardzo bogaty” (Łk 18,23). Prawdziwą wewnętrzną radością promienieją tylko ludzie niezatrzymani przez czas przemijania, ludzie, którzy przemijając stają się kimś więcej, niż są. Prawdziwa wewnętrzna radość przepełnia ludzi wolnych od czasu, wolnych dla wieczności.

Sens czasu znajduje się nie w tym, co przemija, lecz w tym, co trwa – w wieczności. Czas potrzebuje wieczności, wieczność nie potrzebuje czasu. Nie czas jest sensem wieczności, lecz wieczność jest sensem czasu. Żyje sensownie ten, kto przemijając, szuka i oczekuje wieczności. Nie gnębi go smutek ludzi bezdomnych, niemających dokąd iść; on ma dokąd iść. Dochodzące go „stamtąd” głosy budzą w nim radość, bowiem „tu” podtrzymują w nim nadzieję, że Ktoś czeka na niego „tam”. Wieczność jest rodzinnym domem, do którego człowiek powraca.

Którędy wraca się do rodzinnego domu? Jak wchodzi się do wieczności? Tego człowiek uczy się do ostatniej chwili swojego przebywania w czasie. Zarządcy ponowożytności wmawiają ludziom, że są zamknięci w ogrodzie graniczącym nie z wiecznością, lecz z nicością. Przymuszają ich do korzystania z rzeczy rozkosznych dla oczu, dobrych do jedzenia i użytecznych w zdobywaniu wiedzy (por. Rdz 3,6), zwalczając w nich marzenia o innym świecie i ucząc ich poszukiwania ocalenia we wszystkich owocach rosnących na drzewach w tym ogrodzie. Zarządcy ponowożytności robią wszystko, żeby ludzie zapomnieli o śmierci. Oni wiedzą, że rozporządzać swoim losem pozwolą im tylko ci, którzy zapomną o śmierci i sami przestaną stawać się pytaniem: „Skąd przychodzimy i dokąd idziemy?”. Ludzie niemający dokąd iść nie są osobami, lecz bezdomnymi jednostkami. Skazani na produkcję rzeczy rozkosznych i użytecznych, wpadają w duchową nędzną samotność, w której „Adam” nie widzi sensu w łączeniu się nawet z „Ewą”, a „Ewa” z „Adamem”.

Żadna jednak produkcja nie uspokaja ludzkiego serca, bo człowiek nie ma w niej Początku, a zatem nie ma w niej także Końca. On zawsze mierzy trochę wyżej i trochę dalej. Właśnie dlatego nie wolno mu nigdy zapominać o śmierci. Człowiek musi stale uczyć się umierać. „Ludzie, nie mogąc znaleźć lekarstwa na śmierć, nędzę, niewiedzę, postanowili – aby osiągnąć szczęście – nie myśleć o tym” (B. Pascal, Myśli). Zadowalają się tym, co Pascal nazywa rozrywką. „Oto wszystko, co ludzie zdołali wymyślić, aby osiągnąć szczęście”. Wesoła pustka stała się ich radością.

***

Zarządcy europejskiej ponowożytności, niepomni historycznych początków Europy, wzywają jej mieszkańców do szukania radości nie wśród gwiazd rozsianych na firmamencie niebieskim, nie w panującym w nich i wśród nich ładzie pięknej prawdy i pięknego dobra, które opiewają psalmy, lecz wśród gwiazd odbitych na niebieskiej fladze Unii Europejskiej. Do jej łopotu dodali słowa Ody do radości Friedricha Schillera sławiące radość jako „iskrę bogów” i „córę Elizejskich Pól” pogańskiego Hadesu, tak jakby ta wesoła, pogańska kraina była epifanią prawdy człowieka i normą jego postępowania. Oda do radości sławi braterstwo wszystkich ludzi, ale w gruncie rzeczy nie oddaje jego istoty, ponieważ nie wskazuje na Ojca, bez którego słowo brat znaczy wszystko i nic. Znamienne, że wcześniej z zapałem recytowali tę Odę niemieccy naziści, których ojcem nie był Ojciec.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama