W jakim miejscu się znajdujemy?

Przewodnik Katolicki 38/2011

Kiedy ogłaszano kard. Josepha Ratzingera następcą Jana Pawła II, jedna z niemieckich gazet dała na pierwszą stronę wielki tytuł: „Jesteśmy papieżem!”. Dziś nie ma śladu po tamtej euforii.

 

Papież Niemiec przyjeżdża do swoje ojczyzny. Po raz pierwszy oficjalnie. Poprzednio, w sierpniu 2005 r., uczestniczył w obchodach XX Światowego Dnia Młodzieży w Kolonii, a rok później, we wrześniu 2006, odwiedził swoje rodzinne, bawarskie strony. Tym razem czeka go najważniejsza i najtrudniejsza z dotychczasowych wizyt. Po raz pierwszy od rozpoczęcia pontyfikatu odwiedzi Berlin – miasto będące nie tylko stolicą kraju, ale także symbolem nowych Niemiec „bez Boga”. Już teraz środowiska lewicowe, homoseksualne i antyklerykalne zapowiadają zorganizowanie serii antypapieskich manifestacji w czasie wizyty Benedykta XVI. Niemieckie władze związkowe zapewniają jednak, że nie wydadzą zgody na tego typu zgromadzenia. Z kolei episkopat Niemiec przyznaje, że zainteresowanie wizytą papieża w ojczyźnie „jest większe, niż berlińscy organizatorzy mogli się spodziewać”.

Do jakich Niemiec przybywa więc Benedykt XVI?

Brak zastępowalności

Najwięcej informacji na temat kondycji duchowej współczesnych Niemców pokażą nam suche liczby. Teoretycznie dane na temat niemieckiej religijności pozostają od lat mniej więcej na tym samym poziomie i sprowadzają się do wzoru: 1/3 katolików, 1/3 protestantów, 1/3 niewierzących (głównie mieszkańcy byłej NRD). Znajduje to także swoje potwierdzenie w deklarowanych postawach religijnych. Z ankiety przeprowadzonej niedawno przez Instytut Badania Opinii Publicznej „Infratest” wynika, że do wiary w Boga przyznaje się 58 proc. Niemców, natomiast ateizm deklaruje 38 proc. respondentów.

Berlin przed pielgrzymką papieską.   SEBASTIAN KAHNERT/ PAP/EPA Berlin przed pielgrzymką papieską. Tyle teoria. Inne dane nie są już bowiem tak optymistyczne. Przykładowo, niemiecki episkopat podał kilka tygodni temu, że liczba nowo ochrzczonych w ubiegłym roku była mniejsza od liczby osób, które zdecydowały się w tym samym czasie na wystąpienie z Kościoła katolickiego (odpowiednio 170 tys.  i 180 tys. osób). Ten niekorzystny trend łagodzi nieco kilkutysięczna grupa osób, które powróciły na łono Kościoła lub konwertowały na katolicyzm. Teoretycznie nie jest więc tak źle, tyle że liczba osób, które wystąpiły z Kościoła w 2010 r., zwiększyła się aż o 50 tys. w stosunku do lat ubiegłych. A to jest już powód do bardzo poważnego niepokoju.

Fatalnie wygląda także praktykowanie wiary. Do kościoła chodzi regularnie jedynie 4 proc. niemieckich katolików. Niewiele więcej deklaruje przyjmowanie sakramentów świętych (przy czym statystyki te i tak podnoszą imigranci z Polski, Włoch, krajów byłej Jugosławii, a także z Afryki i Azji). Wiara jest zatem dla ogromnej większości rodzimych Niemców pojęciem czysto deklaratywnym. Jan Paweł II porównał kiedyś ten stan do wydrążonego drzewa – z zewnątrz prezentuje się całkiem przyzwoicie, w środku znajduje się jednak duchowa pustka.

I może jeszcze tylko jedna liczba – ale za to bardzo charakterystyczna dla dzisiejszych Niemiec i w ogóle dla całej zachodniej Europy. Otóż niemiecki urząd statystyczny podał właśnie, że liczba dzieci w Niemczech zmniejszyła się w ciągu minionego dziesięciolecia o 2,1 miliona! W 2010 r. w Niemczech żyło już tylko ok. 13,1 mln osób niepełnoletnich (czyli zaledwie 16,5 proc. populacji). Co czwarte niemieckie dziecko jest jedynakiem, a niemal połowa ma tylko jednego brata lub siostrę. Zdaniem prezesa Niemieckiego Urzędu Statystycznego Rodericha Egelera oznacza to, że Niemcy są dziś  krajem „najuboższym” w dzieci. Co gorsza, statystycy przewidują, że do 2060 r. udział nieletnich w niemieckiej populacji zmniejszy się do zaledwie 14 proc.

Takie właśnie zgniłe owoce wydaje społeczeństwo sytych, znudzonych egoistów, zainteresowanych jedynie własnymi przyjemnostkami i aspiracjami ograniczonymi do nowego modelu mercedesa i własnego bungalowu na Majorce.

Wyjątkowo ostry kurs

Najważniejszą i bezpośrednią przyczyną gwałtownego odpływu wiernych z niemieckiego Kościoła jest ujawnienie w ostatnich latach przypadków molestowania nieletnich z udziałem  niektórych duchownych. Najbardziej głośna tego typu sprawa miała miejsce w prestiżowym berlińskim kolegium jezuitów im. św. Piotra Kanizjusza. Wtedy jednak nastąpił przełom. Ówczesny rektor seminarium, ks. Klaus Mertes, jako pierwszy zgłosił bowiem do organów ścigania przypadki seksualnego wykorzystywania nieletnich w przeszłości szkoły. Podobnie ostry kurs przyjmuje dziś cały niemiecki Kościół. „Należy postępować jednoznacznie i zdecydowanie w stosunku do osób winnych” – powiedział kilka dni temu w rozmowie z dziennikiem „Berliner Zeitung” nowy arcybiskup Berlina Rainer Maria Woelki, precyzując, że duchowni dopuszczający się molestowania nieletnich muszą zostać pociągnięci do odpowiedzialności również przez zawiadomienie właściwych organów państwowych.

I nie są to tylko czcze deklaracje bez pokrycia. Niemiecki episkopat zlecił już bowiem dwóm zespołom składającym się z niezależnych naukowców przeprowadzenie badań, które miałyby wyjaśnić przyczyny i skalę molestowania seksualnego dzieci przez duchownych w minionych dekadach. Kościół nie tylko finansuje programy badawcze, ale także całkowicie otwiera swoje archiwa przed świeckimi badaczami. „Chcemy dojść do prawdy” – zadeklarował  biskup Stephan Ackermann, pełnomocnik niemieckiego Kościoła ds. nadużyć seksualnych. Według informacji przekazanych przez niemiecką agencję prasową DPA, eksperci mają m.in. przeprowadzić wywiady zarówno z ofiarami nadużyć seksualnych ze strony duchownych, jak i ze sprawcami tych karygodnych czynów. „Rozliczenie z trudną przeszłością, na które zdecydował się Kościół katolicki w Niemczech, nie ma precedensu na świecie” – oświadczył Christian Pfeiffer, ekspert z Instytutu Kryminologii Dolnej Saksonii, kierujący jednym z programów badawczych.

Zebrane materiały mają pomóc w zadośćuczynieniu ofiarom molestowania seksualnego, a także zapobiegać w przyszłości podobnym nadużyciom. Najważniejsze jest jednak odzyskanie zaufania niemieckich wiernych. „Kościół powinien być miejscem, w którym nie ma miejsca na przemoc, miejscem ochrony zwłaszcza dla nieletnich oraz dla słabych i otoczenia ich miłością” – zaznaczył dobitnie metropolita Monachium i Fryzyngi kard. Reinhold Marx.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...