Sam nigdy nie wytrzeźwieję

Życie duchowe 1(70)2012 Życie duchowe 1(70)2012

Alkohol nie podlega ocenie moralnej, jest obojętny. Dla niektórych wypicie lampki wina jest czymś naturalnym, dla innych to wkroczenie na drogę uzależnienia. Alkohol jest natomiast szkodliwy. Szkodzi przede wszystkim naszemu zdrowiu. Często jest przyczyną cukrzycy, powoduje wylewy, zawały… Skrzywia też ludzkie myślenie. Człowiek przestaje być sobą. Alkohol zmienia ludzkie emocje.

 

Rozmawiałem kiedyś z Rosjanką, która studiowała za czasów Breżniewa. Opowiadała, że picie na studiach było „chlebem powszednim”. Ludzie nie widzieli dla siebie perspektyw i topili tę beznadzieję w alkoholu.

W Rosji nadal wódkę pije się jak oranżadę, szklankami. Jest to zarówno spadek po komunizmie, jak też szukanie zapomnienia w beznadziejnej sytuacji społecznej. Komuna rozpijała naród, bo uzależnionymi łatwiej manipulować. Jako młody chłopak miałem praktyki zawodowe w różnych miejscach i doświadczyłem tego. Alkohol rozdawano w zakładach pracy przy okazji różnych uroczystości. W kopalniach na Barbórkę każdy górnik otrzymywał pół litra. Wódkę pili wszyscy – od dyrektora po szeregowego pracownika.

Dziś to się zmienia i na wzór Zachodu więcej pije się u nas piwa, wina i tak zwanych drinków. Drinkując, można wypić nawet dwie butelki dziennie, nie mając świadomości picia. Kiedyś panowie siadali do „flaszki” ze słoikiem ogórków i to było konkretne picie. Teraz sączy się alkohol niejednokrotnie przez cały dzień, nigdy nie jest się trzeźwym, a jednocześnie ma się błędne przekonanie, że się nie pije, bo przecież drinki to nie czysta wódka. Kobiety spotykają się, zamawiają kolorowe alkohole, ale przecież „nie piją wódy jak chłopy”, więc wszystko jest w prządku. Tylko że te drinki czynią w organizmie takie samo spustoszenie jak czysty alkohol. Dlatego ta zmiana kultury picia jest bardzo niebezpieczna, bo picie staje się niejawne, zakamuflowane.

W ten sposób piją też dzieci i młodzież. Zaczynają w wieku dwunastu, trzynastu czy czternastu lat od piwa i nie mają świadomości, że – jak wspomniałem – wystarczy kilka miesięcy, by się uzależnić. Alkohol to dla nich środek do bycia dorosłym. Dzieci naśladują rodziców i wychowawców. Klimat alkoholowy otoczenia sprawia, że niejako przyzwyczajane są do alkoholu. Drogą do tego oswajania z alkoholem jest chociażby „szampan bezalkoholowy” czy „piwo bezalkoholowe”. Przyznam, że to mnie przeraża, bo nie powinno być czegoś takiego jak szampan czy piwo dla dzieci. Kto to wymyślił i po co? Po to, by nas jak najszybciej wprowadzić w świat alkoholu. To tylko kwestia czasu, kiedy dziecko, które na sylwestra pije szampana bezalkoholowego, sięgnie po ten z procentami. W każdym razie bardzo szybko będzie chciało to zrobić. Jest w tym coś diabelskiego.

Za przemysłem alkoholowym stoją wielkie pieniądze.

I dlatego producentom zależy, by coraz więcej osób i coraz wcześniej sięgało po alkohol.

Jaka jest skala picia w Polsce?

W roku 2010 według Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych statystycznie na jednego Polaka, bez względu na wiek, przypadało ponad dziewięć litrów czystego spirytusu plus trzydzieści procent alkoholu nierejestrowanego, bez banderoli, czyli na przykład przywiezionego zza granicy lub wyprodukowanego w warunkach domowych samodzielnie. W ciągu pięciu ostatnich lat ilość spożywanego alkoholu na jedną osobę wzrosła bodajże o trzy litry. To bardzo dużo, a tendencja ta jest, niestety, wzrostowa.

A to sprzyja zagrożeniom chorobą alkoholową – chorobą, która jest demokratyczna, nie wybiera swoich ofiar. Dotyczy ona wszystkich grup społecznych: młodych i starych, wykształconych i niewykształconych, świeckich i zakonnych, biednych i bogatych, tych na stanowiskach i prostych robotników.

Ile jest osób uzależnionych w Polsce?

Dokładnych statystyk nie znam. Mówi się o dwóch milionach. Ta liczba dotyczy jednak tylko osób zarejestrowanych. Tymczasem trzeba by wziąć pod uwagę także ludzi uzależnionych, którzy nie chcą się leczyć, więc nie podlegają też rejestracji.

Osoba zarejestrowana jest uznawana za alkoholika do końca życia?

Alkoholikiem jest się do końca życia: albo czynnym, albo trzeźwym. To choroba nieuleczalna i często śmiertelna. Nie ma znaczenia, jak długo jest się trzeźwym. Bywa, że po dwudziestu, trzydziestu latach abstynencji ktoś sięga po kieliszek i następuje nawrót choroby.

Co ma zrobić żona, której mąż pije?

Przede wszystkim ważne jest dostrzeżenie choroby, poznanie jej i zmierzenie się z nią. Im wcześniej, tym lepiej. Najpierw trzeba się nauczyć stwarzania mężowi dyskomfortu picia.

To znaczy?

Po pierwsze, nie kupować alkoholu i nie trzymać go w domu, jeśli oczywiście zależy to od żony. Po drugie, nie tolerować alkoholu i picia męża. Jeśli pije, to niech sobie sam gotuje, pierze i prasuje. Jeśli to nie pomoże, prosić, żeby zaczął się leczyć. Niestety, prośby zazwyczaj są mało skuteczne, ale warto próbować. W zaawansowanym stadium choroby trzeba zwrócić się o pomoc do instytucji państwowych – przychodni odwykowych i sądu – o zastosowanie przymusu leczenia.

I trzeba chronić siebie i dzieci. Dzieci w przypadku choroby alkoholowej ojca są bardzo zagrożone przemocą. Kościół dopuszcza nawet separację małżonków ze względu na picie jednego z nich. Kobieta ma obowiązek chronić siebie i dzieci, a nie trwać w toksycznym związku. Czasem warto nawet wyprowadzić się z domu, by mąż poczuł konsekwencje swojego picia. Być może wówczas się zreflektuje i zacznie się leczyć.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...