Siedem świąt w tygodniu

W drodze 11/2014

Intrygujące są nazwy dni tygodnia w łacinie kościelnej. Najważniejszy dzień tygodnia, niedziela, nosi w niej nazwę „dzień Pański” (dies Dominica), natomiast kolejne dni tygodnia nazywają się feria secunda, feria tertia, czyli „święto drugie”, „święto trzecie” i tak dalej, aż do święta szóstego. Warto się zastanowić, o co tu chodzi.

 

Religijny sens niedzieli

Cotygodniowe święto pojawiło się w czasach Starego Testamentu, kiedy Bóg objawił ludziom, że ich kocha i że chciałby się z nimi zaprzyjaźnić. Wcześniej ludzie uznawali Boga (lub bożków), odczuwali swoją zależność od Niego, a w sytuacjach zagrożenia szukali u Niego pomocy i ratunku. Wiedzieli jednak, że jest gdzieś daleko i wysoko, odczuwali przed Nim lęk, a zbytnim spoufalaniem się nie chcieli się narażać na Jego gniew.

Dzięki objawieniu biblijnemu wiemy, że wolno nam szukać przyjaźni z Bogiem. Co więcej, Bogu wręcz na tym zależy, żeby się z nami przyjaźnić. Świadectwem tego jest zdanie z Księgi Powtórzonego Prawa: „Któryż naród wielki ma bogów tak bliskich, jak Pan, Bóg nasz, ilekroć Go wzywamy?” (4,7).

W sposób szczególny Bóg zbliżył się do ludzi w Jezusie Chrystusie: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Żeby dawać Go ludziom wszystkich czasów i miejsc, Bóg obdarzył nas Kościołem. To przede wszystkim przez Kościół Jezus Chrystus wywiązuje się ze swojej obietnicy, że „będzie z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20). Otóż najbardziej uroczystą formą naszych spotkań z Jezusem jest Eucharystia, zwłaszcza niedzielna Eucharystia, kiedy wokół ołtarza gromadzą się możliwie wszyscy Jego wyznawcy.

Okazuje się jednak, że już w czasach apostolskich nie wszyscy chrześcijanie doceniali znaczenie coniedzielnej Eucharystii. „Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań – czytamy w Liście do Hebrajczyków – jak się to stało zwyczajem niektórych” (10,25). Wynikało to zapewne z nie do końca odrzuconej mentalności pogańskiej, powodującej odczuwanie lęku przed zbytnim narzucaniem się Bogu.

Ćwierć wieku później, około 108 roku, biskup Ignacy z Antiochii wymienił dwa powody, dla których niektórzy chrześcijanie zaniedbują niedzielną Eucharystię. Tacy chrześcijanie – pisał Ignacy w swoim liście do Efezjan – nie doceniają daru Kościoła. Drugim zaś powodem wcale nie jest (jak mogłoby się nam wydawać) lenistwo, ale pycha.

„Niech nikt nie błądzi! Kto nie przebywa w pobliżu ołtarza, pozbawia się Chleba żywego. Pan powiedział nam, że wielką moc ma modlitwa dwóch albo trzech osób zgromadzonych w Jego imię. O ileż większa jest moc modlitwy, która gromadzi cały Kościół! Kto więc nie uczęszcza na wspólne zgromadzenia, unosi się pychą i osądził sam siebie. Napisano bowiem: Pysznym się Bóg sprzeciwia” – czytamy w liście Ignacego.

Bo i rzeczywiście: Czyż nie jest pychą wierzyć w Pana Jezusa i jednocześnie uważać, że ustanowiona przez Niego Eucharystia jest nam niepotrzebna? Czyż to nie pycha, by swoje prywatne sposoby zaspokajania potrzeby religijnej cenić wyżej niż niedzielną mszę świętą, podczas której realnie gromadzimy się wokół Chrystusa Pana?

W jakim sensie cały nasz czas jest święty?

Odpowiedź na to pytanie można znaleźć już w Starym Testamencie. Jak wiadomo, cotygodniowe święto nazywa się tam szabatem. Po hebrajsku „szabat” znaczy „odpoczynek”. W języku biblijnym wyraz ten ma głęboko religijny sens, nawiązuje do odpoczynku Boga po dokonaniu dzieła stworzenia (por. Rdz 2,2). Oczywiście Bóg odpoczął nie dlatego, że był zmęczony. Istotą Jego odpoczynku była radość obdarzania i błogosławienia swoim stworzeniom.

Odpowiedzią z naszej strony na tak wspaniałe dary powinno być nasze odpoczywanie w Bogu. Przykazanie o święceniu dnia świętego, które znajduje się w tekście Dekalogu, wyraźnie sugeruje, że sensem odpoczynku świątecznego jest uwielbianie Boga i dziękczynienie za dzieło stworzenia (por. Wj 20,8–11). W drugiej redakcji Dekalogu motyw ten uzupełniono o dziękczynienie za wyzwolenie z niewoli egipskiej (por. Pwt 5,15).

Kompletnym nieporozumieniem byłoby więc twierdzenie, że ludzie Starego Testamentu traktowali szabat jako dzień należący do Boga, podczas gdy reszta tygodnia miałaby należeć do nas. Wręcz przeciwnie: po to świętowano każdy siódmy dzień tygodnia, żeby również pozostałe dni przeżywać po Bożemu, bez grzechu i we wzajemnej zgodzie. Dlatego prorocy wielokrotnie oburzali się na fałsz takiego świętowania szabatu, które nie przeszkadzało świętującym deptać Bożych przykazań, uprawiać bałwochwalstwo i krzywdzić słabych. Bo cóż to za świętowanie – oburza się prorok Amos – podczas którego świętujący nie mogą doczekać się, aż szabat minie, ażeby oni mogli dalej oszukiwać i wyzyskiwać ubogich (por. Am 8,5–6)? „Obrzydły mi – gniewa się Bóg w Księdze Izajasza – święta nowiu, szabaty, zwoływanie świętych zebrań. Nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości. Nienawidzę całą duszą waszych świąt nowiu i obchodów; stały Mi się ciężarem; sprzykrzyło Mi się je znosić!” (Iz 1,13–14).

Analogiczny fałsz może się pojawić również w świętowaniu chrześcijańskim. W niedzielę, w dniu zmartwychwstania Chrystusa, uwielbiamy Boga i dziękujemy Mu za dar wyzwolenia z grzechów oraz za dar nowego stworzenia, a zatem za dary jeszcze większe niż te, które stanowiły religijną treść szabatu. Jednak również do świętowania niedzieli może się odnosić wspomniane przed chwilą oburzenie proroków.

Wprawdzie na Eucharystię przychodzimy w zasadzie tylko w niedzielę, ale powinniśmy tak postępować, by całe nasze życie było nieustannym świętem. „Czyż pozostałe dni tygodnia nie są świętami? Bóg nienawidzi tych, którzy sądzą, że jednego tylko dnia jest święto Pańskie” – pisał w pierwszej połowie III wieku Orygenes (Homilie na Księgę Rodzaju, 10,3). W tym sensie cały czas naszego życia jest czasem świątecznym i zawsze powinniśmy być blisko Boga, zachowując Jego przykazania i wzrastając w świętości.

Dla kogo są odprawiane msze codzienne?

Kościół podkreśla tę nieustanność świętowania przede wszystkim poprzez codzienne odprawianie Eucharystii. Niedziela powinna jednak pozostać niedzielą, a dni powszednie, dniami powszednimi – pobożność nie może być ucieczką od obowiązków rodzinnych i zawodowych. Dla kogo wobec tego odprawia się codzienne msze święte? W ciągu roku jest około trzystu dni powszednich. Przeciętny katolik co najmniej kilka z tych dni wyróżnia przyjściem na Eucharystię. Sprowadza nas wtedy do kościoła rocznica ślubu, imieniny własne lub kogoś bliskiego, jakieś szczególne utrapienie, chęć podziękowania Bogu za opiekę w takiej lub innej sytuacji itp. Chociaż w dni powszednie na mszę świętą raczej nie chodzimy, cenimy sobie to, że jest ona odprawiana i że możemy w niej uczestniczyć zawsze, gdy tego potrzebujemy.

Warto sobie jednocześnie uświadomić, że niektórzy nasi bracia i siostry uczestniczą w codziennej Eucharystii, modląc się nie tylko za siebie i za swoich bliskich, ale poniekąd za cały Kościół – nie tylko za tych, którzy może zbyt mało pamiętają o swoich obowiązkach względem Boga, ale również za tych, którzy chociaż starają się być rzetelnymi katolikami, nie mogą sobie pozwolić na bardziej intensywne zaangażowanie religijne. Cyprian Norwid w tej właśnie perspektywie widział w Kościele obecność tych, którzy podjęli życie zakonne:

Mnich gdy powie, że Pana wygląda na niebie, Istnie on prawdę mówi użyteczną wielce, Bo jest tą dziewką mądrą, co czuwa za ciebie I oliw tłustość co dnia wlewa po kropelce (Pięć zarysów, III).

O innej grupie uczestników codziennej Eucharystii pisze ks. Janusz S. Pasierb, w wierszu pt. Stare kobiety w kościele. Jeden tylko Bóg wie, jak wiele Kościół zawdzięcza modlitwom tych starych kobiet (i mężczyzn):

(...) Stare kobiety lubią być w kościele Są najwierniejszą publicznością Pana Boga Nie od święta ale na co dzień Stare panny i samotne wdowy Przychodzą rano w południe wieczorem

Klęczą ślęczą w półmroku cierpliwe Tyle się naczekały w życiu Na życie na koniec którejś wojny na szczęście Na dzieci ze szkoły na męża z pracy albo z knajpy One wiedzą że miłość to czekanie

One czuwają panny wierne W niemodnych kapeluszach gubiąc zniszczone torebki Świat widzi tylko staruszki siedzące w kościele Czasem proboszcz ofuknie je z konfesjonału Nawet wikary nie ma dla nich czasu

Tylko Jezus, który jest wiecznie młodzieńcem Widzi w nich ciągle swoje narzeczone (...)

Jacek Salij – ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów. Mieszka w Warszawie.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama