Pedofilia – problem społeczny, a nie kościelny

Dla wrogów Kościoła – a w dzisiejszym świecie jest ich naprawdę wielu – każdy pretekst jest dobry, by go oczerniać, podważać jego autorytet moralny, osłabiać wpływy w społeczeństwie i oddzielać hierarchię od wiernych. Niedziela, 28 lutego 2010



Dla wrogów Kościoła – a w dzisiejszym świecie jest ich naprawdę wielu – każdy pretekst jest dobry, by go oczerniać, podważać jego autorytet moralny, osłabiać wpływy w społeczeństwie i oddzielać hierarchię od wiernych.

Rozliczać obiektywnie

W ostatnich latach takim pretekstem stało się oskarżenie o seksualne molestowanie nieletnich. Tak było w przypadku rozdmuchanego kilka lat temu skandalu w Stanach Zjednoczonych, „powielonego” w czasie wizyty Benedykta XVI w tym kraju, ten sam scenariusz powtórzył się w czasie podróży apostolskiej Papieża do Australii. W ostatnich miesiącach media piętnujące nadużycia seksualne w Kościele dostały w swe ręce bardzo ważny argument – jest nim opublikowany jesienią zeszłego roku szokujący raport o seksualnym wykorzystywaniu dzieci przez księży z archidiecezji dublińskiej w latach 1975-2004. Bulwersujące jest to, że na ten proceder nie reagowały skutecznie ani władze kościelne, ani władze państwowe, a często jedyną karą dla księdza było przeniesienie go na inną parafię.

Dzisiaj Kościół w Irlandii, z nowym arcybiskupem Dublina Diarmuidem Martinem oraz biskupem Down i Connor Noëlem Treanorem, chce definitywnie rozliczyć się z tym czarnym rozdziałem swej przeszłości, gdyż wymaga tego dobro zarówno Kościoła, jak i społeczeństwa. Stolica Apostolska zaczęła już dokonywać zmian personalnych w lokalnym Kościele, a w dniach 15-16 lutego Benedykt XVI przyjął w Watykanie biskupów irlandzkich na konsultacje. Papież opublikował też specjalny list duszpasterski skierowany do katolików Irlandii.

Próba obiektywnego rozliczenia się Kościoła ze skandalem nadużyć seksualnych jest procesem bardzo bolesnym i dramatycznym, ale koniecznym. Tym bardziej że badania z ostatnich 50 lat dowodzą, iż jedynie 1,5 do 5 proc. duchownych katolickich (w zależności od kraju) dopuściło się przestępstwa na tle seksualnym. Problem w tym, że pedofilia – głównie za sprawą oszczerczej kampanii medialnej – wydaje się być kojarzona jedynie z Kościołem katolickim, chociaż statystyki wyraźnie temu przeczą. Zjawisko pedofilii dotyczy ludzi sprawujących urzędy w innych Kościołach i kultach (pastorzy, rabini itp.) oraz wszystkich klas zawodowych i społecznych.

Opublikowany kilka lat temu raport ministerstwa edukacji na temat nadużyć seksualnych w szkołach USA podkreśla, że problem duchownych oskarżanych o przestępstwa tego typu jest zdecydowanie przesadzony. Liczba nadużyć seksualnych w amerykańskich szkołach jest ponadstukrotnie (!) większa niż rozdmuchane przez media przypadki z udziałem duchownych. Prawie 10 proc. amerykańskich uczniów pada ofiarą tego typu przestępstw ze strony personelu szkolnego. Poza tym atakując Kościół, przemilcza się, że około 85 proc. nadużyć o charakterze pedofilskim ma miejsce w środowisku rodzinnym, a jego sprawcami są członkowie rodziny, krewni, opiekunowie dzieci lub sąsiedzi czy przyjaciele.

Należały też wyjaśnić, że zdecydowana większość przypadków nadużyć kleru względem nieletnich dotyczy tzw. efebofilii, a nie pedofilii, gdyż 80-90% oskarżonych duchownych było orientacji homoseksualnej i dopuściło się nadużyć z nastolatkami (efebofilia) w wieku od 11 do 17 lat, a nie z dziećmi.

Dziecko za kilka dolarów

Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt informowania o strasznym zjawisku pedofilii – jest nim specyficzna forma rasizmu. Media – oraz liczni adwokaci próbujący maksymalnie zarobić na odszkodowaniach – interesują się ofiarami nadużyć seksualnych w USA, Irlandii, Niemczech czy Australii, milczą natomiast o milionach dzieci gwałconych i wykorzystywanych na najróżniejsze sposoby w krajach ubogich. Organizacje zajmujące się walką z tymi przestępstwami oceniają, że na świecie ofiarą pedofilów pada milion dziewczynek i 800 tys. chłopców, a regularnych klientów, którzy w ten sposób spędzają „egzotyczne” wakacje, jest ok. 400 tys.

Obroty związane z tym procederem sięgają 250 mld euro. Istnieją agencje, które organizują pobyt w ubogich krajach, takich jak Brazylia, Indie, Kambodża, Tajlandia, Kenia, Santo Domingo, gdzie pedofilom łatwo jest „kupić” dziecko za kilka dolarów. Niestety, są to tragedie „drugiej kategorii”, które nie trafiają na pierwsze strony gazet, tak jakby cierpienia i rany zadane przez pedofilów dzieciom z tych krajów nie miały większego znaczenia.



«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • ataner
    09.03.2010 17:58
    Ale o czy jest tu w ogóle mowa?--jakim prawem,człowiek powołany..powołany do miłości (nie seksu) bliźniego..powołany do służby bliźniemu..powołany do pokazywania piękna wiary..do przybliżania i prowadzenia człowieka do Boga..jakim prawem dorosły człowiek,dotyka dziecko????..że gdzieś indziej?..że nie tylko kościele?--jakim prawem chociaż jeden przypadek molestowania pojawił się w kościele?--gdzie i jaka jest wiara w SPRAWIEDLIWEGO
  • marianna
    10.03.2010 14:38
    Jakim prawem choć jeden przypadek w Kościele? - pyta Antaner i trzeba przyznać, że to emocjonalne pytanie, to doskonały sposób na zablokowanie wszelkiego rzetelnego namysłu nad proporcjami zjawiska, choćby takiego jaki zaprezentowano w artykule z "Niedzieli."
    Oczywiście, zgadzam się, dla kapłana najważniejsza powinna być wiara i Boże przykazania, ale czasem w konkretnym człowieku wiara może słabnąć czy zanikać, a wtedy ożywają ukryte słabości albo poglądy zgodne z tym, co człowiekowi szepce w ucho tzw. duch czasu. A lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte ubiegłego stulecia były przecież czasem tzw. rewolucji seksualnej. W ramach tej rewolucji dziecko uznano za istotę seksualną, zdolną do seksualnych reakcji i mającą prawo do seksualnych działań. Niektórym wydawało się, że lada moment pedofilia zniknie z kodeksu karnego. Na szczęście tzw. człowiek współczesny nie oszalał do reszty i postanowił chronić przed ową rewolucją przynajmniej dzieciaki. Ślady rewolucji pozostały jednak w działaniach i umyśle niektórych dorosłych. Tych molestujących, niezależnie od zawodu czy powołania, ale także stanowiących prawo i przepisy. Np. tych, którzy do przemocy zaliczyli krytykę zachowań seksualnych dziecka. Co to znaczy? czy "przemocowy" jest rodzic, który zabrania zabawy w doktora, każe spać z rączkami na kołdrze? Czy ten, który śmieje się, kiedy ośmiolatka poważnie oznajmia, że "chodzi" z kolegą z klasy? A może także ten, kto zabrania dziecku samodzielnych wizyt u podejrzanie dobrego wujka?
    Sprzeczności, sprzeczności...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama