Kiedy dziecko zaczęło pytać

List 2/2012

Dziecko - można powiedzieć - jest stosunkowo późnym „wytworem cywilizacji". Do końca XIX w. mało kto traktował dzieci w sposób, w jaki traktujemy je współcześnie. W pewnym sensie dziecka nie było, był jedynie niedokończony, niedojrzały jeszcze dorosły

 

dziecięce kariery

W pierwszej połowie XIX w., jak opisuje to Jędrzej Śniadecki, wybitny polski uczony i lekarz, prawie połowa kobiet rodzących umie­rała, a jeszcze większy był odsetek dzieci, które nie przeżywały porodu. Śniadecki nie bez powodu więc określał szpitale położnicze mianem „rzeźni". Poród był sytuacją granicz­ną. W tamtych czasach kobiety zachodziły w ciąże bardzo często. Kiedy weźmiemy słowni­ki biograficzne lub jakąkolwiek encyklopedię i zaczniemy czytać życiorysy znanych ludzi, żyjących przed wiekiem XX, często spotkamy się z informacją typu: „był jednym z 10 czy 15 dzieci w rodzinie". Tyle tylko, że wieku dorosłe­go dożywało zaledwie kilkoro z nich, czasem dwójka lub tylko jedno. W związku z trudną sytuacją życiową nie przywiązywano się do dzie­ci szczególnie mocno, nie poświęcano im tyle uwagi, co dziś. Małe dziecko nie mogło praco­wać na roli, nie pomagało w domu, wymagało nakładu sił, ubrania, jadła i opieki. Przysparza­ło więc do pewnego momentu więcej kłopotów, niż korzyści. W dzieciach nie dopatrywano się niczego specjalnie wyjątkowego.

Nie poświęcano maluchom szczególnej uwagi, także w kulturze. Zadziwiające jest w tym kontekście to, że Biblia wspomina o dzie­ciach przychodzących do Jezusa i stawia je za wzór. Starożytna i późniejsza literatura aż do XIX w. nie mówiła o dzieciach wiele, tak na­prawdę nie poruszała tego tematu prawie w ogóle.

Wszystko zmieniło się w XX w. wraz z rozwojem nauk, również psychologicznych, z pojawieniem się ogólnodostępnej opieki zdrowotnej, z poprawą sytuacji ekonomicznej. Zazwyczaj nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale w porównaniu z naszymi dziadkami i pra­dziadkami żyjemy w luksusie. Między innymi dzięki temu możemy poświęcić dziecku i jego rozwojowi tak dużo czasu. Dawniej dziewięcio, dziesięciolatki pracowały już z rodzicami w polu. Sam pamiętam, że kiedy byłem uczniem podstawówki, w okresach ważniejszych prac polowych moi koledzy byli zwalniani z lekcji, by mogli pomagać rodzicom. Dziś takie sytu­acje są już nie tak częste. Tyle, że obecnie w zamian za pracę w polu oferujemy naszym dzieciom, pod pretekstem troski o ich rozwój, inne zajęcia. Kapitalizm każe nam wierzyć w to, że dziecko potrzebuje znać 5 języków, uczęszczać do klasy baletowej albo artystycz­nej, przejść szkolenie w zakresie samoobro­ny i zaliczyć jeszcze kilka innych „niezwykle potrzebnych" kursów. Bo to wszystko przyda mu się kiedyś w CV. A to tylko część prawdy. Badania bowiem pokazują, że tym, co w dzie­ciach najbardziej zabija świeżość i kreatyw­ność myślenia i działania, jest szkoła. Dziec­ko jest najbardziej twórcze, kiedy ma 6-7 lat, a najmniej w wieku 18 lat, czyli w momencie zdawania matury. Kiedyś dzieci pracowały na roli, dziś „pracują na swoją przyszłość". Współczesne dzieci są bardziej zabiegane niż 50,40 czy 30 lat temu. My, dorośli również. Ale taki jest niestety koszt życia w luksusie. Gdyby ktoś z nas uznał, że nie interesuje go ciepło w mieszkaniu, nowy samochód ani modne ubra­nie, mógłby spokojnie zrezygnować z części zajęć i odzyskać czas, którego tak bardzo pra­gnie.

wszystkie smaki dzieciństwa

Mówi się, że dzieci mają niesamowitą świe­żość myślenia, umiejętność niewyczerpanego zachwytu nad światem. Jednak tak naprawdę, by dziecko mogło rozwijać tę świeżość myśle­nia, postrzegania świata muszą zostać speł­nione określone warunki. Dzieci odrzucone lub osierocone i wychowane w domach dziecka będą miały tej świeżości mniej, podobnie dzieci z rodzin, w których stosuje się przemoc. Dzieci potrzebują poczucia bezpieczeństwa, pewności, że ich odczucia są wartościowe, że dorośli liczą się z ich zdaniem. Przez świeżość rozumiem tu przede wszystkim takie doświad­czanie świata, najzwyczajniejszych nawet rze­czy, które rzadko jest już dostępne dorosłym. Czasem przypominam sobie kąpiele w moim rodzinnym domu, kiedy miałem 6 czy 7 lat. Odbywały się raz, dwa razy w tygodniu. Woda podgrzewana była na piecu w wielkich garach. Potem przelewano ją do wielkiej, okrągłej, blaszanej balii w kolorze gołąbkowo-szarym. Balia stała na środku podłogi w kuchni. Ta woda miała niesamowity zapach, chociaż nikt nie wlewał do niej żadnych perfum. Jestem w stanie dokładnie odtworzyć w pamięci, jak wchodzę do tej wody i ogarnia mnie niesamo­wite uczucie, kiedy moje ciało powoli zanurza się w tym cieple. Niemal czuję gęsią skórkę i sterczące włosy na rękach. To było coś niesamowitego. Dziś biorę prysznic codziennie i często prawie go nie zauważam. Nic nadzwy­czajnego się nie dzieje, ot zwykła czynność. Nie ma już we mnie tej dziecięcej świeżości.

Trzeba jednak pamiętać, że świeżość po­strzegania i myślenia ma także negatywne strony. Świeżość oznacza bowiem brak do­świadczeń. Dziecko cierpi mocniej niż dorosły, bo nie może sobie zinterpretować pewnych rzeczy, zracjonalizować ich. Jego interpretacja zdarzeń, słów jest bardziej absolutna. Kiedy matka w złości powie dziecku, że odda go komuś obcemu, to ono jest przekonane, że to naprawdę nastąpi. A co za tym idzie - prze­rażone. Jego umysł nie ma podstaw do tego, by pomyśleć inaczej np.: „Mama zawsze tak mówi, kiedy poważnie nabroję. To tylko objaw jej lęku i bezsilności". Ludzki umysł jest trochę jak komputer. A komputer jest tym lepszy, im więcej ma oprogramowania. Dziecięcy umysł ma go jeszcze bardzo mało, działa więc dość jednostronnie. Ma za małą wiedzę. Dorosły z kolei nie ma świeżości, za którą czasem tęsk­ni. Może próbować najlepszych smakołyków, ale nie będą mu one tak smakowały jak pierw­sza kromka ze smalcem, którą jadł, kiedy miał kilka lat.

Żadna rzecz nie jest tylko dobra, albo tylko zła - mówi mądra buddyjska zasada. W Pol­sce mamy z kolei powiedzenie, że każdy kij ma dwa końce. Brak świeżości powoduje, że nie doświadczam świata w tak ekscytujący sposób, jak dzieci, ale w zamian za to jestem bardziej zdystansowany do siebie, rozumiem wiele rzeczy lepiej i dzięki temu ból, klęski, smutki nie są tak dojmujące, jak w dzieciń­stwie. Świeżość dziecka ma jednak wiele zalet i dobrze byłoby coś z niej zachować. Zdawali sobie z tego sprawę rozumni ludzie z różnych stron świata. Lao-tsy, wielki chiński nauczyciel i twórca taoizmu, znany był też jako „stary mę­drzec dziecko". Bo najlepiej byłoby mieć wie­dzę i doświadczenie starca, a sposób dozna­wania rzeczywistości, ciekawość i kreatyw­ność typowe dla dziecka. Zachować otwartość i bezinteresowność, a jednocześnie posiadać dystans, wiedzę, zdolność do wyrzeczenia, dyscyplinę, niezależność. To jest nieosiągal­ne, ale wymarzone optimum.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama