Gdzie w tym wszystkim krzyż?

Tygodnik Powszechny 34/2010 Tygodnik Powszechny 34/2010

Prześmiewcza manifestacja pod krzyżem miała sprowadzić spór do absurdu. Kulturowa furtka została otwarta i można się spodziewać więcej tego typu antyreligijnych demonstracji.

 

Krzyż stał się orężem w wojnie polsko-polskiej pod krzyżem biało-czerwonym – jak to obrazowo wyraził o. Jacek Prusak SJ. Krzyż przestał być miejscem, gdzie skłonił głowę Ten, co przyszedł wyzwolić nas z kajdan i z samych siebie. Zamiast zbawienia świata, zawisł na nim program polityczny. I stał się ostatnią redutą „Polski prawdziwej”. Przecież – jak pisał w sławnym wierszu Jarosław Marek Rymkiewicz – „I znowu są dwie Polski – są jej dwa oblicza (...) / Dwie Polski – ta o której wiedzieli prorocy / I ta którą w objęcia bierze car północy / Dwie Polski – jedna chce się podobać na świecie / I ta druga – ta którą wiozą na lawecie”. Czy jednak rzeczywiście – jak pisał poeta – „To co nas podzieliło – to się już nie sklei”?

Ze wszech stron, począwszy od episkopatu, mnożą się apele o podjęcie dyskusji nad godnym upamiętnieniem tragicznych wydarzeń, być może poprzez pomnik, który stanie w odpowiednim miejscu. „Wzywamy do poważnego dialogu i odpowiedzialnych decyzji – piszą biskupi – by jak najszybciej rozwiązać narastający konflikt polityczny i społeczny wokół krzyża przed Pałacem Prezydenckim. Dalszym etapem dialogu powinna być konsultacja społeczna w sprawie wzniesienia pomnika prezydenta Lecha Kaczyńskiego i ofiar katastrofy”. Ten i inne apele mają wszakże sens pod jednym warunkiem – że nikt nikomu nie będzie odbierał prawa do czucia się Polakiem: wierzącym i niewierzącym, zwolennikom przeniesienia krzyża i chcącym jego postawienia na trwałe. Obywatelem jednej i drugiej Polski.

Happening zamiast debaty

Ale w końcu krzyż, nawet nie wiadomo, jak i przez kogo interpretowany i wykorzystany, pozostaje świętym znakiem. Zacytujmy raz jeszcze oświadczenie biskupów: „Odwołujemy się do roztropności wszystkich, którym krzyż jest drogi jako symbol religijny, by nie dawali środowiskom i ugrupowaniom wrogim religii pretekstu do ujawniania braków tolerancji, do poniżania krzyża, ośmieszania wiary i lekceważenia ludzi”.

Krzyż spod pałacu – nie z winy Kościoła ani z jego inicjatywy – stał się nagle punktem zapalnym dyskusji o świeckości państwa i miejscu krzyża w przestrzeni publicznej. Ta dyskusja toczy się w Europie i Ameryce Północnej (zwłaszcza w Kanadzie) już od kilku-, a może nawet od kilkudziesięciu lat. Sama zasada neutralności religijnej państwa czy wzajemnej autonomii państwa i Kościoła wynikające zarówno z nauczania Soboru Watykańskiego II, jak i Konstytucji RP – nie są już chyba przez nikogo poważnego kwestionowane. Ba, można nawet pokusić się o stwierdzenie, że są to zasady postulowane przez sam Kościół, skoro uprawnionej autonomii w sprawach ziemskich „należy się domagać; nie tylko bowiem domagają się jej ludzie naszych czasów, ale odpowiada ona także woli Stwórcy” – jak czytamy w Konstytucji Duszpasterskiej o Kościele (nr 36). Kontynuowanie (a może rzetelne rozpoczęcie?) dyskusji w kwestii rzeczonej autonomii – choć wydaje się to wręcz paradoksalne – leży w interesie Kościoła i źle się dzieje, że dyskusja ta nieustannie inicjowana jest przez stronę laicką, która bardzo często myli państwo areligijne z państwem antyreligijnym, chcąc wyrugowania z przestrzeni publicznej wszelkich elementów sakralnych.

Tymczasem debata o świeckości państwa nabrała nieoczekiwanie nowego kolorytu. Z salonów politycznych, gdzie funkcjonowała bardziej w stylu wojny zaczepnej, zeszła na uliczny chodnik i przekształciła się w happening. „Akcja Krzyż”, zainicjowana na jednym z portali społecznościowych, zgromadziła na nocnej manifestacji pod Pałacem Prezydenckim kilka tysięcy ludzi. Z założenia miała prześmiewczy charakter. Jej bezpośrednim celem było nie tyle zbezczeszczenie krzyża, co wykpienie tych, którzy pod nim stoją. Jak mówi Jakub Zysnarski, jeden z organizatorów przedsięwzięcia, do grupy inicjatywnej szybko dołączyły osoby, „które chciały się trochę pośmiać z tego, co się dzieje pod krzyżem”. I pośmiały się. Zebrani grali w piłkę plażową, puszczali mydlane bańki, były transparenty typu „Precz krzyżacy” lub „Zburzyć pałac prezydencki – zasłania krzyż”, niektórzy przyszli przebrani, np. mieli motocyklowe gogle, maski; z pobliskiego balkonu „błogosławieństwa” udzielał ktoś przebrany za papieża. Przypomniały się czasy Pomarańczowej Alternatywy, której działania miały obnażać absurdy systemu poprzez parodię i skłaniać do myślenia. Nocna manifestacja pod krzyżem wykorzystała ten sam mechanizm argumentacji ad absurdum. Niestety, zastosowanie tego argumentu uniemożliwia wszelki dialog. Kulturowa furtka została jednak otwarta i w przyszłości będzie można się spodziewać więcej tego typu demonstracji o antyreligijnym charakterze. Śmiem twierdzić, że to bardziej niebezpieczne niż oficjalne protesty przeciw krzyżowi czy innym formom obecności religii w przestrzeni publicznej. To również bardziej niebezpieczne niż artystyczne działania twórców nastawiających się na obrazę uczuć religijnych. Po pierwsze, dowcip, kpinę i absurd trudniej zaprowadzić przed trybunał niż otwarte działanie antyreligijne. Po drugie, może ono objąć tłumy, a nie tylko pojedyncze jednostki ryzykujące sądem.

***

Sposób, w jaki posłużono się krzyżem, obudził nieco uśpione już demony polityczne. Spodziewane zakopanie toporka wojennego w wojnie polsko-polskiej nie trwało zbyt długo. Do wojny dołączyli kuglarze. Kościół – może zbyt długo czekając na rozwój sytuacji – wzywa do dialogu, powściągliwości, opanowania i wzajemnego poszanowania. Niestety, ostatnie wydarzenia pokazują, że są i tacy Polacy, którzy wcale do słuchania Kościoła się nie spieszą. I są to nie tylko Ci, którzy do niego nie należą. Także ci, którzy się czują jedynymi spadkobiercami prawdziwej polskości, której znakiem krzyż biało-czerwony.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama