Szachy ze Złym

Tygodnik Powszechny 41/2011

Diabeł nienawidzi w stopniu najwyższym, czyli heroicznym, a więc bezinteresownym: niczego nie musi na tym ugrać. Człowiek nienawidzący jest potencjalnym sprzymierzeńcem Złego, ale sam szatan niczego z tego nie ma.

 

Tomasz Ponikło: Umiemy opowiedzieć historię zbawienia, która jest historią ludzi i Boga. Gdzieś w tle majaczy niewyraźna postać, raczej ukryta, choć stale obecna. Czy umiemy odtworzyć biografię szatana?

Ks. Grzegorz Strzelczyk: Szatan to także część historii zbawienia. Na jej początku jest stworzenie: najpierw wyłaniają się wolne byty duchowe inne od człowieka, anioły. Mało co o nich wiemy, a Objawienie nie wychodzi naprzeciw naszej ciekawości. Czy zresztą nie należy domniemywać, że oprócz człowieka Bóg stworzył inne byty rozumne i wolne? To istotna korekta szaleńczego dziś antropocentryzmu filozoficzno-teologicznego.

Stoimy w rozkroku: jedną skrajnością jest liberalna teologia, która twierdzi, że aniołowie są tylko personifikacjami Boga, a demony – ludzkiego grzechu. Drugą są niektóre „objawienia” prywatne, w których z imienia występują tabuny aniołów. Ta rozpiętość poglądów jest możliwa ze względu na skromność danych biblijnych. Z tradycji wynika jednak przekonanie, że szatan nie został stworzony jako zły. Złym stał się decyzją własnej wolnej woli. To sprawa fundamentalna, bo oznacza, że pierwsza poważna turbulencja w historii zbawienia nie dotyczy człowieka – i że naznaczenie świata złem nie jest efektem wyłącznie wolności człowieka.

Dlaczego część aniołów odwróciła się od Boga?

Biblia na to nie odpowiada, próbują to robić apokryfy czy Ojcowie Kościoła. Jeden ze scenariuszy związany jest z rolą, jaką Bóg miał przeznaczyć tym bytom w dziejach świata, a mianowicie służbą człowiekowi. Czemu właściwie miałyby służyć istotom mniej doskonałym od siebie? Bunt szatana byłby więc związany z decyzją „nie będę służyć” – człowiekowi, a zatem Bogu, który tej służby wymagał. Ale to nie dogmat, tylko domniemanie. Na pewno wiemy natomiast o diabłach, że są dobrzy z natury, bo stworzeni. Dlatego też są istotami w absolutnej sprzeczności. W znacznie większej, niż może być człowiek, kiedy odwraca się od Boga i ludzi. Ale – to kolejna intuicja – człowiek jest związany czasem, więc może swoje decyzje zmieniać. W przypadku istot duchowych może być tak, że decyzja jest jedna, nieodwracalna. Próby wyjaśnienia tego założenia były różne: np. że istoty duchowe uczestniczą w bezczasowości, czyli moment stworzenia jest tym samym, w którym dokonuje się decyzja, więc nie można jej zmienić ze względu na metafizyczny stan bytu.

Jednak od takich rozważań ważniejsze jest przekonanie, że szatan tkwi w decyzji odwrócenia się od Boga. Oczywiście także w tym przekonaniu mamy wyłom: nauka o apokatastazie, która w radykalnych wersjach obejmuje także nadzieję na nawrócenie demonów (to spojrzenie na pograniczu herezji).

Nieodwracalność decyzji istot duchowych nie odpowiada wyobrażeniu o Bożym miłosierdziu.

Próbujemy tu projektować naszą sytuację na sytuację aniołów. Ale czy Bóg stosuje wobec nich te same miary, które stosuje do nas? Nie mamy odpowiedzi na to pytanie, tak samo jak nie wiemy, co „czuje” Bóg w przypadku ewentualnego potępienia człowieka: jedno z Jego umiłowanych stworzeń znajduje się w stanie, którego On nie zamierzał...

Jest sens stawiać pytanie o zbawienie szatana?

Nie da się od niego uciec, bo to w istocie pytanie o Boga. Stawiając je, pokorniejemy teologicznie. I bądźmy szczerzy: zbawienie szatana jako takie nas nie interesuje, zwłaszcza że mamy mu sporo za złe. Obchodzi nas piekło i wieczność odwrócenia się złych duchów, bo chcemy zrozumieć Boga. Jak – jeśli w ogóle – Bóg reaguje, kiedy stworzenie się od Niego odwraca? Wpatrujemy się w krzyż Chrystusa, ale dalej mamy kłopot z pogodzeniem miłości i potępienia. Szukamy więc rozwiązania, chroniącego naszą antropomorficzną wizję Boga. I próbujemy ją ocalić wyciągając potępionych i szatana z piekła. Ale może od strony Boga to wygląda jednak jakoś inaczej? Coś mi mówi, że On sobie poradzi z tym na własny sposób.

Bywamy ślepi na jedno oko: nie ma piekła, nie ma szatana.

A co, jeśli są? Łatwo tu o utratę równowagi. Tak jak na Zachodzie, gdzie przez dziesięciolecia właściwie nie powoływano egzorcystów. A teraz zgodnie z efektem wahadła pewne środowiska katolickie widzą tabuny diabłów na główce każdej szpilki.

Co oznacza określenie, że diabeł jest bytem osobowym?

Jest „kimś”. Myślimy tu w kategoriach relacyjnych. Jesteśmy nieustannie „w relacji do” – Boga, innych ludzi, siebie. Relacje Boga i szatana trwają, bo diabeł wciąż jest przez Boga miłowany. I wciąż ma tego dojmującą świadomość, zapewne większą niż jakikolwiek człowiek. Jednocześnie tej relacji absolutnie nie chce. Co prawdopodobnie pociąga – jeśli zachować kategorie analogiczne do naszej psychologii – konflikt z samym sobą. Szatan, będąc dobrym z natury, takim być nie chce, czyli „nie chce siebie” najradykalniej, jak to możliwe. Poza tym inne istoty wokół niego także go miłują.

O jednej relacji przypomina Benedykt XVI definiując wiarę jako osobistą relację człowieka z Bogiem. Ale czy równocześnie człowiek może wejść w drugą relację, z szatanem, i obie będą trwać?

Relacje nas określają, bo w nich się kształtujemy. Nawet kiedy nie są realizowane w tej chwili, i tak w nich tkwimy. Więc jesteśmy w pewnej relacji do Boga, nawet jeśli w Niego nie wierzymy. Moja aktualna świadomość wpływa nie tyle na zaistnienie relacji, ile na to, jak ona uwarunkuje moje wolne decyzje. Czyli głębsza świadomość istnienia szatana może mi pomagać w rozpoznawaniu, co jest we mnie bliższe Ducha Bożego, a co może być poruszeniem Złego. Klasyczna duchowość rozróżnia bowiem to, co we mnie pochodzi od Boga, co od naszej natury, a co od demona.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama