Jak ksiądz Rysio uratował wiejską szkołę

W drodze 12/2012

Jeśli chodzi o wygląd, proboszcz Ostasz jest lekko łysawy, po czterdziestce, można go spotkać w brudnym swetrze i koloratce. Brudny sweter to znak, że proboszcz porządkuje cmentarz albo idzie do kotłowni w szkole.

 

Nie tak dawno temu w maleńkiej wsi koło Zamościa, do której dziurawą drogą dojeżdża jeden autobus zwykły i jeden gimbus, żył ksiądz katolicki, który zlikwidował swój fundusz emerytalny i sprzedał ciągnik, by wyremontować wiejską szkołę. Dziwne? Na tyle, że koledzy księdza, inni księża, pukali się w głowę. Ksiądz uratował wiejską szkołę przed likwidacją. Został bohaterem tabloidów. Kto widział księdza, który od ust sobie odejmuje? Widziało sześciuset mieszkańców wsi Gdeszyn na Lubelszczyźnie.

Zmartwychwstanie

W życiu księdza Ryszarda są dwa punkty zwrotne. Pierwszy to zmartwychwstanie.

Ryszard obudził się przy drzwiach szpitalnej sali dla nieboszczyków. Lekarze orzekli, że nie żyje. W tunelu, w świetle, szedł do Boga. Wie na 200 procent, że Bóg jest, i jest miłością. Nigdy nie doświadczył takiej błogości. Nie chciał wracać. I gdy tak bardzo mocno nie chciał wracać, poczuł silne uderzenie. Ktoś rzucił jego duszę w dół do martwego ciała. Usłyszał otwierające się drzwi zimnej szpitalnej sali. Stali w nich przerażeni ruszającym się trupem sanitariusze, pchający wózek z innym trupem. Lekarzy najpierw zszokowało zmartwychwstanie w ich szpitalu, a później opowieść pacjenta, który dokładnie relacjonował nieudaną, ale jednak udaną operację. Nieudaną, bo pacjent zmarł. Udaną, bo jednak przeżył. Nie zadziałało znieczulenie wstrzykiwane przez anestezjologa w kręgosłup. Do Boga Ryszarda zabrała morfina. Ryszard po jej podaniu odpływał, odpływał, aż odpłynął na amen. Bo gdy doszło do zmartwychwstania, Ryszard nie był księdzem, a żołnierzem desantu rannym na poligonie w czasie ćwiczeń.

Seminarium

Kleryk Ryszard seminarium też miał nie przeżyć. Mówił, co myśli. Seminarium chciało mu wybić myślenie z głowy, a nawet więcej – usunąć kleryka Ryszarda. Bo jak to? Żołnierz z desantu ma zostać księdzem? Miną, na której kleryk Ryszard miał wylecieć w powietrze, była klasa III w technikum mechanicznym, w którym przez rok uczył katechezy. Mina nie tylko nie urwała Ryszardowi nogi, ale nauczyła go docierania do ludzi i ich serc. Talent ten Ryszard, już jako proboszcz, wykorzysta w Gdeszynie, gdy będzie okradany przez miejscowych i później w czasie ratowania szkoły. Ale do rzeczy.

Uczeń z pentagramem na plecach, w czarnej skórzanej kurtce, w czasie katechezy o rodzinie wstał i oświadczył, że to wszystko p… Wobec zaistniałego faktu kleryk Ryszard oświadczył, że skoro tak, to poprosi dyrektora o zmianę klasy. Uczeń, który to wszystko p…, bardzo się zdziwił, bo zwykle jego oświadczenie wywoływało bunt nauczyciela/nauczycielki, straszenie wzywaniem niewzywanych później rodziców i bezradnego wychowawcy, obniżanie ocen etc. A tu oświadczenie, że katecheta chce zmienić klasę.

Podczas następnej lekcji, już z inną klasą, uczeń z pentagramem zapukał do drzwi i poprosił katechetę Ryszarda o chwilę rozmowy. Trzymał w ręku różę. Przepraszał, ale teraz katecheta to wszystko p… Oczywiście na niby. Grał, udawał. Powiedział: „Wybaczę, ale dasz tę różę matce i powiesz, że ją kochasz”.

Minął tydzień. Ryszard spotkał ucznia na ulicy. Chłopak opowiedział katechecie o tym, jak konkubenci mamy przez lata lali go pasem i przypalali papierosami. Dla dziadków był „bękartem”. Przez godzinę robił podchody, by podejść do matki, do której nigdy nie powiedział „mamo”. Gdy dał jej różę i powiedział „kocham cię”, zmienił się świat.

Matka była jedną z osób, która chodziła do prałata z prośbą, by ksiądz Ryszard nie odchodził z mechanika.

Po latach, w Gdeszynie, proboszcz Ryszard będzie wiedział, że pijak pod sklepem, który pije z synem, „bo przecież on już do gimnazjum chodzi”, nie jest zły, ale nieszczęśliwy.

Pierwsza parafia

W swojej pierwszej parafii ksiądz Ryszard miał stu ministrantów i jednego wroga. Proboszcza. Proboszcz zazdrościł stu ministrantów, bo to mała armia, która pójdzie za swoim generałem nawet w ogień. Wrogiem była też gospodyni, bo kto to słyszał, żeby wikary był ważniejszy od proboszcza i odnosił spektakularne sukcesy wychowawcze. Nie podobała się też honda magna – motor wikarego Ryszarda.

Po przeniesieniu do Dubienki ksiądz zorganizował pielgrzymkę młodzieży do Chełma. W Tomaszowie działał w związku strzeleckim Strzelec – spadkobiercy międzywojennego Strzelca, organizacji patriotycznej wychowującej młodzież. Pomagał w tworzeniu grup rekonstrukcyjnych. Był kapelanem myśliwych i krwiodawców.

Probostwo

Gdeszyn. Mała wieś niedaleko Zamościa. Bieda. Zakładów przemysłowych w okolicy brak. Jedynie cukrownia w Werbkowicach daje stałą pracę, ale ostatnio z Gdeszyna nikt już tam nie dojeżdża. Pozostaje praca dorywcza na cudzym polu. I własne gospodarstwo. Kto ma krowę, jakoś przeżyje. Z sześciuset mieszkańców trzydziestu wyjechało do pracy za granicę.

Parafianie są w szoku, gdy na przywitanie ich nowy proboszcz odprawia mszę w intencji złodziei, którzy okradali plebanię. Ksiądz później tłumaczy, że po pierwsze, „nikt nie dał wtedy na mszę”, a po drugie, modli się za złodziei, bo na ziemi toczy się walka tego, co boskie, z tym, co szatańskie. Ta walka toczy się również w Gdeszynie. Ksiądz Ryszard nie zagłębia się w wyszukaną filozofię zbawienia. Mówi do ludzi prostym i zrozumiałym językiem, ocierającym się o teologię dla uczniów szóstej klasy podstawówki. Ale to działa. Ludzie rozumieją, co to jest dobro i zło i że zło walczy z dobrem i na odwrót. Dobrem jest Bóg, a złem – szatan. Ksiądz Ryszard naucza nie tylko słowami. To nie jest ksiądz kanapowo-profesorsko-akademicki. To jest ksiądz żołnierski. A żołnierz działa, a nie mówi. Sam uprawia parafialne pole, aby nikt nie mówił, że żyje z „co łaska” za pogrzeby i śluby. Pokazuje ludziom, że na siebie trzeba zapracować. Sam gotuje sobie obiady i prasuje koszule. Pokazuje ludziom, że księżowska gosposia to zbytek łaski. Sam dokłada do pieca w uratowanej szkole.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • RS
    11.12.2012 17:52
    Tak powinno być!!!! Ksiądz dla ludzi i z ludźmi, nie tylko w kościele ale również poza, nawet przy wspólnej pracy fizycznej tj. PRAWDZIWA WSPÓLNOTA !!!!! Postawa tego księdza jest żywym wzorem dla pozostałych księży ale również nas zwykłych ludzi.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...