By z tej śmierci wyrosło dobro

Niedziela 43/2014

Gdyby żył, miałby dzisiaj 67 lat. Ale nie żyje. Równo 30 lat temu został zamordowany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Dziś błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko jest już postacią historyczną. Pamięć o nim i o jego śmierci jest jednak warunkiem trwania naszych narodowych dziejów. Niezależnie od światopoglądu i wyznawanej religii

 

W piątek 19 października 1984 r. nic nie zapowiadało, że tego dnia zostanie zamordowany ks. Jerzy Popiełuszko. Jak donosiło „Życie Warszawy”, „stolica przygotowywała się do zimy”, odbywała się sesja PAN z okazji 40-lecia Polski Ludowej, zapowiadano program Jazz Jamboree. W „Żołnierzu Wolności” czołówkę stanowił tekst o posiedzeniu Rady Wojskowej Układu Warszawskiego, był też artykuł o wręczeniu na Kremlu orderu Lenina dla Andreja Gromyki.

Komunistyczny kraj roku 1984 pozornie kwitł.

Zło dobrem zwyciężać

Rano, jak zawsze, ks. Jerzy Popiełuszko udał się do kościoła na warszawskim Żoliborzu, by odprawić Mszę św. Wkrótce po niej wyjechał do Bydgoszczy, żeby w kościele pw. Świętych Polskich Braci Męczenników spotkać się z duszpasterstwem ludzi pracy. Dziś wiadomo, że byli tam również zabójcy.

W Bydgoszczy odprawił Mszę św., a po niej poprowadził rozważania bolesnych tajemnic Różańca. Jak wspominał proboszcz – ks. Romuald Biniak, panowała atmosfera wielkiego misterium. – Tak odmawianego Różańca i przez tak wielu ludzi, szczególnie mężczyzn, w dotychczasowej historii tego kościoła nie było.

Ks. Popiełuszko mówił o zwyciężaniu zła dobrem: „Tylko ten może zwyciężyć zło, kto sam jest bogaty w dobro”. Podkreślał konieczność zachowania wierności prawdzie – i przypominał, że od wieków trwa z nią walka. „Prawda jednak jest nieśmiertelna, a kłamstwo ginie szybką śmiercią”. To wtedy – w różańcowych rozważaniach na bydgoskich Wyżynach – padły słynne już, ostatnie publicznie wygłoszone słowa ks. Jerzego: „Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy”.

Kamienie do nóg, pętla na szyję

Tego dnia wieczorem ks. Jerzy Popiełuszko czuł się źle. Był zmęczony, miał gorączkę. Nie chciał jednak przenocować w Bydgoszczy. Zdecydował, że nocą wróci do Warszawy. Zanim wyruszył, z jakimś niezwykłym pietyzmem założył sutannę. Dokładnie, jakby symbolicznie, pozapinał wszystkie guziki, mówiąc, że sutanna nieraz już go ochroniła.

I wtedy wydarzyła się tragedia.

Po wyjeździe z Bydgoszczy samochód, którym odjechał ks. Jerzy Popiełuszko, został zatrzymany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, przebranych w mundury milicji drogowej. Byli to: Waldemar Chmielewski, Grzegorz Piotrowski i Leszek Pękala. Kierowca ks. Popiełuszki, Waldemar Chrostowski, jak zeznał, został skuty kajdankami, a później w czasie jazdy udało mu się wyskoczyć z pędzącego z prędkością ponad 100 kilometrów na godzinę samochodu. – Ks. Popiełuszkę zaś związano i wrzucono do bagażnika – wspominał.

Tak naprawdę nie wiadomo, co działo się dalej. Fakty są znane jedynie z zeznań zabójców oraz obrażeń ciała ks. Popiełuszki, które wykazała później sekcja zwłok. Wynika z nich, że ks. Jerzy musiał mieć zakneblowane usta i skrępowane sznurem ręce i nogi. Leżał w zamkniętym bagażniku fiata 125p. Zabójcy bili go pałkami i pięściami po głowie i karku. Potem sznurem przywiązali mu do nóg worek z kamieniami, ważący ponad 10 kg. Założyli mu na szyję pętlę ze sznura, którego koniec przywiązali do zgiętych nóg kapłana tak, że przy próbie ich prostowania – pętla zaciskała się na jego szyi. W końcu ks. Jerzy Popiełuszko – nie wiadomo, czy żywy, czy martwy – został wrzucony do Wisły z tamy pod Włocławkiem.

Polska w szoku

Gdy wiadomość o porwaniu ks. Popiełuszki podano oficjalnie 20 października w „Dzienniku Telewizyjnym” o godz. 19.30, cała Polska była w szoku. Spiker odczytał wprawdzie lakoniczny komunikat: „19 bm. około godz. 22.00 w okolicach miejscowości Górsk koło Torunia został uprowadzony przez nieznanych sprawców ks. Jerzy Popiełuszko, urodzony 14 września 1947 r., zamieszkały w Warszawie”, ale każdy wiedział, co on może oznaczać.

Zaraz po dzienniku do kościoła św. Stanisława Kostki w Warszawie zaczęły ściągać tłumy ludzi. Księża otworzyli kościół i jeszcze przed północą odprawili Mszę św. w intencji odnalezienia ks. Popiełuszki.

O porwaniu ks. Jerzego dowiedział się papież Jan Paweł II.

– Na bieżąco obserwowaliśmy przebieg zdarzeń. Pamiętam, że Ojciec Święty z ogromną troską i smutkiem na twarzy, przygnębiony, siedział przed telewizorem i słuchał komunikatów. Śledził dokładnie to, co działo się wtedy w Polsce – wspominał kard. Stanisław Dziwisz.

W prywatnej kaplicy papieskiej trwały nieustanne modlitwy w intencji uwolnienia ks. Je-

rzego Popiełuszki. Swoją jedność z ludźmi modlącymi się w intencji ks. Jerzego Papież publicznie wyraził 24 października: „Przejęty do głębi tym wydarzeniem, wyrażam swoją solidarność z Pasterzami i Ludem Kościoła Warszawskiego. (...) Apeluję do sumień tych, którzy dopuścili się tego haniebnego czynu, i ponoszą zań odpowiedzialność”.

Bolesne oczekiwanie

25 października 1984 r. Kolejny dzień modlitw w intencji uwolnienia ks. Jerzego. Prymas Polski polecił, by we wszystkich kościołach po każdej Mszy św. odmawiać „Pod Twoją obronę” w intencji ocalenia ks. Popiełuszki. W Krakowie o to samo prosił kard. Franciszek Macharski. Tymczasem rzecznik rządu Jerzy Urban na spotkaniu z dziennikarzami zapewnił oficjalnie: – Sprawę dotyczącą porwania, a także poszukiwania, nadzoruje minister spraw wewnętrznych, generał broni Czesław Kiszczak. Sprawa spoczywa w szczególnie dobrych rękach...

Taka była atmosfera. Polacy, oczywiście, nie wierzyli w słowa rzecznika, tym bardziej że znane były jego wcześniejsze zjadliwe paszkwile na ks. Popiełuszkę i nagonka na niego w mediach.

Uprowadzenie ks. Jerzego wywołało też poruszenie w rządzącej partii komunistycznej, która chciała odsunąć od siebie podejrzenie o związek z popełnioną zbrodnią. Na plenarnym posiedzeniu partii wydano specjalne oświadczenie: „W związku z popełnionym ostatnio groźnym prowokacyjnym przestępstwem uprowadzenia księdza Jerzego Popiełuszki Komitet Centralny PZPR oświadcza, co następuje: Polska socjalistyczna może być tylko Polską praworządną. Dywersja, prowokacja i terror były zawsze i są z gruntu obce leninowskiej ideologii, moralności naszej partii”. 27 października gen. Czesław Kiszczak wystąpił w TVP i poinformował, że sprawcami porwania są trzej funkcjonariusze Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Ujawnił ich nazwiska.

Jednocześnie służby bezpieczeństwa pilnie obserwowały kościół św. Stanisława Kostki i sytuację w całym kraju. Rejestrowały zgromadzenia liturgiczne, organizowane modli-

twy i homilie księży. Przygotowywały z nich raporty na użytek MSW.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama