Być jak Tomasz Morus

Wieczernik 188/2012

Watykański dokument jest zaproszeniem do większego, aktywnego udziału laikatu w życiu publicznym. Dlaczego bowiem sfera ta miałaby zostać zdominowana np. tylko przez niewierzących czy agnostyków?

 

Nota doktrynalna Kongregacji Nauki Wiary „O niektórych aspektach działalności i postępowania katolików w życiu politycznym” przypomina o powodach, dla których katolicy powinni angażować się w życie publiczne i zwraca jednocześnie uwagę na pewne zasady obowiązujące angażujących się. Choć dokument powstał w 2002 r., wskazania w nim zawarte nie straciły nic ze swej aktualności. Są swoistym memento dla wszystkich polityków, którzy w swojej działalności kierują się Ewangelią i nauczaniem Kościoła.

Nie mamy tu trwałego miasta

Na początku trzeba podkreślić, że Kongregacja widzi ogromną potrzebę działania ludzi świeckich na areopagu polityki, we współczesnych społeczeństwach demokratycznych. Autorzy noty zauważają, że demokracja jest systemem sprzyjającym zarządzaniu sprawami publicznymi, w którym wszyscy ludzie – chrześcijanie i niechrześcijanie – mają wpływ na tworzone prawa i podejmowane decyzje (i mogą to robić w „klimacie wolności”). Można by powiedzieć, że watykański dokument jest zaproszeniem do większego, aktywnego udziału laikatu w życiu publicznym. Dlaczego bowiem sfera ta miałaby zostać zdominowana np. tylko przez niewierzących czy agnostyków? Jak czytamy w dokumencie: „Życie w demokratycznym systemie politycznym nie mogłoby się pomyślnie rozwijać bez aktywnego, odpowiedzialnego i ofiarnego uczestnictwa wszystkich”. Kongregacja chce niejako powiedzieć wszystkim katolikom, nie tylko tym czynnie zaangażowanym w działalność polityczną: chodzi o „zgodność wiary i życia, Ewangelii i kultury”.

Dlaczego więc działać? Odpowiedź znajdujemy na kartach dokumentu:

Gdy wierni świeccy wypełniają wspólne powinności obywatelskie, kierując się „głosem sumienia chrześcijańskiego” oraz zgodnie z wartościami, które ono dyktuje, spełniają także właściwe sobie zadanie odżywania duchem chrześcijańskim porządku doczesnego, respektując jego naturę i prawowitą autonomię oraz współdziałając z innymi obywatelami z właściwą sobie kompetencją i na własną odpowiedzialność.

Kolejnym aspektem problemu jest fakt, iż nam, jako chrześcijanom, nie wolno cedować na innych obowiązku głoszenia Ewangelii i nauczania Kościoła. To jest nasze zadanie i nasz obowiązek – owo głoszenie światu prawdy o świecie, Bogu i człowieku. Już Sobór Watykański II stwierdził, co następuje:

Dalecy od prawdy są ci, którzy widząc, że nie mamy tu trwałego miasta, ale szukamy przyszłego, uważają, że mogą z tego powodu zaniedbywać swoje obowiązki doczesne, nie zdając sobie sprawy, że właśnie przez wiarę są jeszcze bardziej zobowiązani do ich wypełnienia, zgodnie z powołaniem, które każdemu zostało udzielone. Niech wierni starają się wykonywać swoje doczesne zajęcia, łącząc wysiłki ludzkie (…) w jedną żywotną syntezę z wartościami religijnymi.

Oazowicz głosuje na PiS?

Wiemy już, że nie wolno nam zostawić sfery publicznej bez ducha Ewangelii i nauczania Kościoła. Takie zadanie stoi głównie, choć oczywiście nie tylko, przed politykami i działaczami społecznymi. Powstaje jednak pytanie – czy znają oni zasady, którymi winni się kierować w swojej działalności? Czy sama przynależność do organizacji politycznej lub pozarządowej, nawet jeśli deklaruje ona wierność nauce społecznej Kościoła, wystarczy?

Dokument z 2002 r. daje tutaj kilka cennych wskazówek i podpowiedzi.

Możemy w nim np. znaleźć takie oto stwierdzenie: „Fakt, że często istnieje wiele moralnie dopuszczalnych sposobów realizacji lub ochrony tej samej istotniej wartości (…), wyjaśnia możliwość istnienia wielu różnych partii, w których katolicy mogą podejmować działalność”. Nie jest więc tak, że tylko jedna partia w danym społeczeństwie reprezentuje poglądy katolików – politycy dbający o wierność nauczaniu Kościoła znajdują się w każdej partii. Chciałoby się zapytać – czy pamiętamy o tym także u nas, w Polsce? A w Ruchu? Czy każdy oazowicz powinien głosować tylko i wyłącznie na PiS? Oczywiście, trzeba w tym miejscu wyraźnie powiedzieć – co zresztą pojawia się na kartach dokumentu – że katolik nie może głosować np. za ustawą czy decyzją, podważającymi podstawowe zasady wiary i moralności (odpada zatem popieranie partii jawnie antyklerykalnych czy lewicowych).

Inną niezwykle istotną zasadą jest fakt istnienia rozdziału Kościoła od państwa. I w tym punkcie nota Kongregacji Nauki Wiary nie pozostawia najmniejszych wątpliwości – świeckość państwa, jego laickość, jest czymś oczywistym w dojrzałych demokracjach. Spójrzmy na ten cytat: „Zgodnie z katolicką doktryną moralną, laickość pojmowana jako autonomia sfery obywatelskiej i politycznej w stosunku do sfery religijnej i kościelnej – ale nie w odniesieniu do zasad moralnych – jest wartością przyswojoną już i uznaną przez Kościół”. Jak zatem widać, Watykan odrzuca zupełnie archaiczną formę sprawowania władzy poprzez sojusz ołtarza z tronem. Kościół nie chce, aby współczesne państwa były państwami wyznaniowymi. Czy wszyscy i wszędzie o tym pamiętamy?

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

TAGI| TOMASZ MORUS

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama