Pod prąd antykoncepcyjnego mainstreamu

Imago 8-9/3-4/2012

Wpis z forum internetowego: „Brałam tabletki przez 8 lat (bez żadnej przerwy!) i aktualnie jestem w pierwszym miesiącu stosowania metod naturalnego planowania rodziny. Czuję się z tym naprawdę fajnie: wreszcie sobą, wreszcie kobietą, wreszcie wolna! I cieszą mnie nawet te wszystkie obserwacje, wyliczenia i pomiary!”

 

Cieszę się, że w końcu przestanę się truć

Reakcja organizmu kobiety na środki hormonalne jest kwestią bardzo indywidualną. I choć zwolennicy pigułek będą podkreślać problem właściwego wstępnego rozpoznania lekarskiego i doboru odpowiedniego preparatu, to jednak praktyka bywa niestety taka, że ginekolog, nie dbając o szczegółową diagnostykę, przepisuje te środki, których marketing jest w danym momencie najskuteczniejszy. Dość typowa wydaje się sytuacja opisana przez jedną z kobiet: Oj, w ogóle to moja głupota z tymi tabletkami. Miało być tak fajnie i wygodnie, a wcale nie było. Wcześniej nie szukałam dokładnych informacji. Lekarz powiedział, że są dobre, to brałam. Niestety, potem był zdziwiony moją podniesioną prolaktyną i guzem na piersi, który teraz trochę się zmniejsza. Zdarza się też, że gdy młoda dziewczyna prosi lekarza o pomoc w sytuacji obfitych, przedłużających się i bolesnych miesiączek, zamiast gruntownego rozpoznania i próby leczenia, rutynowo otrzymuje receptę na tabletki hormonalne.

Istnieje pewien zakres powtarzających się problemów zdrowotnych, które nękają użytkowniczki pigułek: niepokojący przyrost wagi, bóle migrenowe i obniżenie nastroju, suchość pochwy, niechęć do współżycia, niespodziewane krwawienia, rozregulowanie układu hormonalnego po odstawieniu tabletek. To, co miało być wyzwoleniem, często okazuje się uwikłaniem: Kobiety rozpoczynające praktykowanie NPR przypominają niekiedy neofitki – nowa sytuacja jest dla niektórych pań jak objawienie, tak radykalnie zmienia się ich samopoczucie, że mówią o rozpoczęciu nowego życia. Chodzi nie tylko o dobrostan fizyczny – coś odblokowuje się w psychice, jakby zrzucały jakiś ciężar: Cieszę się, że w końcu przestanę się truć. To trwało zdecydowanie za długo, ale wygoda robi swoje. Już od dłuższego czasu myślałam o odstawieniu tabletek, ale nie za bardzo wiedziałam, jaką mamy alternatywę.

Wreszcie jestem sobą!

Sporo par pragnących dziecka, odstawiając pigułki, decyduje się na rozpoczęcie obserwacji objawów płodności. Niektóre z nich nie zamierzają po porodzie trwać przy metodach NPR, ale część kobiet przeżywa olśnienie: wiem, co się dzieje w moim organizmie! Oto refleksje kilku pań:

Tabletki rzuciłam dłuższy czas temu, ale dopiero teraz zaczęłam uważnie obserwować swój organizm (…). Uważam, że to była świetna decyzja – bez tabletek jestem sobą, nawet inaczej odczuwam dotyk i przytulanie…

Wszystko się tak diametralnie zmienia, że człowiek się zastanawia, po co tyle lat bez sensu męczył się z tabletkami. Tylko, że póki się nie odstawi, nie tak łatwo jest zauważyć, że coś jest nie tak. Można brać latami i wydaje się, że wszystko jest normalnie… Ale za to po odstawieniu – jaka różnica, jaka frajda!

Mężowie „cudownie zabezpieczonych” kobiet

Mój mężuś patrzy na te sprawy tak samo, więc nie mamy problemów z porozumieniem w tym względzie, co jest bardzo ważne – napisała jedna z pań. To idealna sytuacja, gdy do praktykowania metod naturalnych są przekonani oboje – mąż i żona. Bywa, że do prowadzenia obserwacji namawiają swoje wybranki mężowie, co więcej – starają się mobilizować je, pomagać w prowadzeniu zapisów, w interpretacji cyklu. Często kobiety są pełne obaw, niepewności, czy sobie poradzą, nie do końca ufają swojemu organizmowi, bo nigdy wcześniej nie prowadziły obserwacji objawów płodności, a stosowanie antykoncepcji uniemożliwiało im życie w harmonii z organizmem.

Jeden ze skutków ubocznych stosowania pigułek to także zmiana mentalności: zamiast wsłuchać się w naturalny rytm płodności, kobieta odbiera ją jako żywioł, który trzeba okiełznać przy pomocy dostępnych narzędzi. Ta obawa przed zdaniem się na samoobserwację jest zrozumiała, bo przecież kobieta – potencjalna matka – może czuć się obarczona szczególną odpowiedzialnością. To ona ma zażywać pigułki, podczas gdy mężczyzna nie ponosi żadnych wyrzeczeń ani nie naraża się na żadne komplikacje zdrowotne.

Gorzko brzmi wyznanie osamotnionej żony: Tkwię w czymś, czego nienawidzę, ze strachu. A strach i tak jest. Jak się okazuje, wystarczy raz zapomnieć połknąć pigułkę… No i te wyrzuty sumienia. Gdyby mąż mógł mnie wesprzeć, gdyby powiedział: „zostaw to, poradzimy sobie, przecież umiemy NPR”, ale on tego nie zrobi, wygodnie mu z tym, że łykam pigułki. No i ma pewność, że nie zajdę w kolejną ciążę, bo i on tego nie chce.

W praktykowaniu naturalnego planowania rodziny wyrozumiałe wsparcie męża jest nieocenione:

A mnie do npr namawia mój mężyk. Jeszcze się całkiem nie przekonałam, bo chyba nie do końca ufam swojemu organizmowi. Za to mój M nie musi mnie pytać, a nawet zaglądać na wykres (chociaż czasem to robi), bo mówi, że ma w głowie mój wykres. Co rano budzi mnie o 5.30 i podaje mi termometr, a później to on zapisuje na kartce przy łóżku tempkę! Tak więc wszystko ma przed oczami, zanim ja zobaczę to po zapisaniu na wykresie! On pierwszy kojarzy fakty i zwraca uwagę na to, że spadła, wzrosła itd.

Po poronieniu, czekając na pierwszą miesiączkę, rozmawiałam z mężem i oboje ustaliliśmy, że decydujemy się na termometr. Wstępnie nie planowaliśmy dzidziusia, ale małżonek wiedział, jak odbiła się na mnie Depo­‑Provera i sam nawet stwierdził, że gdy mierzę temperaturę, jest więcej przytulanka niż wtedy, gdy byłam tak „cudownie zabezpieczona” – i tu miał rację.

To interesujące świadectwa – mężowie czują, że z ich żonami dzieje się coś niedobrego, bo antykoncepcja na dłuższą metę psuje radość ze współżycia, choć reklamy wmawiają co innego.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • niewiasta
    31.07.2012 20:16
    ...chemia to rzeczywiście trutka, prezerwatywa już nie, ale do jednego worka pt. zakaz, niedopuszczalna w katolickim małżeństwie itp, wrzucona. Jakby o dobrym, szczesliwym małżeństwie tylko śluz, cykle, współżycie "zgodne z nauczaniem kk", ilość dzieci czy w ogóle życie według ściśle określonych tak lub siak, odtąd dotąd, tyle i tyle, wtedy a wtedy, jednakowo wszyscy, bo ktoś wyfilozofował, że małżonkowie to takie maszynki, robociki co się ożenili i nie wiedza ani po co, ani jak, ani kiedy...
    A tymczasem na dobre, udane małżeństwo składa się też wiele, wiele innych spraw, wartości, pragnień i poświęceń, czasem bardzo prozaicznych gestów, które realizuje się na co dzień... Pan Bóg powiedział na temat małżeństwa dwa najważniejsze przykazania, że jest nierozerwalne i z Dekalogu VI - nie cudzołóż. I kropka.
    I tego się trzymam, a jakieś zaglądanie małżonkom do pożycia, dyskusje co komu w małżeństwie "dodaje rumieńców" uważam za niezdrowe - mnie w każdym razie na opowiadanie o moich cyklach, pożyciu małżeńskim nikt by nie namowił, bo są to sprawy intymne, no nie?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama