Stara miłość nie rdzewieje

Tygodnik Powszechny 1/2011 Tygodnik Powszechny 1/2011

Piotr Mucharski: O co właściwie chciałbyś mnie zapytać? Przecież wiesz wszystko...



Tak się tłumaczę, bo wiem, że masz zamiar mnie o to zapytać. A „Tygodnik” był zawsze kulturalną awangardą i brał na siebie ryzyko tłumaczenia zjawisk jeszcze nie oswojonych. Tego też nie może się wyrzec i zamknąć się w obchodzeniu rocznic pomarłych klasyków.

Jesteśmy postrzegani jako „pismo katolików otwartych”, cokolwiek by to słowo znaczyło, a nie jako pismo czysto polityczne czy kulturalne, poza jakąkolwiek filozofią i światopoglądem. Nie wszyscy rozumieli to, co robił Turowicz, który zachowując taki charakter „Tygodnika”, zapraszał na łamy ludzi, którzy z Kościołem nie mieli wiele wspólnego, ale reprezentowali wartości wspólne też dla Kościoła.

Niektórzy oczekują, że w „Tygodniku” będzie się pisać więcej o przedsięwzięciach Kościoła. O tym, rzecz jasna, pisać należy, ale nie dlatego, że coś jest „akcją Kościoła”, lecz dlatego, że to realizowanie Ewangelii w rzeczywistości całkowicie ziemskiej. I że Kościół nie ma na takie przedsięwzięcia monopolu.

Powiedz – bo to też trzeba powiedzieć Czytelnikom: nie jest Ci przyjemnie odchodzić?

Zadajesz mi ulubione dziennikarskie pytanie: „Co pan czuje?”.

Przecież widzę, co Pan czuje.

Mam mieszane uczucia. Moje życie od prawie 47 lat toczy się wokół „Tygodnika” i cokolwiek robiłem – nawet gdy byłem generałem zakonu marianów – było to formowane przez „Tygodnik”. A teraz przychodzi zmiana, bo przecież mimo całej dalszej współpracy z Wami będę mieszkał w klasztorze. Takie zmiany zawsze się przeżywa jako „umieranie”. Że coś nieodwracalnie się zmienia.

Z drugiej strony, nigdy nie miałem poczucia, że jestem dobrym redaktorem naczelnym. Wiem, że powinno się to było robić lepiej i inaczej. Towarzyszy więc tej zmianie pewna ulga. Kiedy ks. Andrzej Bardecki przestał był asystentem kościelnym, było to dla niego przykre, ale później szczerze przyznawał, że zrobiło się mu nawet lżej. Zatem mam też poczucie, że zdejmuje się ze mnie pewien ciężar. I ludzka, słaba natura odczuwa pewną ulgę. Zawsze lepiej wspierać redaktora naczelnego, niż nim być.
 

Widziałem też niejedno pismo, którego stary redaktor odchodził na emeryturę, przejmowali je młodzi, a on dalej pisał, był w nim, stanowiąc nawet pewien autorytet. Muszę Ci zresztą powiedzieć, że w prowadzeniu pisma jest wiele spraw, które są... nieładnie byłoby powiedzieć: traceniem czasu. Jest np. cała sfera reprezentowania „Tygodnika”. Przecież redaktor naczelny nie może nie wychylać nosa z gabinetu. Co to za naczelny, którego nigdzie nie ma, nikt go nie zna? Trzeba być w różnych miejscach i sytuacjach obecnym. A z tego wynikają rozmaite „obligi”, które teraz spadną na Ciebie i z przyjemnością sobie myślę, jak Ty się teraz będziesz męczył i zżymał, musząc jechać na różne piękne uroczystości, żeby potem późno w nocy kończyć pisanie.

Bo też – taką mam nadzieję! – teraz będę mógł więcej i solidniej pisać.

Chcesz powiedzieć, że poziom Twojego pisania teraz wzrośnie?

A przynajmniej czas pracy nad tym, co piszę.

Co zapowiada również podniesienie poziomu całego pisma!

I o to właśnie w tej całej operacji chodziło!

To dobry moment. „Tygodnik” jest dziś obecny na mapie środowisk opiniotwórczych. Jesteśmy szanowani i uznawani przez Kościół jako pismo katolickie, czego dowodem choćby wypowiedź abp. Michalika, który mówiąc o czymś całkiem innym, nie mógł sobie odmówić wspomnienia o „Tygodniku”. A jak mówił Kisiel: „Nawet z wyzwiskiem, byle z nazwiskiem”. Pismo jest dobre.

Lubisz je?

Bardzo. Każdy udany numer, a nawet jeden dobry artykuł, jest dla mnie ogromną radością. Jest mi niebywale bliskie. Zwłaszcza że stanowi ono, co tu gadać, prawie całe moje dorosłe życie. Ale z przyjemnością będę Cię widział za biurkiem Jerzego Turowicza. Tu, na wprost biurka, wisi jego portret, z którego uśmiecha się do nas dobrotliwie. I póki tak jest – będzie dobrze.

Jeszcze nie wiem, czy przeprowadzę się do tego gabinetu.

To jest absolutnie konieczne. To warunek. Jeśli odmówisz – cofam rezygnację i występuję z zakonu... A poważnie – to miejsce jest nasączone pewnymi mocami.

Już nie podsłuchami...

Stare esbeckie podsłuchy w dalszym ciągu są w ścianach. Piotrze, absolutnie musisz się tu przeprowadzić, nie ma mowy, by było inaczej.

W każdym razie będziemy się starać, żebyś jeszcze bardziej lubił to pismo.

Tak to jest: jeśli miłość przetrwa do starości, to potem już tylko wzrasta.

Ks. Adam Boniecki (ur. 1934) pracuje w „Tygodniku Powszechnym” od 1964 r., z przerwami na kierowanie polską edycją „ L’Osservatore Romano” (1979-91) i bycie przełożonym generalnym Zgromadzenia Księży Marianów (1993-99). Podczas pracy w Krakowie był także duszpasterzem akademickim i wspólpracownikiem opozycji demokratycznej. Opublikował m.in. „Kalendarium życia Karola Wojtyły”, „Notes” i „Rozmowy niedokończone”. Redaktor naczelny „TP” od 1999 r.

Piotr Mucharski (ur. 1959) pracuje w „Tygodniku Powszechnym” od 1988 r., najpierw jako korektor, potem redaktor techniczny, sekretarz redakcji i zastępca redaktora naczelnego. Współautor (razem z Katarzyną Janowską) telewizyjnych cyklów „Rozmowy na koniec wieku”, „Rozmowy na nowy wiek” i „Rozmów na czasie”, których zapisy ukazały się również w wersji książkowej. Wspólnie wydali również wywiad rzekę z prof. Barbarą Skargą „Innego końca świata nie będzie”. Razem z Kamilem Durczokiem opublikował książki „Wygrać życie” i „Krótki kurs Czwartej RP”. Dyrektor programowy Międzynarodowego Festiwalu Literatury im. Josepha Conrada.
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama