Dominicantes… communicantes… legentes…

Co wydaje się Wam większe i bardziej znamienite: słowo Boga czy ciało Chrystusa? Z taką samą dbałością, z jaką przyjmujemy ciało Chrystusa, uważając, by żadna jego cząstka nie upadła na ziemię, tak samo powinniśmy starać się, by nasze dusze nie utraciły danego nam Słowa Boga. Wieczernik, 155/2008



Co wydaje się Wam większe i bardziej znamienite: słowo Boga czy ciało Chrystusa? Jeśli chcecie na to pytanie udzielić poprawnej odpowiedzi, musicie odrzec, że słowo Boga nie jest w niczym mniejsze od ciała Chrystusa.

A zatem z taką samą dbałością, z jaką przyjmujemy ciało Chrystusa, uważając, by żadna jego cząstka nie upadła na ziemię, tak samo powinniśmy starać się, by nasze dusze nie utraciły danego nam Słowa Boga, błędnie sądząc, że mówimy lub myślimy o czymś zupełnie innym. Ten, kto słucha niedbale słowa Boga, jest winien w takim samym stopniu, jak ów, który przez beztroskę dopuszcza tego, by ciało Chrystusa upadło na ziemię.


Św. Cezary z Arles, Kazanie 300, 2.



Zimą 1984 roku jako młody chłopak, w maturalnej klasie, dotarłem do Brzegów. Wielu osobom z oazy nie trzeba tłumaczyć, co to za miejsce, tym, którzy nie wiedzą wyjaśniam, że jest to malutka parafia na Podhalu, niedaleko Bukowiny Tatrzańskiej, gdzie w tamtym czasie rozmaite „oazowe teorie”, zwłaszcza liturgiczne, przekuwały się bardzo konkretnie na praktykę. Tym „eksperymentem” zarządzał o. Hubert Lupa.

Zjawiłem się w tym miejscu jako uczestnik KODAL-u, czyli Kursu Oazowego dla Animatorów Liturgicznych. Ciekawa była rzeczywistość Brzegów, uczestnicy oazy, którzy zjechali z różnych części Polski nie tworzyli od podstaw liturgii, ale włączali się w to, co normalnie i każdego dnia funkcjonowało w maleńkiej parafii. Sprawowana Eucharystia, zawsze z homilią, sprawowana (śpiewana) codziennie jutrznia i nieszpory. Wszystko przygotowane, dobrze wykonane, w naturalnym rytmie życia wspólnoty.

Nie chcę jednak wspominać tej oazy, ale ideę urządzenia kościoła. Trudno o malutkim kościółku w Brzegach powiedzieć, że jest trzynawowy, niemniej można w nim spojrzeć na lewo i na prawo. Po jednej stronie, w bocznym ołtarzu znajdowało się tabernakulum, po drugiej stronie, w drugim bocznym ołtarzu znajdowało się „wystawione” otwarte Pismo Święte.

W ten oto sposób, w tym znaku, próbowano pokazać znaczenie Biblii, w pewien sposób ją dowartościować, stawiając w pewnej równowadze z sakramentami. I słusznie.

To, co dociera do niektórych, nie jest jednak jeszcze powszechną świadomością u wszystkich. To, co jest oficjalną nauką Kościoła, nie jest jeszcze jego praktyką. W statystykach Kościoła umieszcza się dominicantes (uczestniczących w niedzielnej Eucharystii), communicantes (przyjmujących w niej Komunię), ale czy pomyślał ktoś, by liczyć legentes (czy jak inaczej nazwać „czytających” – w domyśle czytających Biblię)?

I myślę, że nie chodzi tu tylko o trudności natury metodycznej, ale pewną świadomość, że załamywać ręce należy nad niską frekwencją, nad tym, że uczestniczący nie podchodzą do ołtarza, ale nad „nie-czytaniem” Biblii już niekoniecznie.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...