O MIŁOŚCI się nie zapomina

Różaniec 6/2014

Rozmowa z o. dr. Stanisławem Przepierskim OP, asystentem ds. Żywego Różańca w Archidiecezji Warszawskiej

 

– Kanonizacja jest dla Polaków niezwykle ważnym, radosnym wydarzeniem. Czy wśród wiernych innych narodowości też dało się zauważyć ten entuzjazm?

– Rzesze ludzi – tak Polacy, jak i przedstawiciele innych narodowości, zwłaszcza katolicy – bezpośrednio znały Jana Pawła II z pielgrzymek, jego spotkań z młodzieżą czy też pośrednio z kontaktu z jego nauczaniem. Był dla nich bliskim człowiekiem, dobrym pasterzem, wręcz ojcem. Nie sposób więc, by nie przeżywali jego kanonizacji. Włoskie media podkreślały, że tak wielkiej liczby pielgrzymów, jak podczas pogrzebu Papieża, później jego beatyfikacji, a teraz kanonizacji, jeszcze w Rzymie nie było. Miejskie place, wypełnione naszymi pielgrzymami, nazywane były „małą Polską”. Przyjechało też mnóstwo wiernych z innych części świata, np. z Portugalii, Hiszpanii czy choćby z Kostaryki, skąd pochodzi kobieta uzdrowiona na wstawiennictwem Jana Pawła II. Według opinii ambasadora tego kraju przy Stolicy Świętej Kostarykańczycy traktowali tę uroczystość jako święto narodowe. Do Watykanu przybyły tłumy młodych ludzi, z którymi Papież spotykał się podczas Światowych Dni Młodzieży. Jak mogłoby ich zabraknąć na jego kanonizacji?! Myślę, że trudno było przejść obojętnie obok tego wydarzenia, gdyż jest ono dla wiernych potwierdzeniem aktualności i prawdziwości misji Jana Pawła II, której istotną częścią była szczera postawa miłości wobec nich. A o miłości się nie zapomina. W tym dniu spełniło się ich wielkie marzenie – wołanie Santo subito stało się rzeczywistością.

– Kanonizacja to początek czy koniec kultu Jana Pawła II?

– Ogłoszenie czyjejś świętości to nie tylko formalne przypieczętowanie tego faktu dokumentem, liturgicznym aktem Kościoła. To potwierdzenie żywej i duchowej obecności tej osoby, tzw. obcowania świętych, jej towarzyszenia wspólnocie Kościoła pielgrzymującego. Spontaniczne wołanie o uznanie świętości Jana Pawła II było przejawem duchowego zmysłu Ludu Bożego (sensus Ecclesiae), prośbą o to, by szerzyć jego kult. Znaczyło: chcemy kontynuacji jego dzieła. To było swoiste stwierdzenie: on jest duchowo obecny pośród nas. Pragniemy, aby jego nauczanie było wciąż żywe, ale też chcemy publicznie przywoływać go w modlitwie, w aktach liturgicznych. Chcemy uznania tego, który nas kochał, i wierzymy, że on jest z nami. Byliśmy świadkami jego ewangelicznego życia, jego trwania w komunii z Bogiem i pragniemy uczyć się tego od niego.

– Często słyszy się zarzut, że choć katolicy zachwycają się osobą Papieża, to praktycznie nie znają jego nauczania. Czy tak jest rzeczywiście?

– Z tym bywa różnie. Są ośrodki, które promują nauczanie Ojca Świętego, np. wydziały teologiczne czy Centrum Myśli Jana Pawła II. Na pewno w publicznym, medialnym przekazie jego nauczanie obecne jest zaledwie w mediach katolickich, a szkoda, bo jego bogactwo nie zawsze dociera do młodych ludzi, zwłaszcza do tych, którzy nie mieli kontaktu z całością nauczania Papieża lub już go nie pamiętają. Łatwo cytować Papieża, natomiast trudniej jest wniknąć w jego duchowość, przyjąć i ukazać jego wrażliwość na prawdę, na godność człowieka i poszanowanie jego praw, na sprawiedliwość i miłość. To trudne tematy i jest wielu, którzy nie chcą ich poruszać, bo dotykają sumienia, są wymagające. Ci, którzy nie chcą żyć w świetle Ducha Bożego, starają się umniejszać wartość tego nauczania, eliminować je z przekazu publicznego i podważać autorytet Ojca Świętego. Prawda jest jednak taka, że to my sami, indywidualnie, powinniśmy zadbać o to, żeby zgłębiać bogactwo jego nauczania. Nie znać go oznacza zmarnować wielki Boży dar.

– Media zazwyczaj przedstawiają Papieża jak św. Mikołaja – pokazują, jak przytulał niemowlęta, jak zakładał sombrero i wymachiwał laską. Nie mówią praktycznie o tym, co było istotą jego pontyfikatu, pomijają też jego stanowczość, odwagę mówienia prawdy niezależnie od okoliczności, nieustępliwość w sprawach, w których słuszność głęboko wierzył…

– To grozi redukcją do poziomu zewnętrznej atrakcyjności, która od nas niczego nie wymaga. Oderwanie osoby Jana Pawła II i jego postawy od jego nauczania to olbrzymie uproszczenie. Jeden z programów Telewizji Trwam przypomniał ostatnio pielgrzymkę Papieża do Chile, podczas której wołał on do zgromadzonych, wręcz im rozkazywał, podnosząc palec: „Nie bójcie się patrzeć na Pana! Spójrzcie na Niego!”. To było szokujące i poruszające. Pokazywało ogromną troskę Ojca Świętego, który niemalże domagał się, abyśmy nie ominęli Jezusa, abyśmy Go nie lekceważyli, żebyśmy nie byli na Niego obojętni, ale przypatrzyli się obliczu Zbawiciela i dostrzegli, że to On jest miarą naszego człowieczeństwa. Kiedy w 1991 r. Jan Paweł II wołał do Polaków, że boli go sposób zagospodarowywania naszej wolności, rozmywanie wartości chrześcijańskich, niektórzy oskarżali go o krzykliwość. Tymczasem on, nie troszcząc się o swój medialny wizerunek, był pasterzem, który potrafił moralnie i duchowo przebudzić, wstrząsnąć sumieniami. Z kolei, jak zaświadcza Arturo Mari, potrafił też pokornie siedzieć i modlić się na korytarzu jednej z rzymskich klinik, pod drzwiami sali szpitalnej, w której umierał były prezydent Włoch. Umierający wielokrotnie prosił o spotkanie z Papieżem, lecz jego niewierząca żona, zobaczywszy Ojca Świętego, poirytowana nie wpuściła go do sali.

– Jan Paweł II to papież młodych, chorych, rodzin, małżeństw, a może osób w podeszłym wieku? Jak przede wszystkim go zapamiętano?

– Był papieżem wszystkich i zapamiętamy go nie tylko zbiorowo, ale bardzo indywidualnie, tak jak on potrafił nawiązać indywidualny kontakt z każdym. Nie był człowiekiem, który się „wpychał” w relacje z ludźmi. On te relacje tworzył i podejmował. Jan Paweł II przez chorych będzie zapamiętany jako papież chorych, przez młodych jako ojciec, duszpasterz akademicki, przez sportowców jako człowiek, który promował aktywność fizyczną, przez duszpasterzy jako proboszcz świata, przez polityków jako odważny i sprawny dyplomata, a przez swoich wrogów jako ciągłe zagrożenie, które chcieliby otoczyć pogardą i zamknąć w szufladzie niepamięci.

– Czego powinniśmy się uczyć od Jana Pawła II?

– Bezgranicznego zaufania do Pana Boga, synowskiej relacji do Maryi, otwartej i wiernej postawy wobec prawdy Słowa Bożego. To nie był człowiek, który dla poprawności politycznej przemilczał prawdę. To był ojciec, który walczył o Boży kształt życia swoich dzieci, wierny sługa Chrystusa i Jego krzyża. Powinniśmy się uczyć od niego także przeżywania cierpienia i całej codzienności w pełnym synowskim oddaniu Bogu. Papież Franciszek na początku kanonizacji podkreślił istotną cechę obydwu świętych Papieży, iż byli świadkami wielkich tragedii XX w., ale nie stracili nadziei, ducha i ufności. Uważam, że Jan Paweł wpatrywał się w niebo, ale także w duszę człowieka, w jego serce i sumienie. Umiał to połączyć, co jest wielką sztuką.

– W jaki sposób Jan Paweł II może być dla nas drogowskazem na drodze do świętości?

– On powiedział: „Nie bójcie się, zaufajcie tak, jak ja zaufałem. Przyjmijcie dar życia Bożego, a będziecie radośni. Jeżeli zaufacie Bogu jak Maryja i z Maryją, jeśli otworzycie się na Bożego Ducha, na to, czego Bóg pragnie wam udzielić przez Chrystusa, przez miłosierdzie płynące z Jego ran, będziecie mogli powiedzieć kiedyś razem ze mną: dobrze być w domu Ojca”.

– Dziękuję bardzo za rozmowę.

Rozmawiała Dominika Kosk

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama