Z Chrystusem wśród Papuasów

Niedziela 33/2011

W Papui-Nowej Gwinei Kościół wydaje mi się bliski z tego tytułu, że dostrzegam tam wiele elementów z naszej polskiej pobożności. Prawie w każdym kościele jest obraz Pana Jezusa Miłosiernego. W mojej parafii powstała grupa miłosierdzia, która kultywuje kult Bożego miłosierdzia

 

KS. INF. IRENEUSZ SKUBIŚ: – Jest Ksiądz misjonarzem w Papui-Nowej Gwinei. Chrystus powiedział: „Idąc na cały świat, nauczajcie wszystkie narody” (por. Mt 28, 19-20). Nauczanie to bowiem dotyczy najważniejszej sprawy dla człowieka – jego życia w wieczności. Jak ten Chrystusowy nakaz wpisuje się w życie Księdza?

KS. MAREK WOLDAN: – Tak naprawdę misyjność Kościoła jest jego nie tyle podstawowym, ile jedynym zadaniem, i z niej wynikają wszystkie inne. Z misyjnością zetknąłem się w szkole średniej. Odczytywałem, że Pan Bóg wzywa mnie do swojej służby, i ta myśl dojrzewała, a cztery lata temu urzeczywistniła się. Kościół na różny sposób realizuje swoją misyjność. Otrzymałem łaskę cieszenia się realizowaniem misyjności na pierwszym, bezpośrednim froncie, za co Panu Bogu składam dzięki.

– Jak wyglądały bezpośrednie przygotowania do wyjazdu Księdza na misje i potem pierwsze dni realizowania się misyjnego powołania?

– Jestem człowiekiem, który raczej lubi wyzwania. Wiem, że jeśli Pan Bóg daje jakieś powołanie, to daje też potrzebne do tego dyspozycje. Toteż nie stanowiło dla mnie większego problemu, że Papua-Nowa Gwinea jest na drugiej półkuli naszego globu. Zanim wyjechałem, wielokrotnie rozmawiałem też z osobami, które doświadczyły tam misji. Nigdy jednak nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie misji takimi, jakie one są w kontekście mentalności ludzi, w sposobie działania.

– Jakie dla Księdza było pierwsze doświadczenie tamtejszego Kościoła?

– Może zabrzmi to trochę dziwnie, ale tam czuję się chyba bliżej Kościoła, niż będąc w Polsce. Przede wszystkim ludzie są tam niesamowicie otwarci i są bardzo blisko księdza. Wielokrotnie byłem świadkiem, jak Pismo Święte tam żyje, w ich otoczce kulturowej. Czasem czytamy opisy, szczególnie w Starym Testamencie, ludzi mieszkających ze zwierzętami (przypowieść o proroku Natanie z Dawidem, o owcy, która spała z ubogim człowiekiem), a ja widzę to na co dzień. Tam najbardziej powszechnym zwierzęciem jest świnia, i to z nimi ludzie śpią w domach. Również – podobnie jak w Piśmie Świętym – nie ma tam określeń „kuzyn”, „kuzynka”. Kiedy spotykam duże rodziny i pytam o koligacje rodzinne, zawsze słyszę, że jest to brat, siostra.

W Papui-Nowej Gwinei Kościół wydaje mi się bliski z tego tytułu, że dostrzegam tam wiele elementów z naszej polskiej pobożności. Prawie w każdym kościele jest obraz Pana Jezusa Miłosiernego. W mojej parafii powstała grupa miłosierdzia, która kultywuje kult Bożego miłosierdzia. To było dla mnie szokiem, że przesłanie s. Faustyny dotarło aż tak daleko i że jest tak bardzo powszechne. Niemal każdy tam zna Koronkę do Miłosierdzia Bożego.

Wreszcie Kościół w kontekście Papui-Nowej Gwinei to żywe doświadczenie jego jedności w różnorodności. Bowiem mimo wielkiej odległości przestrzennej, jak i kulturowej, tam sprawuję tę samą Eucharystię, z tymi samym modlitwami, z tymi samymi czytaniami, z tym samym porządkiem następujących po sobie części i w końcu z tym samym Jezusem. I to naprawdę bardzo pomaga czuć się w domu, a zatem na miejscu. Doświadczenie Kościoła w Polsce i na Papui daje mi odczuć, że przynależę do Kościoła powszechnego, którego członkowie, choć tak różnorodni, mają to samo pragnienie – pragnienie nieba.

– Prosimy o słowo o diecezji, w której Ksiądz pracuje, i o swojej parafii...

– Diecezja Mendi, w której pracuję, została założona ok. 60 lat temu przez kapucynów z USA. Znajduje się w centralnej części wyspy i terytorialnie jest większa niż dwie diecezje częstochowskie razem wzięte. Mamy trzy rozległe dekanaty, liczące ok. 9-10 parafii każdy. Jeśli chodzi o liczbę wiernych, jest ich jednak dużo mniej niż w Polsce, ponieważ zaludnienie jest znacznie mniejsze.

Już konstytucja Papui-Nowej Gwinei określa ten kraj jako chrześcijański. Kościół katolicki, mimo iż najliczniejszy, stanowi tam jednak zaledwie ok. 30 proc. wierzących, a to za sprawą licznych wyznań i sekt, które mnożą się tam bez końca, z różnych, często przyziemnych powodów, jak podniesienie prestiżu rodziny czy próby wyłudzenia pieniędzy od rządu. Dla przykładu, na terenie mojej parafii, liczącej zaledwie 3 tys. katolików, znajduje się ok. 30 różnych wyznań i sekt.

Sama parafia to poza głównym kościołem jeszcze 10 kaplic dojazdowych. W niektórych z nich gromadzi się spora grupa ludzi, ale są i takie, do których na Mszę św. przychodzi do 10 osób.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama