Polska szkoła na zakręcie

Przewodnik Katolicki 34/2013

Szkoły są masowo likwidowane, klasy nadal przepełnione, tysiące nauczycieli traci pracę, a ci, którzy ją mają, zamiast poświęcać swój czas uczniom, tracą go na papierkową robotę – obraz polskiej edukacji u progu kolejnego roku szkolnego nie maluje się w zbyt kolorowych barwach.

 

Z końcem sierpnia, gdy oficjalnie zakończy się obecny rok szkolny, pracę straci co najmniej 7,7 tys. nauczycieli. Ponad 15 tys. z nich będzie miało zmniejszony wymiar godzin lekcyjnych. Według szacunków Zarządu Głównego Związku Nauczycielstwa Polskiego, zwolnionych w całym kraju może zostać 8–10 tys. nauczycieli. Związkowcy zastrzegają, że ostateczna liczba zwolnionych będzie znana na początku nowego roku szkolnego. Pracownicy mogą bowiem odwołać się do sądu pracy lub pójść na urlopy dla poratowania zdrowia.

Zwalniani mają być przede wszystkim nauczyciele szkół ponadgimnazjalnych, co związane jest z wejściem w życie nowej podstawy programowej. Samorządy uzasadniają zwolnienia przede wszystkim kwestiami finansowymi, niżem demograficznym i związaną z nim polityką likwidowania klas oraz całych szkół.

1,5 miliona uczniów mniej

Nieco mniej pesymistyczne, choć równie alarmistyczne, są dane Ministerstwa Edukacji Narodowej, które przewiduje, że wypowiedzenia z powodu całkowitej likwidacji szkół albo zmian organizacyjnych w szkołach otrzyma ponad 6800 nauczycieli (1,2 proc. spośród nauczycieli zatrudnionych w szkołach prowadzonych przez samorządy). „W ubiegłym roku według takich samych deklaracji przewidywano zwolnienie ok. 7 tys. nauczycieli (...) co potwierdziło się we wrześniu 2012 r.” – napisano w komunikacie. Ministerstwo przywołuje dane demograficzne, z których wynika, że od roku szkolnego 2004/2005 do roku 2012/2013 liczba uczniów w szkołach dla dzieci i młodzieży (bez policealnych) zmalała o 1,5 mln.

Zwolnienia w szkołach nie oznaczają, że wszyscy nauczyciele zostaną bezrobotni. Część z nich może przejść na emeryturę. Inni będą szukać pracy w szkołach niepublicznych.

Jak wynika z danych zebranych przez Polską Agencję Prasową najwięcej nauczycieli zwolnionych może zostać w Małopolsce – ok. 1500 i na Mazowszu –
ok. 1000. W województwie podlaskim pracę może stracić ponad 650 nauczycieli, w podkarpackim – blisko 550, w śląskim – ok. 500, w kujawsko-pomorskim – 400. W województwach pomorskim, zachodniopomorskim, dolnośląskim, świętokrzyskim i warmińsko-mazurskim po 300.

W województwie wielkopolskim wypowiedzenia otrzymało dotąd ok. 670 nauczycieli, a 80 nie przedłużono wygasającej umowy – poinformowała Joanna Wąsala z Wielkopolskiego Okręgu ZNP. To – według niej – liczba porównywalna do tej z poprzedniego roku, ponieważ wtedy zwolniono 702 nauczycieli, a 135 nie zaproponowano nowej umowy. Ograniczenie etatu w różnym wymiarze zaproponowano 1618 osobom, czyli większej liczbie niż w zeszłym roku. Wtedy zapowiadano to w stosunku do 1138 osób, ostatecznie etaty zmniejszono 975 nauczycielom.

Fala likwidacji szkół

Zwolnienia nauczycieli wiążą się bezpośrednio z innym niepokojącym zjawiskiem w oświacie, a mianowicie prawdziwą falą likwidacji szkół, z jaką mamy w ostatnich latach do czynienia. Zwłaszcza tych w mniejszych miejscowościach.

– Ze wstępnych analiz wynika, że zlikwidowanych zostanie ok. 700 szkół. Nie uwzględniamy w tym tych, które zostały zamknięte w efekcie reformy szkolnictwa zawodowego lub od lat nie prowadziły naboru – potwierdza MEN.

Gdyby jednak wziąć je pod uwagę (chodzi o licea i technika uzupełniające oraz licea profilowane), to łącznie w ciągu ostatnich sześciu lat samorządy już zamknęły ponad 4,7 tys. szkół.

– Dane samorządów pokazują, że w ciągu dwóch najbliższych lat likwidacją zagrożone jest aż 5 tys. szkół, w tym 4 tys. to podstawówki i gimnazja w małych miejscowościach – wylicza z kolei Alina Kozińska-Bałdyga z Federacji Inicjatyw Oświatowych.

Przedstawiciele lokalnych władz tłumaczą, że muszą zamykać szkoły, bo samorządów po prostu nie stać na ich utrzymanie, a przy coraz większym zadłużeniu gmin i coraz mniejszej pomocy ze strony władz centralnych ich sytuacja często jest dramatyczna.

Jak wielokrotnie podkreślają przedstawiciele resortu edukacji, zwolnienia nauczycieli i zamykanie szkół to głównie efekt niżu demograficznego. To jednak jest jedynie część prawdy. Od 2008 r. resort edukacji kilkakrotnie „majstrował” przy podstawie programowej nauczania, doprowadzając do tego, że liczba godzin niektórych przedmiotów ulegała systematycznemu pomniejszaniu. Według przedstawicieli samorządów zwolnienia mają również związek z faktem, że znacznie zmniejszyła się subwencja oświatowa, która w 2012 r. została obcięta aż do poziomu 1,4 mld zł.

Krzysztof Baszczyński, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, który monitoruje zamykanie szkół, twierdzi, że niż to wymówka. – Do likwidacji są typowane szkoły, które nie cierpią na brak uczniów. Niestety, na oświatę patrzy się poprzez koszty. Nie widzi się roli szkoły. Niż powinien być zachętą do stworzenia lepszych warunków nauki – uważa.

Niewykorzystana szansa

– Gdyby najważniejszym czynnikiem, który sprawia, że zamyka się szkoły, była demografia, to klasy nie miałyby dziś ponad 30 uczniów. Po prostu samorządy, dzięki likwidacjom, tną koszty. Nawet szkoły, w których jest kilkuset uczniów, gdzie wszystko dobrze funkcjonuje, są dziś zamykane. Nie dlatego, że szkoła jest pusta czy na niskim poziomie. Dla gminy taniej jest wrzucić wszystkich uczniów do jeszcze większej placówki, gdzie uczy się po 2 tys. dzieci. Wtedy wprowadza się naukę na zmiany, klasy są przeładowane, a dziecko staje się numerkiem w dzienniku. Nikt nie ma szansy dostrzec jego uzdolnień czy słabości. To nie jest już szkoła, ale hurtownia oświatowa – zwracał uwagę Tomasz Elbanowski ze Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| SZKOŁA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...