Czym byłby świat bez religii

Niedziela 45/2013

Domyślam się, że media mają taką naturę: aby przyciągnąć widza lub czytelnika, muszą go czymś zaskoczyć, zaszokować. Newsem jest zła wiadomość, dobra informacja jest mniej interesująca, nie przyciąga uwagi. To smutne, ale tak jest. To nie znaczy nawet, jak sądzę, że ludzie mediów sami postrzegają Kościół tak jednostronnie.

 

Milena Kindziuk: – Czy ma Ksiądz Kardynał przyjaciół wśród niewierzących?

Kard. Kazimierz Nycz: – Tak, nawet jeszcze z czasów licealnych. Potem także miałem okazję spotykać ludzi niewierzących. Może dlatego dialog z nimi nie jest mi całkiem obcy.

– Czy nie mówią oni dzisiaj, że ich niewiara jest spowodowana złem albo zgorszeniem w Kościele? Wielu ludzi używa takiej argumentacji. Dokonują nawet apostazji. Jak to Ksiądz Kardynał postrzega?

– Tu są dwie kwestie. Jedna to istnienie zła w ogóle, czyli cierpienia, krzywdy, choroby, śmierci.

Ta kwestia także rodzi poważne problemy i pytania egzystencjalne. Ale pani pyta o zgorszenie, jakie może wynikać z istnienia zła czy ludzi czyniących zło w Kościele. Myślę, że w obu tych przypadkach dla tych, którzy odchodzą z Kościoła, zło czy zgorszenie może stanowić jedynie dodatkowy argument. Bo prawdziwa wiara, jak myślę, winna być odporna na okoliczności zewnętrzne. Jeśli ktoś autentycznie wierzy, nie ma mowy, by w trudnych momentach odchodził od tego, co dotąd uważał za coś bardzo cennego.

– Także z powodu zła w Kościele?

– Tu jest ważne samo pojęcie Kościoła. Jest on święty ze względu na Boga, który w nim jest i przez sakramenty sprawowane w Kościele udziela swej łaski, ale jest też ludzki, bo jest wspólnotą ludzi wierzących. Jeżeli więc należę do Kościoła, to nie muszę od niego odchodzić, ale mogę go zmieniać. A mogę go zmieniać moralnie, jeżeli zmieniam siebie.

– Czyli – reformę Kościoła należy zacząć od siebie?

– Tak, bo najważniejsza jest reforma wewnętrzna Kościoła, moralna, duchowa. Odwołam się tu do książki o. prof. Zdzisława Kijasa OFMConv o reformach Papieża. Publikację otwierają dwa rozdziały: o Franciszku z Asyżu oraz o Ignacym z Loyoli. Autor podkreśla, że skuteczna reforma może mieć miejsce tylko wtedy, jeżeli rozpoczyna się od samego siebie. I tę właśnie drogę wybrał papież Franciszek.

– I to jest wskazanie dla nas?

– Tak, bo w nas także jest zło i dobro, jak w całym Kościele. Nie jest tak, że ja jestem po stronie światła, a wszystko poza mną jest ciemne, złe.

– Ale w sferze publicznej właśnie taki ciemny obraz Kościoła zdaje się ostatnio dominować …

– Ale też niedawno papież Franciszek przypominał, że Kościół nie jest taki, jak mogłoby się zdawać po obejrzeniu newsów telewizyjnych czy przejrzeniu czołówek gazet. Żeby się o tym przekonać, wystarczy spojrzeć na Kościół z perspektywy dzieł, które on prowadzi jako instytucja albo w których partycypuje. Wystarczy zobaczyć Kościół z perspektywy oddolnej, a więc parafii czy diecezji. Tam toczy się zwyczajne, podstawowe życie Kościoła: ludzie się modlą, spowiadają, przyjmują chrzest, zawierają śluby, odprowadzają swoich bliskich zmarłych do innego życia. I ci właśnie ludzie nie wyobrażają sobie życia bez Kościoła. Towarzyszy on bowiem człowiekowi w najważniejszych momentach jego egzystencji. Także w sytuacjach granicznych. Wreszcie – Kościół prowadzi dzieła charytatywne, hospicja, poradnie, świetlice dla dzieci, pomaga najuboższym rodzinom. Byłoby więc błędem zgodzić się na obraz Kościoła zafałszowany, stworzony na zasadzie uogólnień. Nie można tendencji pewnego marginesu rozciągać na cały Kościół.

– Dlaczego media nie pokazują tego dobra istniejącego w Kościele?

– To nie jest pytanie do mnie. Domyślam się, że media mają taką naturę: aby przyciągnąć widza lub czytelnika, muszą go czymś zaskoczyć, zaszokować. Newsem jest zła wiadomość, dobra informacja jest mniej interesująca, nie przyciąga uwagi. To smutne, ale tak jest.

To nie znaczy nawet, jak sądzę, że ludzie mediów sami postrzegają Kościół tak jednostronnie.

– Słyszy się jednak, że pierwszymi ofiarami nagonki medialnej na Kościół są sami księża. Czy tak rzeczywiście jest? Mieliśmy ostatnio do czynienia z napadami na kapłanów, w jednej z warszawskich parafii poprzebijano księżom opony w samochodzie, ludzie wyzywają na ulicy przypadkowo spotkanych duchownych…

– Na pewno na atmosferę społeczną, a także na to, co się dzieje, ma wpływ swego rodzaju nagonka medialna na Kościół i, jak już mówiłem, uogólnianie zjawisk patologicznych. Zauważmy: w Polsce jest ok. 30 tys. księży i nie można się o nich wypowiadać na przykładzie dziesięciu przypadków negatywnych. Nachalne sugerowanie, że zły i objęty patologią jest cały Kościół i każdy ksiądz, musi mieć wpływ na motywacje czy antymotywacje ludzi, którzy wyładowują swoją złość czy energię. Tymczasem Kościół naprawdę jest bardziej dobry niż zły.

– To kard. Ratzinger napisał kiedyś, że chrześcijaninem można być tylko w Kościele. Nigdy poza nim.

– To bardzo ważna myśl, wyrażona chociażby w deklaracji „Dominus Iesus”, że nie ma innego spotkania człowieka z Bogiem, jak tylko przez Kościół i w Kościele, i że jest to najpewniejsza droga prowadząca do zbawienia.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama