Sól w oku świata

W drodze 4/2012

Nowa ewangelizacja nie jest kierowana do niewierzących, ale do tych, którzy są ochrzczeni i niewiele to dla nich znaczy.

 

Maciej Müller: „Nikt wierzący w Chrystusa nie może uchylić się od obowiązku głoszenia Chrystusa wszystkim ludziom”, napisał w Redemptor hominis Jan Paweł II. Groźnie to brzmi.

Bp Grzegorz Ryś: To nie groźba, tylko opisanie pewnej konsekwencji w wierze. W Redemptoris missio Papież napisał, że wiara umacnia się wtedy, kiedy jest przekazywana. Czyli kiedy człowiek tego nie czyni, jego własna wiara staje się zagrożona. To jest wpisane w strukturę wiary – bo ona jest przecież spotkaniem Jezusa.

Pierwsze rozdziały Ewangelii św. Jana opowiadają o tym, że każdy człowiek, który spotyka Jezusa, natychmiast przyprowadza Mu kogoś następnego. W Ewangelii każde spotkanie Jezusa kończy się pójściem do innych. Samarytanka przyprowadza do Niego całą wieś. Lewi urządza ucztę, na którą zaprasza swój oikos – czyli tych, którzy są mu bliscy, razem z nim są celnikami, tak samo jak on poniewieranymi w społeczeństwie. Andrzej od razu woła Piotra, Filip opowiada o spotkaniu z Panem Natanaelowi. Wszyscy ci ludzie odkryli coś niezwykle ważnego, więc się tym dzielą.

Czy to znaczy, że każdy z nas powinien iść na koniec świata głosić wiarę?

Nie. Ale każdy z nas ma taki obszar, na którym może to czynić. Pierwszym takim miejscem jest własny dom. Rozumiany szeroko – także jako miejsce pracy, środowisko, w którym się obraca, relacje koleżeńskie i przyjacielskie. Dlaczego wiara miałaby tam być tematem nieistniejącym?

Mam wrażenie, że nawet ludzie wierzący czasem mówią o niej trochę tak, jakby się usprawiedliwiali. Na przykład podkreślając, że wierzą, dlatego że wychowali się w domu, w którym były takie tradycje. Chrześcijanie są dzisiaj w defensywie.

To zależy, gdzie się spojrzy. W Polsce działa ponad dwadzieścia szkół ewangelizacji. To nie defensywa, tylko ofensywa.

Ale czym są „szkoły ewangelizacji”?

Otóż to: coś jest, a tego nie widzimy… A te szkoły są wspólnotami ludzi, którzy na przykład w ciągu roku prowadzą kilkadziesiąt kursów i rekolekcji dla różnych odbiorców.

Ale to przecież działania punktowe, a front jest bardzo szeroki.

W tym i przyszłym roku organizujemy w Polsce wydarzenia na skalę masową. Już się zaczęła ewangelizacja Warszawy, przygotowujemy na październik ewangelizację Krakowa. Takie wydarzenia, jeśli mają mieć charakter ewangelizacyjny, muszą dotrzeć do indywidualnej osoby. Ewangelizacja nie jest wydarzeniem masowym, nawet jeżeli się przemawia do wielkiej liczby ludzi. Ciekawe, że wspólnota Emmanuel, która prowadziła ewangelizację Wiednia i Brukseli, dzisiaj preferuje działanie na mniejszą skalę.

Co to znaczy: ewangelizacja Wiednia? Jak to wygląda? Stoi się na rogu ulicy i głosi wiarę, jak Jan Kapistran w XV wieku?

Szkoły ewangelizacji przygotowują także do ewangelizacji ulicznej. Uczą tego według wskazówek, które sformułował Pan Jezus – misjonarze idą dwójkami i rozmawiają z ludźmi. Podejmują się tego także osoby na pewnym etapie drogi neokatechumenalnej.

Ksiądz Tomasz Halik zdystansował się kiedyś od „zorganizowanego entuzjazmu młodzieży dla Chrystusa”.

Racja: jeśli zrobimy marsz – i tylko marsz, koncert – i tylko koncert, to rzeczywiście pośpiewamy, potańczymy i nic z tego nie wyniknie. Póki nie zejdziemy z poziomu imprezy na poziom modlitwy, rozmowy (a w końcu i sakramentu), to ewangelizacji nie będzie.

Nie obawia się Ksiądz Biskup, że w takich eventach uczestniczą tylko „już przekonani”? Jaka logika kierowałaby niewierzącym, żeby miał tam pójść?

Nowa ewangelizacja nie jest kierowana do niewierzących, ale do tych, którzy są ochrzczeni i dla których niewiele to znaczy. Albo takich wierzących, dla których chrześcijaństwo jest tylko pewną formą zaangażowania społecznego, kulturowego czy politycznego, które jednak nie wynika z wiary przeżywanej osobiście.

Jak dotrzeć? Ewangelizacja uliczna może się okazać czymś najlepszym. Możesz spotkanemu człowiekowi wręczyć zaproszenie, popierając je swoim słowem i świadectwem. Możesz zadziałać w swoim oikos: jeśli jesteś studentem, z pewną grupą znajomych razem się uczycie, jeździcie na wycieczki – to dlaczego nie miałbyś ich zaprosić np. do swojego duszpasterstwa akademickiego? W Krakowie w DA działa 1200 studentów. Jeśli każdy z nich przyprowadzi pięciu, będzie ich ponad 6 tysięcy.

Ale czasy mamy takie, że o wiele łatwiej, niż się Księdzu Biskupowi wydaje, można przypiąć sobie łatkę fundamentalisty religijnego. Wystarczy powołać się w rozmowie na nauczanie Kościoła.

Kiedy Jezus posyłał uczniów, powiedział, żeby nie szli do pogan czy Samarytan, ale do „owiec, które poginęły z domu Izraela”. W dziesiątym rozdziale Ewangelii według św. Mateusza mamy konkretne wskazówki, których Jezus udziela uczniom wybierającym się na misję. Łącznie z tym, że mają być przygotowani na prześladowania. I to nie przez świat pogański, ale przez własnych współbraci, wierzących. Zatem…? Boimy się?

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama