Wojna domowa

Rycerz Niepokalanej 6/2013

Małżeństwo doświadcza różnorakich samotności. Różne są też ich przyczyny. Kolejnym powodem samotności we dwoje jest – wojna domowa.

 

Obydwie strony pragną zdominować się nawzajem, pokazać, kto tu „rządzi”. Często „wygrywa” mężczyzna. Bo silniejszy fizycznie. Bo więcej zarabia. Tymczasem w pierwszym tekście o małżeństwie, w Księdze Rodzaju, Bóg nie wyróżnia żadnej ze stron. Mówi o parze małżeńskiej jako o jednym ciele. „Dlatego mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem”. Także po wygnaniu z raju obydwoje solidarnie ponoszą konsekwencje swojego czynu: kobieta „w bólu rodzi dzieci”, a mężczyzna „w pocie oblicza swego zdobywa pożywienie”. Małżeństwo nie jest zatem związkiem Kaina z Ablem. Katem nikt się nie rodzi, tylko powoli nim się staje.

Alina nie pamięta dnia, w którym mąż przeobraził się w tyrana. To był proces. Mąż dowodził swojej wyższości konsekwentnie i metodycznie, zdobywając najpierw przyczółki, a później przechodząc do ofensywy. Tłamsił ją powoli, etapami. Najpierw ograniczył jej kontakty z rodziną i znajomymi. Później zaczął kontrolować i monitorować każdą wizytę w domu, każdy wydatek. Alina nie protestowała. Ślepo zakochana, ufała mężowi, poddając kolejne bastiony swojej wolności. Po kilku latach była praktycznie ubezwłasnowolniona; tak zdominowana, że przerażało ją życie. Stała się niezaradna i przelękniona. Mąż decydował o wszystkim. Nawet odbierał jej pensję. W końcu posunął się do zdrady. Wtedy Alina przejrzała. Gdy obejrzała się wstecz, ujrzała przerażające pobojowisko. To było jej życie. Wyprowadziła się do matki. A jednak „z podkulonym ogonem” wróciła do domu... Pogodziła się z losem. Nie z mężem. Została sama ze swoją nieporadną samotnością.

Wspominała dawne dni, kiedy męża nie było w domu, gdy „na łożu swym nocą szukała umiłowanego jej duszy, szukała go, lecz nie znalazła”. Wtedy też była samotna, ale jakże inna była to samotność od tej, którą przeżywa teraz... Teraz była to samotność pobitego w polu.

Tak jak samotność Adama zrodziła wspólnotę małżeńską, tak wspólnota małżeńska często rodzi samotność w małżeństwie. Samotność jest rodzajem atawizmu: powrotem do sytuacji Adama, który pośród wszystkich stworzeń „nie znalazł pomocy odpowiedniej dla mężczyzny”. Można powiedzieć: koło się zamknęło. Początkiem i końcem wspólnoty jest samotność.

Narzeczeńskie zauroczenia są tyleż piękne, co złudne. Etap prawdy zaczyna się nazajutrz, po ślubie. Wszystko jest inne. Suknia już nie ta. I nie ma już welonu. Muzykanci odjechali. Rozeszli się goście. Zostaliście sami...

Skąd ta samotność zaraz na początku małżeńskiego życia? Z natury rzeczy. Chociaż mąż i żona stanowią jedno, to jednak faktem pozostaje odrębność osób. A odrębność jest samotna. Samotni są małżonkowie na progu własnego domu. Przeszli na drugą stronę lustra. I dobrze, jeśli razem idą „w stronę słońca” i jak u Koheleta, gdy jedno upadnie, podnosi je drugie. Samotnemu biada – także samotnemu w miłości – gdyż znikąd nie ma pomocy. Żadnego anioła, ani tamtego z Getsemani, ani tego, który jeszcze niedawno stał przed ołtarzem i zapewniał, że nie opuści cię aż do śmierci. Owszem, całuje cię, ale jest to pocałunek fałszywy i zdradliwy. Stoi z dala i obserwuje twoje mocowanie się z samotnością.

Kto wygrał, a kto przegrał tę wojnę domową? A może nie było wcale zwycięzcy? Bo przecież stało się tak, jakby Adam obudził się, zanim Bóg wyjął mu żebro.

Żądza przewodzenia małżeńskiemu stadłu doprowadziła do zrujnowania wspólnoty. Teraz jest tylko hegemon i niewolnica. Nie ma komunii. Nie ma miłości. Jest najgorsza z ludzkich samotności. Samotność tyrana. I samotność niewolnicy. W gruncie rzeczy nikt nie jest szczęśliwy. „Pan sytuacji” swoje kompleksy topi w alkoholu, a żona-niewolnica – we łzach.

Małżeński mezalians. Jedno nie godne drugiego. On pan, a ona – gospodyni domowa. A przecież miłość znosi wszelkie różnice pomiędzy ludźmi. Zniosła nawet różnicę pomiędzy Bogiem a człowiekiem.

„To dążenie niech was zatem ożywia”, abyście, jak Jezus Chrystus, „istniejąc w postaci Bożej, ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi”, tak i wy – pochodzący z dwóch stron świata, dwóch płci, różnego pochodzenia, wykształcenia i mentalności – „uniżyli samych siebie, stawszy się posłuszni sobie aż do śmierci”.

Posłuszeństwo rodzi wspólnotę, a samowola – samotność. Małżeństwo to nie stado, w którym przewodzi samiec. Małżeństwo to stadło – „od Pana Boga rozkazane i postanowione”. Ten sposób życia odnosi się wyłącznie do dwojga ludzi, którzy świadomie i ściśle – z miłości – łączą się ze sobą tak, iż stanowią jedno ciało i duszę.

Nie toczcie zatem wojny domowej, bo „wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną”. W istocie nie walczycie o małżeństwo, lecz małżeństwo zwalczacie. Jeśli występujecie razem przeciwko sobie, któż ocali wasze stadło?

Kochajcie się więc i nie izolujcie od siebie, chyba że na krótki czas i „za obopólną zgodą” – radzi Apostoł – żeby zatęsknić za sobą i jeszcze bardziej być jednym ciałem, jedną duszą, jednym sercem

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama