Wychowanie pod znakiem miłości

Niedziela 52/2011

Niestety, dzisiaj często te święta do tego stopnia są przepojone konsumpcjonizmem (już od listopada przyozdabia się ulice, sklepy, zachęca do zakupów), nieokiełznanym szukaniem podarunków, przygotowywaniem różnych atrakcji, że prawdziwy sens tych pięknych świąt zostaje przytłumiony i na przeżycia religijne prawie nie ma miejsca.

 

Ks. Mirosław Mejzner SAC: – Święta Bożego Narodzenia mają charakter głęboko rodzinny. Co szczególnie wzrusza Księdza Kardynała w czasie tych świąt i za czym najbardziej tęskni?

Kard. Zenon Grocholewski: – Dzieci w rodzinach katolickich przeżywają święta Bożego Narodzenia bardzo intensywnie. Ubieranie choinki, podarunki od św. Mikołaja, wieczerza wigilijna, zwłaszcza dzielenie się opłatkiem, poprzedzone odczytaniem fragmentu biblijnego, śpiewanie kolęd, a potem Pasterka, jasełka, odwiedziny kolędowe – to wszystko stwarza specyficzną atmosferę rodzinnego ciepła. Jeżeli ktoś w latach dziecięcych i młodzieńczych jest ministrantem lub staje się aktorem w jasełkach – jak to miało miejsce w moim przypadku – to czuje się jakimś protagonistą, który przyczynia się aktywnie do przeżyć tego pięknego okresu i sam odczuwa go radośniej i głębiej. Chciałbym jednak bardzo mocno podkreślić, że te święta nie tylko mają charakter rodzinny, lecz są i powinny być dla dzieci z rodzin katolickich przede wszystkim autentycznym przeżyciem duchowym i religijnym.

– Czyli aspekt religijny powinien być zasadniczy?

– Oczywiście. Cały sens Bożego Narodzenia to przeżycie wspaniałej tajemnicy miłości Boga względem ludzi. Fakt narodzenia Chrystusa w Grocie Betlejemskiej wywarł znaczące i dobroczynne piętno na historii i kulturze naszego kontynentu, co znalazło wyraz m.in. w literaturze i sztuce. Niestety, dzisiaj często te święta do tego stopnia są przepojone konsumpcjonizmem (już od listopada przyozdabia się ulice, sklepy, zachęca do zakupów), nieokiełznanym szukaniem podarunków, przygotowywaniem różnych atrakcji, że prawdziwy sens tych pięknych świąt zostaje przytłumiony i na przeżycia religijne prawie nie ma miejsca.

Bardzo bym chciał, by rodzice i wychowawcy pomagali dzieciom w religijnym przeżywaniu wspaniałej tajemnicy Narodzenia Pana. Ono bowiem przyczynia się do rozwoju życia duchowego, łączy z Bogiem, kształtuje charakter, umacnia więzi prawdziwej miłości i wyzwala pragnienie czynienia dobra. Jestem przekonany, że doświadczenie religijno-duchowe z dziecięcych lat pozostaje skarbem na całe życie. Miałem szczęście tego doświadczyć, za co Bogu, rodzicom i duszpasterzom jestem bardzo wdzięczny.

– Czego w dzisiejszych czasach rodzice i wychowawcy mogą się nauczyć od Świętej Rodziny z Nazaretu?

– Mogą i powinni się uczyć przede wszystkim zrozumienia istoty prawdziwej miłości i jej znaczenia w perspektywie szczęścia rodzinnego i wychowania. Nie można sobie wyobrazić, z punktu widzenia ludzkiego, większej miłości niż ta, która łączyła Świętą Rodzinę. Była to miłość w najbardziej istotnym znaczeniu tego słowa, polegająca na usilnym pragnieniu dobra dla drugiej osoby i jego konsekwentnej realizacji. W tym kontekście należy postrzegać wychowanie jako przejaw wykwintnej miłości. Nie można bowiem dać dziecku nic większego niż solidne wychowanie. Niezwykły pedagog, św. Jan Bosko, mawiał: „Wychowanie jest sprawą miłości”. Trzeba wychowywać, kochając wychowanka, i trzeba go uczyć prawdziwej miłości. Natomiast św. Maksymilian Kolbe zwykł powtarzać: „Tylko miłość jest twórcza”!

– W lipcu złożył Ksiądz Kardynał wizytę w kolegiacie sieradzkiej, gdzie m.in. poświęcił odrestaurowany ołtarz św. Anny Samotrzeciej. Wizerunek ten ukazuje wartość wielopokoleniowej rodziny. Czy taki model wychowawczy i społeczny ma jeszcze siłę przebicia w świecie, gdzie między pokoleniami pogłębia się przepaść cywilizacyjna?

– W tym roku miałem szczęście być także na Górze św. Anny, w diecezji opolskiej, gdzie Samotrzecia jest szczególnie czczona. Główną postacią, która nadaje sens całej kompozycji, jest jednak Dzieciątko Jezus. Warto zwrócić uwagę, że właśnie tam, gdzie są dzieci, wspomniany model wychowawczy ma szansę przebicia. To dzieci spajają i ożywiają wielopokoleniową rodzinę. Osoby starsze zazwyczaj bardzo mocno żyją sprawami wnuków, a dzieci cieszą się zainteresowaniem ze strony babci czy dziadka. Także rodzice dzieci często korzystają z pomocy swoich rodziców. Wielopokoleniowa rodzina spełnia dobroczynną rolę w stosunku do dzieci, jeżeli rodzice i dziadkowie mają tę samą wizję wychowania, opartą na solidnych wartościach. W takim przypadku ich współpraca jest twórcza, mimo pewnych nieuniknionych rozbieżności czy większego stopnia pobłażliwości wobec wnuków ze strony dziadków. Figurki, obrazy czy grafiki św. Anny Samotrzeciej, popularne zwłaszcza od XV wieku, mają też inną wymowę, mianowicie tę, że wielkość św. Anny jawi się na nich w świetle roli spełnionej wobec Maryi i Jezusa. Cała wielkość rodziców i wychowawców przejawia się właśnie w dobroczynnym oddziaływaniu na wychowanków!

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama