Niedziela bez Mszy Świętej?

Niedziela 35/2011

Już od tygodnia trwały strajki w wielu regionach kraju, zanim w ostatnich dniach sierpnia dołączyła do nich załoga z Huty Warszawa. Ale huta i tak znajdowała się wśród pierwszych zakładów stolicy, które zastrajkowały. Już w lipcu zatrzymano jeden z wydziałów, postulując podwyżki płac. Pracownicy otrzymali podwyżki i wrócili do pracy. Zastrajkowali ponownie pod koniec sierpnia, solidaryzując się z Wybrzeżem

 

Huta Warszawa powstała na skraju miasta w 1954 r. Była uważana za jeden z bardziej sztandarowych zakładów stolicy. W języku nomenklatury partyjnej znaczyło to, że kierownictwo PZPR mogło w każdej chwili liczyć na załogę. Czy to podczas propagandowych czynów społecznych, akcji żniwnych, czy też podczas rozpędzania pałkami studentów Uniwersytetu Warszawskiego w marcu 1968 r. W hucie bowiem do PZPR należał największy odsetek załogi: ponad jedna czwarta na osiem i pół tysiąca pracowników. Także stąd wywodzili się najbardziej aktywni działacze partyjni – członkowie osławionego ORMO, czyli Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej. W sierpniu 1980 r. aktyw partyjny sądził więc, że załoga nie podejmie strajku. Wręcz odwrotnie: potępi inne zakłady. Tak się jednak nie stało. Do Komitetu Strajkowego dołączyli również partyjni.

Solidarnie z Wybrzeżem

– Nie chcieliśmy zostawić Wybrzeża na pastwę losu, tak jak to się stało w 1970 r. Postanowiliśmy przyjść strajkującym z pomocą. Nasz strajk w sierpniu 1980 r. zorganizowały trzy osoby – Jan Gutowski, Jan Szponder i ja – wspomina Seweryn Jaworski, który wówczas pracował na wydziale „W 48”. Później pełnił funkcję przewodniczącego Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” i zastępcy szefa regionu Mazowsze. – Miałem klucz do pomieszczenia, gdzie było nagłośnienie wydziału. Było to na drugiej zmianie 27 sierpnia. Odczytałem z kartki krótkie wystąpienie. Powoływałem się w nim na postulaty Wolnych Związków Zawodowych, których u nas nie było. Chciałem się jednak jakoś wesprzeć ich autorytetem. Zresztą nawoływałem właśnie m.in. do tego, aby je założono. Domagałem się też transmisji Mszy św. w radiu i nierepresjonowania strajkujących w Polsce. Odwołałem się także do postulatów ze Stoczni Gdańskiej, ale nie do wszystkich, bo Radio Wolna Europa było zagłuszane, odwoływałem się więc tylko do tych, które usłyszałem. Nie mieliśmy jeszcze wtedy kontaktu ze stoczniowcami. Byłem w wielkich nerwach. Natychmiast spaliłem kartkę, którą odczytałem. Ale zaraz zaczęli przychodzić do mnie ludzie z innych wydziałów, m.in. Karol Szadurski, wówczas młody, partyjny inżynier. Szybko okazało się, że wszystkie wydziały przystąpiły do strajku. Odetchnąłem. Utworzyliśmy kilkusetosobowy Komitet Strajkowy. Zajęliśmy salę BHP. Dzień czy dwa dni później przyjechał do nas wicepremier i minister przemysłu ciężkiego Franciszek Kaim. Przedstawiliśmy postulaty i rozpoczęliśmy negocjacje.

Rozpromieniona twarz księdza

W sobotę 30 sierpnia, kiedy pertraktacje zbliżały się ku końcowi, strajkujący bardziej zażądali, niż poprosili, by w niedzielę jakiś ksiądz odprawił Mszę św. Wśród żądających był Jan Marczak. – Prosili o Mszę św. nie tylko za strajkujących, ale i za nasze rodziny stojące przed bramą – wspomina tamten czas Marczak. – Bo jak to niedziela bez Mszy św.? Nie wyobrażano sobie, żeby mogło jej nie być. Znajdowaliśmy się właśnie w salce laboratorium z Jackiem Lipińskim. Padła propozycja, by nas oddelegować z Komitetu Strajkowego do poszukiwania księdza. Ale – o czym dopiero później się dowiedzieliśmy – ktoś już wcześniej poszedł szukać księży na własną rękę. Można powiedzieć, że kilku z nas wybrało się w cztery strony świata. My poszliśmy do parafii pw. Matki Bożej Królowej Pokoju, na terenie której leżała huta. Proboszczem był wówczas ks. Henryk Dreling. Powiedział nam, że nie może odprawić Mszy św., bo jest sam. Jednocześnie zaproponował, abyśmy pojechali do dziekana i on nam wskaże kapłana, który akurat będzie mógł przyjechać do huty. Wówczas dziekanem był ks. Teofil Bogucki, proboszcz parafii pw. św. Stanisława Kostki. Później mi powiedzieli, że dziekan zadzwonił do prymasa Wyszyńskiego. Prymas zaś zaproponował, żeby wyznaczyć ks. Jerzego Popiełuszkę, który był mu znany z bohaterskiej walki o Różaniec w czasie służby wojskowej.

Kiedy ks. Jerzy przyszedł do huty, była już odprawiona pierwsza Msza św. o godz. 12. Dzięki

ks. Bronisławowi Piaseckiemu z sekretariatu prymasa Wyszyńskiego przyjechali do zakładu księża Stanisław Ciapała i Lucjan Kołodziej z parafii pw. Marii Magdaleny i odprawili Mszę św. Wcześniej, pod wodzą Alfreda Burakowskiego, zbudowano ołtarz nieopodal bramy głównej huty z wysokim na kilka metrów sosnowym krzyżem. Dziś znajduje się on w kościele pw. św. Stanisława Kostki. Kobiety przystroiły ołtarz kwiatami. Teren doskonale nagłośniono.

Ks. Jerzy Popiełuszko widząc, że Msza św. została już odprawiona, szybko przywitał się i zasiadł na brązowym krzesełku do spowiadania.

– Kiedy przestał spowiadać, przyszedłem przywitać się z księdzem. Siedział na krześle gdzieś ok. dziesięciu metrów od bramy. Był niezwykle rozpromieniony – wspomina Seweryn Jaworski. – Jego twarz zawsze promieniała, gdy rozmawiał z ludźmi. Wówczas nie wiedziałem jeszcze, z jakiej jest parafii. Ale od samego początku została mi w pamięci ta promieniejąca twarz... Na Mszy św., którą odprawił później, widziałem natchnionego kapłana. Kazanie też było pełne natchnienia i niezwykle sugestywne. Ks. Jerzy miał bardzo dobry kontakt z ludźmi. To nie było kazanie ex cathedra, jak to się niektórym księżom zdarzało, ale było proste. Takie do ludzi. Takim go wtedy zapamiętałem.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama