Odnaleźć pokolenie JPII

Przewodnik Katolicki 2/2014

O przygotowaniu duchowym do kanonizacji Jana Pawła II

 

Wstańcie, chodźmy – tak zatytułował swoją książkę adresowaną do biskupów w Polsce Jan Paweł II. Była to jedna z jego książek poniekąd testamentalnych. Charakterystyczny był ów tytuł – wezwanie do powstania i zaproszenie do wspólnej drogi. Tytuł wskazywał jednoznacznie, że On stoi na drodze, że jest w tej drodze, a adresatów zaprasza do porzucenia stabilizacji i podjęcia ryzyka drogi.

Dziś możemy sparafrazować ten tytuł. A ponieważ nikt z nas, śmiem twierdzić, nie jest w tej pozycji uprzywilejowanej w stosunku do innych, możemy się wzajemnie zachęcać: Wstańmy, chodźmy!

Do pokolenia JPII

A powstać trzeba. Znaleźliśmy się bowiem w dość dziwnej pozycji i dziwnym położeniu.  Warto bowiem spojrzeć na pewien dość dramatyczny etap drogi, jaki przebyliśmy od 2 kwietnia 2005 r., a raczej od dni poprzedzających tę datę do chwili obecnej.

Dni poprzedzające 2 kwietnia 2005 r. i sam dzień 2 kwietnia tegoż roku obejmowały dwie warstwy zdarzeń. Jedną z nich, fundamentalną i najistotniejszą, było odchodzenie Jana Pawła II. Na tle kultury współczesnej naznaczonej kultem ciała, zdrowia i młodości Papież Cierpienia odsłaniał wartość słabego życia, wartość agonii, fizycznej niemocy i bezradności. Ta śmierć w dobie śmierci zdziczałej, lękającej się odsłaniania twarzy umierającego, chowającego ludzką słabość za parawan szpitalny i aparaturę, ta śmierć Jana Pawła II, była przywróceniem „śmierci oswojonej”. Była nawiązaniem do majestatu Golgoty i piękna ewangelicznego przejścia do domu Ojca. Była też druga warstwa wydarzeń. To my nią byliśmy. My, świadkowie tamtej niezapomnianej Encykliki Miłości.

To byliśmy my, 

my, którzy otwieraliśmy zamknięte wieczorną porą drzwi kościołów,

my, którzy rozliczaliśmy całe lata życia w głębi konfesjonału,

my, którzy nie kierowani przez hierarchię, pokazywaliśmy drogi do kościołów,

my, którzy na hasła SMS-ów szliśmy na ulice zapalić lampy,

my, którzy czytaliśmy słowa Ojca Świętego, bo może wcześniej coś nam umknęło,

my, którzy pisaliśmy do niego pozornie spóźnione listy, w księgach, na forach internetowych.

My, którzy odkryliśmy w tych dniach zapomnianą po ’89 solidarność,

my, którzy zobaczyliśmy w sobie braterstwo,

my, którzy zobaczyliśmy, że tak naprawdę, w głębi siebie samych, w głębi naszej tożsamości jesteśmy jego pokoleniem, pokoleniem JPII.

Entuzjazm tamtych dni był niezwykły. I tak jak zazwyczaj z entuzjazmem bywa – okazał się przemijający.

Czy pamiętamy?

W tym roku przypadnie kolejna rocznica śmierci Jana Pawła II. Każda rocznica oddala nas czasowo i emocjonalnie od tamtych zdarzeń, od tego, co było w nas piękne, prawdziwe i budzące szacunek. Owszem, między tymi rocznicami było wydarzenie beatyfikacji Jana Pawła II, świadka wiary, świadka Boga i człowieka. Beatyfikacja Ojca Świętego była dla wielu z nas jak przetarcie oblicza i możliwość spojrzenia znów we własną twarz.

Ale jest też to wszystko, co wypełnia te lata niechlubnym ciągiem zdarzeń. W ciągu tych kilku lat dotknęła nas zdumiewająca amnezja. Zapomnieliśmy, jakie znaczenie miały słowa wypowiedziane na placu Zwycięstwa w Warszawie w 1979 r.: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi!”.

Zignorowaliśmy i ignorujemy wołanie, które wtedy było dla nas oczywiste, że człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa, że dziejów tego narodu nie można zrozumieć bez Chrystusa. Dziś poniekąd próbujemy pisać nowe dzieje państwa laickiego, wypierającego się dumnego i szlachetnego dziedzictwa chrześcijańskiego.

Jakby obce stały się nam słowa, że nie może być walka przed solidarnością, przeciwnie, czynimy walkę główną siłą życia politycznego, może bardziej nawet niż w czasach PRL. Wtedy była ona narzędziem narzucanym odgórnie przez ludzi systemu komunistycznego, dziś jakby przenikała tkankę życia politycznego i społecznego.

Kościół, który zawsze był z narodem polskim, jest dziś traktowany jako czynnik uwsteczniający, jako instytucja w opozycji do człowieka. Czy zapomnieliśmy, że to człowiek właśnie jest drogą Kościoła?

Czy zapomnieliśmy, że to dziełem Jana Pawła II było budowanie kultury życia, w której nie ma miejsca na antykoncepcję, aborcję, reprodukcję in vitro? Czy przeminęły z wiatrem niepamięci wskazania papieskie na temat godności małżeństwa i rodziny? Czy współczesne ideologizowanie pod sztandarem gender nie uwłacza papieskiej myśli?

To właśnie dlatego, dla niektórych pokolenie JPII to już przeszłość, dla niektórych ono nigdy nie istniało, dla niektórych my sami też nie do końca jesteśmy sobą!

Tak nie musi być! Tak być nie powinno.

 

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama