To nie mógł być przypadek

Niedziela 43/2011

Kilka dni po śmierci Papieża listonosz przyniósł do domu Stanisława Grześka wielkanocną kartkę. Drżącą ręką było na niej napisane: „Mane nobiscum, Domine! Jan Paweł II pp. Z serdecznymi życzeniami, Wielkanoc 2005”. Kartka była w białej kopercie ze stemplem Citta del Vaticano. Data: 2 kwietnia 2005 r.

 

Rok po śmierci Jana Pawła II ksiądz ogłosił, że nie będą już co miesiąc modlić się pod Krzyżem Papieskim.

– To ja znowu zacznę pić – odezwał się nieznajomy mężczyzna. Był zmartwiony.

Za miesiąc znowu się spotkali.

* * *

Stanisław Grzesiek otworzył szufladę w swoim

poznańskim mieszkaniu i zaczął przeglądać kartki z Krakowa. Cieszył się, że przez kilkanaście lat nie zaginęły.

Żałował: „Przecież mogłem nawiązać z nim bliższy kontakt i poznać go osobiście. Teraz już takiej okazji nie będzie”.

Był 16 października 1978 r. – świat dowiedział się o wyborze kard. Wojtyły na papieża.

Tamtego popołudnia Stanisław Grzesiek zabrał się za czytanie listów, jakie latami dostawał od ks. Karola Wojtyły.

* * *

2 kwietnia 2011 r., sobota. 6 lat od śmierci Jana Pawła II.

W Poznaniu zegar wybił 21.00. Pod stojącym na odludziu wysokim, metalowym krzyżem kilkaset osób ze zniczami.

– Tamtego wieczoru nie zapomnimy nigdy – odezwał się ksiądz. Mówił o 2 kwietnia 2005 r., dniu śmierci Papieża. – Spotykamy się kolejny raz w miejscu, gdzie był Piotr naszych czasów – przypomniał.

28 lat temu w miejscu, gdzie stoi metalowy krzyż, Jan Paweł II odprawił Mszę św. Od śmierci Papieża poznaniacy spotykali się tutaj zawsze drugiego dnia każdego miesiąca.

W sobotę 2 kwietnia 2011 r. przyszli pod Krzyż Papieski po raz 73.

* * *

– To był pomysł mamy – Stanisław Grzesiek opowiada o początkach korespondencji z przyszłym Papieżem.

Był rok 1964, licealista Stanisław przygotowywał się do matury. Mama chciała, żeby został księdzem. On się wahał.

Emilia Grzesiek wyczytała, że nowy arcybiskup krakowski Karol Wojtyła przyjął święcenia kapłańskie we Wszystkich Świętych 1946 r. W tym samym dniu zaniosła swojego syna do chrztu. „Może to znak od Boga?” – pomyślała teraz.

Napisała list do abp. Wojtyły. Prosiła, żeby pomodlił się za jej syna.

Dostała odpowiedź: „Szanowna Pani. W intencji Syna Stanisława i jego ważnej decyzji odprawię Mszę św. przy najbliższej okazji. Karol Wojtyła, abp”.

* * *

Ks. Tadeusz Magas, proboszcz parafii Nawrócenia św. Pawła w Poznaniu, od początku prowadził modlitewne czuwania pod Krzyżem Papieskim.

Nie wie, czy ci, którzy przychodzili pod krzyż, zmienili się przez te lata. – Ziarno Ewangelii ma swoje prawa, czasem wydaje owoc po długim czasie – mówi.

Siedział kiedyś w konfesjonale. Podjechała dziewczyna na wózku inwalidzkim. Mówiła, że była alpinistką, miała wypadek – będzie kaleką do końca życia. Opowiadała, że długo zmagała się z wiarą.

Któregoś „drugiego” ks. Magas zobaczył ją pod krzyżem. Od tamtego czasu widywał ją co miesiąc.

* * *

Stanisław Grzesiek nie poszedł do seminarium. Skończył studium nauczycielskie, uczył w szkole, potem zaczął studia, założył rodzinę.

Dwa, trzy razy w roku (na święta, na imieniny) wysyła życzenia Arcybiskupowi Krakowskiemu. – Z kurtuazji – przyznaje.

Zawsze dostaje odpowiedź.

– Krępowało mnie to – wspomina. Myślał, że swoim pisaniem zmusza kościelnego dostojnika do odpisywania. Żeby nie robić kłopotu, nie podawał swojego adresu. – Ale on miał nasz adres, który podała mama – opowiada.

Ma opory, ale pani Emilia jest nieustępliwa. Gdy zbliżają się imieniny Karola Wojtyły albo święta, przypomina synowi: „Wyślij życzenia do Krakowa”.

Czasami Stanisław Grzesiek zastanawiał się: skąd tak ważny biskup ma czas na pisanie listów do obcego człowieka?

Po latach zrozumie: – W tym objawiała się jego świętość.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama