Rozmowa o szczęściu

Don Bosco 11/2013

Patrzę na moje dzieci, jak rosną już ponad dwadzieścia lat. Z gromadki małych, energicznych i słodkich milusińskich w większości zamieniły się w dojrzewające nastolatki, zaś starsze powoli wylatują z gniazda.

 

Pragnęliśmy z mężem szczęścia dla naszych dzieci, zresztą jak wszyscy rodzice. Postanowiłam z nimi o tym porozmawiać, trochę z ciekawości – jak one postrzegają tę sferę życia, a trochę - by delikatnie ukierunkować w razie potrzeby.  Zaprosiłam na pogawędkę również koleżanki córek i przy słodkim podwieczorku poruszyliśmy kilka wątków związanych z tematyką szczęścia: czym jest szczęście, czy czują się szczęśliwi, czego potrzeba, by fortuna  sprzyjała?

Atmosfera rozmowy od samego początku była nadzwyczajna. Uśmiechaliśmy się do siebie, chętnie wygłaszaliśmy opinie, nie przeszkadzaliśmy sobie, nie komentowaliśmy wypowiedzi innych.

 – Szczęście to taki stan, do którego wszyscy dążą – usłyszałam. – Każdy chce być szczęśliwy. Wtedy nie tylko jest się beztroskim, ale też łatwiej przejść przez różne kłopoty.  Taki stan można porównać do  przebywania na wyższym „lewelu” (dla niewtajemniczonych; w młodzieżowej gwarze oznacza przejście na wyższy poziom).

– Gdy przez bliskich jest się kochanym i akceptowanym bez żadnych warunków,  chodzi o rodzinę czy chłopaka, albo przyjaciół, to na  pewno wtedy jest się szczęśliwym – dodały licealistki.

–  A ja jestem szczęśliwa, gdy mogę oddać się swojej pasji, rozwijać się. Gdy  zajmuję się tym, co kocham, to  nie myślę wtedy o codzienności, albo o tym, czego nie lubię, albo czego się obawiam.  Ładuję akumulatory życiowe i później różne sprawy widzę inaczej. Chyba łatwiej znajduję rozwiązanie.

– Czyli do szczęścia potrzeba innych ludzi albo pasji? – dopytywałam.

– Tak, ale niektóre rzeczy też przydają się. Też są ważne, choćby… i tu padły nazwy różnych przedmiotów, zrozumiałam, że powinnam wziąć pod uwagę zakup niektórych w ramach prezentu  pod choinkę.

– A kiedy zaczęliście myśleć o szczęściu?

– Gdy skończyłam szkołę podstawową, wcześniej nie definiowałam tego stanu. Zwyczajnie, albo było mi dobrze, albo źle. Dopiero w gimnazjum tym się  zainteresowałam. Zrozumiałam, że właściwie chodzi o relacje z innymi ludźmi. Gdy one są dobre, to spokojniej się żyje, a kiedy brak bliskich, to trudne chwile nabierają dużego ładunku i nie daję sobie sama rady. Szczęście to mieć kogoś, kto pomoże w trudnych momentach, albo ucieszy się razem ze mną.

– A ty, gdzie szukasz szczęścia? – zapytano mnie.

– U Boga – spojrzeli na mnie trochę speszeni.  – W młodości uważałam podobnie jak wy, że muszę dbać o kontakty z ludźmi, być dobrą, uczciwą, a szczęście samo przyjdzie. Wydawało mi się, że przyjaciele pomogą mi przetrwać kłopoty, a jak założę rodzinę, to już zupełnie pójdzie jak po maśle. Liczyłam na siebie i bliskich. Przez lata zbliżałam się do Boga.  Powoli zawierzałam Jemu swoje życie i poszczególne sprawy. Zauważyłam, że automatycznie pogłębiły się moje więzi z bliskimi, odkryłam pasję i naprawdę czuję się bezpiecznie. Dojrzałość w wierze  przyszła z czasem, kiedy byłam już na to  gotowa.

Zaliczam to popołudnie do niezwykle udanych. Młodzi ludzie w szerszym gronie przekazali swoje myśli o szczęściu i wysłuchali moich. Jestem przekonana, że będą wracać do naszej rozmowy.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama