Wolność, Boża biosfera

Tygodnik Powszechny 44/2012

Konieczność poszukiwania nowych metod ewangelizowania, trapiąca biskupów zgromadzonych w Rzymie na Synodzie, przynaglana jest sytuacją kryzysową. Ale na kryzys w Kościele od zawsze jest jedna recepta: Ewangelia.

 

Nieprawdopodobne lub wręcz prostackie – tak można nazwać twierdzenie, iż za wstrząsy wewnątrz dzisiejszego Kościoła odpowiada Sobór Watykański II. Rozwijając ów zarzut należałoby – z ironią – dopowiedzieć, że cała wina obciąża jedną tylko postać: papieża Jana XXIII. Do dzisiaj przypomina się, jak – gdy w kręgu najbliższych sobie osób poinformował o zamiarze zwołania Soboru – podszedł do okna, szeroko je otworzył i oświadczył: Kościół potrzebuje świeżego powietrza, musi otworzyć się na świat.

Za dzisiejszy kryzys Kościoła niektórzy winy dopatrują się w okoliczności, że Vaticanum II nader szybko pospieszyło się z reformami. Inni są jednak zdania, że reformy te nie sięgały zbyt głęboko i nie są w stanie dotrzymać kroku czasom, w których żyjemy. Tu i tam podnoszą się wołania o III Sobór Watykański.

Mówi się, że kryzys Kościoła jest kryzysem wiary i jej przepowiadania. Czy nie jest jednak i tak, że mamy dziś do czynienia z kryzysem naszego się ze sobą wzajemnego obchodzenia? O pierwszych chrześcijanach mówiono: „patrzcie, jak oni się miłują!”. Dziś słychać raczej wypowiadane z przekąsem słowa: „patrzcie, jak oni ze sobą się użerają!”. Kościół, który żyje w niezgodzie, nie jest atrakcyjny. Co więcej, jest też niewiarygodny: księża wygłaszają swoje kazania, lecz owoców tych kazań nie widać. Odnosi się to zarówno do dialogu ekumenicznego, jak i do braku jedności w samym Kościele katolickim.

KOŚCIÓŁ MĘŻCZYZN I KOBIET

Od zarania swego istnienia Kościół zawsze był zdany na nieustające reformy – przede wszystkim na własnym podwórku. Czy dzisiejszy kryzys nie sprowadza się do tego, że Kościół Jezusa Chrystusa oddalił się od Jego modelu, ilekroć Jego uczniowie dystansowali się od ideałów Mistrza we wzajemnym obchodzeniu się ze sobą? Jezus nie ustalił zasad ich wzajemnych relacji. Swoim słowem i swym przykładem wskazał na niektóre punkty ciężkości – i właśnie one powinny stanowić dla nas miarę oceny.

Jezus przestrzegał przed sprawowaniem władzy w Jego Kościele: „Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was” (Mt 20, 25n). „Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie”. Co niebiański Jezus myśli sobie o ziemskich papieżach, którzy nie stronią od zwracania się do nich per „Ojciec Święty”? „Nie chciejcie też, aby nazywano was mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus...” (Mt 23, 8-10).

Wybierając swoich uczniów, Jezus nie dbał o to, czy są żonaci lub nie. Przeciwnie: Piotr – opoka, na której budował Kościół – był, jak wiadomo, żonaty, miał bowiem teściową (Mt 8, 14). Romantycznemu wyobrażeniu, że uczniowie natychmiast opuścili dla Niego swoje rodziny, należy przeciwstawić fakt, że po zmartwychwstaniu Jezusa „powrócili znów do siebie” (J 20, 10). Apostoł Paweł pisze: „Czyż nie wolno nam brać z sobą niewiasty-siostry, podobnie jak to czynią pozostali apostołowie oraz bracia Pańscy i Kefas?” (1 Kor 9, 5). Wspomina też o biskupie, który ma być „dobrze rządzący własnym domem. Trzymający dzieci w uległości, z całą godnością. Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży?” (1 Tm 3, 4-5; podobnie: Tt 1, 6). Tych, którzy zabraniają małżeństwa, określa jako ludzi, którzy „skłaniając się ku naukom demonów... zabraniają wchodzić w związki małżeńskie” (Tt 4, 1-3). Słowo, że będą nieżonaci dla królestwa niebieskiego (Mt 19, 12), nie jest skierowane w szczególny sposób do podmiotów urzędu.

Dziś kobiety nie mogą sprawować w Kościele urzędów, zaś żonaci mężczyźni mogą obejmować tylko niższe urzędy. Ale w porównaniu ze społecznością swego czasu Jezus silnie dowartościował kobiety. Uczniowie „dziwili się, że rozmawiał z kobietą” (J 4, 27), także z kobietą cudzołożną (J 8) i jawnogrzesznicą (Łk 7, 36-50). To przez kobietę kananejską (względnie syrofenicką) Pan pozwolił się „nawrócić” w odniesieniu do swego zamiaru troszczenia się wyłącznie o dzieci Izraela: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!” (Mt 15, 21-28; Mk 7, 24-30). We wczesnym Kościele kobiety były równouprawnione: „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3, 28). Dzisiaj natomiast Kościół raczej dewaluuje kobiety – czyniąc to wbrew nastawieniu społeczeństw i wynajdując za swym stanowiskiem wciąż nowe racje.

OBRAZ ROZDARCIA

Jezus, nie stawiając żadnych warunków wstępnych, troszczył się o ludzi z marginesu i życiowych rozbitków: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, który się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mt 9, 12; podobnie Mk 2, 17). U świętego Jana znajdujemy relację o tym, jak długo rozmawiał przy studni Jakubowej z kobietą, która bynajmniej nie była wzorem cnoty; u świętego Łukasza – jak usprawiedliwiał swą wspólnotę stołu z grzesznikami; wreszcie u świętego Mateusza – jak zasiadał do stołu z celnikami i gawiedzią pospolitych grzeszników z bocznej ulicy.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

TAGI| WOLNOŚĆ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama