Dwie najlepsze decyzje: wejść i wyjść

eSPe 105/2/2014 eSPe 105/2/2014

Byli klerycy o odejściu z seminarium

 

Z danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego wynika, że w 2011 r. (to są najnowsze dane jakie posiada ISKK) zostało wyświęconych 481 kapłanów diecezjalnych. Były to święcenia jednego z ostatnich roczników wyżu w seminariach (w latach 2001-2006 na pierwszy rok do seminariów zgłaszało się ponad 1000 kandydatów, a w szczytowym roku 2005 nawet 1145; w 2013 r. do seminariów diecezjalnych zgłosiło się mniej niż 600 kandydatów). Z tych szacunków wynika, że średnio połowa kleryków rozpoczynających pierwszy rok w seminarium przystępuje do święceń kapłańskich. Druga połowa rozeznaje, że kapłaństwo, to nie ich powołanie.

Maciek. Rok postulatu, rok nowicjatu i siedem miesięcy w seminarium.

– W pewnym momencie bardzo mocno zrozumiałem, że to nie jest moje miejsce. To było jak strzał w głowę. Nagle takie duże światło, taka znajomość swojej sytuacji, że to nie to. Modliłem się jeden miesiąc, drugi, trzeci. Codziennie ta myśl była bardzo mocna. Przed oczyma tylko taki wielki napis „TO NIE TUTAJ”.

Początkowo była to sprawa między nim a Panem Bogiem. Sygnalizował też swoje wątpliwości kierownikowi duchowemu. Ale nie dzielił się tym z kolegami, żeby – jak mówi – nie mącić. Gdy sprawa była pewna, poszedł do przełożonych i powiedział też chłopakom, z którymi się przyjaźnił.

– Niektórzy mieli łzy w oczach. To było dla mnie ciężkie. Ale reakcje były pozytywne: „rozeznałeś”, „jesteśmy z tobą”, „wspieramy cię”. Generalnie zrozumienie i akceptacja tej decyzji, bo o tym się mówi od początku. Jesteśmy w seminarium po to, żeby rozeznać.

Spakował się. Zrobili jeszcze wieczorne spotkanie pożegnalne. – Kupiłem wino. To był szok. W seminarium wino pije się dwa, trzy razy w roku, a tutaj podbiłem o jeden raz (śmiech). Wszyscy chłopacy się cieszyli. Rozstaliśmy się w fajnej atmosferze, przy chipsach, coli i winie. Przyszli też niektórzy księża. Był ojciec duchowny. To było miłe. Po prostu pogadaliśmy i wyszedłem. Mieszkam blisko seminarium.

Rodzice

– Pełna akceptacja i miłość. Zawsze mogę na nich liczyć, więc spoko.

Znajomi

– Cieszyli się, że mnie odzyskują. Później słyszałem też parę głosów: „szkoda, bo myślałem, że będę miał kolegę księdza”. Wiedziałem, że niektórzy wiążą duże nadzieje ze mną. Mocno w środowisku działałem, miałem wielu przyjaciół, więc pewnie niektórzy bardzo by chcieli, żebym był księdzem. Ale w podejmowaniu decyzji jakoś mądrze trzeba wyjść nad tym.

Sąsiedzi

– Ludzie z osiedla, którzy widzieli mnie wcześniej w sutannie trochę bali się pytać. Ale ja nie miałem z tym problemu. Na drugi dzień poszedłem służyć do kościoła ubrany po świecku. Panie z bloku mnie często podpytywały, to im tłumaczyłem po prostu, że zrezygnowałem.

Kobiety

– Wrażliwość, którą wyrobiłem w sobie w seminarium pomaga mi. Raczej śmiało mówię o tym, że byłem w zakonie.

To sposób na podryw?

– Tak. Wchodzę do klubu, poznaję nową blondynkę, albo dwie i mówię im gdzie byłem, to już są moje (śmiech).

Ponieważ na rok złożył śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, musiał dostać specjalną zgodę od prowincjała na zamieszkanie poza wspólnotą zakonną. Wypełniał także inne przyrzeczenia – codzienna Eucharystia i modlitwa brewiarzowa. Równocześnie starał się o zwolnienie ze ślubów, bo przyznaje, że bycie zakonnikiem poza zakonem wywoływało w nim ambiwalentne uczucia. – Nie wiedziałem kim do końca jestem. Ani nie jestem zakonnikiem, ani człowiekiem świeckim. Czułem się zagubiony. Przed wakacjami generał zakonu zwolnił go ze ślubów. – Dla mnie to nadal jest trudne. Żeby się na nowo odnaleźć, poukładać swoje życie, odpowiedzieć sobie na jakieś pytania. Maciek jest przekonany, że dla przyszłego pracodawcy, informacja w CV o tym, że ponad 2,5 roku spędził w zakonie może być tylko atutem. – To będzie robić wrażenie na ludziach, szczególnie z katolickiego środowiska. Chcę pracować z ludźmi. To mi pewnie pomoże, bo będę bardziej wiarygodny.

Paweł. Dwa lata w seminarium diecezjalnym.

– Miałem wrażenie, że nadaję się do pracy z młodzieżą. Nadal tak uważam. Proboszcz mi powiedział, że powinienem spróbować jako prawdziwy facet (nawet jeśli nie jestem przekonany, że chcę być księdzem), bo tam nauczę się i modlitwy, i pracy. „Nauczysz się życia” – mówił.

Po pierwszym roku kuzyn-ksiądz zadał mu proste pytania: „Czy marzysz o tym, żeby odprawiać Mszę św.? Czy myślisz o tym? Czy jara cię myśl o spowiadaniu?”. Odpowiedział szczerze – „nie”. –Nie ukrywałem, że chcę mieć dzieci. To był dla mnie problem numer jeden. To była dla mnie przeszkoda nie do pokonania. Stwierdziłem, że jak mam być beznadziejnym księdzem, to wolę być zajebistym ojcem.

Ostateczna decyzja zapadła w wakacje po drugim roku. – Duży wpływ miało to, że trzeba było sobie kupić sutannę. Miałem już dwie uszyte. Raz zobaczyłem się w sutannie i wiedziałem, że nie chcę być księdzem. Powiedział o tym ojcu duchownemu, proboszczowi, rodzinie i kolegom z rocznika. Po prostu nie wrócił po wakacjach na trzeci roku studiów do seminarium. – Po tym jak już wyszedłem, spotkałem znajomego księdza. Mówi tak: „Chłopie, coś ty zrobił? Czemuś ty wyszedł? Wiesz, jak byś miał dobrze?”. To mnie utwierdziło w przekonaniu, że podjąłem dobrą decyzję.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama