Wiara nieochrzczonych

Katechumenat to wspólna podróż kandydatów i ochrzczonych ku Chrystusowi. Mapą w tej podróży jest Pismo Święte. Drogowskazem oficjalny dokument Kościoła noszący nazwę „Obrzędy chrześcijańskiego wtajemniczenia dorosłych”. W drodze, 1/2007





Przez kilka lat w naszych klasztorach w Poznaniu i na warszawskim Służewie przygotowywałem osoby dorosłe do chrztu. Korzystając z doświadczenia braci, którzy wcześniej prowadzili katechumenat przy naszym krakowskim klasztorze, wraz z grupą świeckich przyjaciół wypracowaliśmy metodę formacji. Z pewnością nie jest to forma jedyna. Jednak, sądząc po owocach, wydaje się, że zdała egzamin.

Kto przychodzi?

Kiedy mówiłem, że zajmuję się katechumenatem, spotykałem się zwykle z reakcją: „O, neokatechumenatem?”. Nieodmiennie odpowiadałem, że ci ludzie nie są jeszcze ochrzczeni. Często rozmówca domyślał się, że to muszą być dzieci dawnych „towarzyszy” (członków Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, którzy w ten sposób się tytułowali). Jednak spotkałem się w katechumenacie tylko z jedną taką osobą. Kilkoro wyrosło w środowisku świadków Jehowy, inni w rodzinach ateistycznych, ale nie pezetpeerowskich. Pozostali wywodzili się z rodzin religijnie obojętnych. Jakieś wydarzenie w ich życiu sprawiło, że zapragnęli przyjąć chrzest. Najczęściej tym wydarzeniem była – miłość. „Chcę się ochrzcić, bo moja narzeczona jest katoliczką”. Czasami do katechumenatu przyprowadzało ich wieloletnie poszukiwanie w przestrzeni duchowej.

W pierwszej katechezie przedchrzcielnej wygłaszanej w dniu tzw. zapisania imienia kandydata do chrztu św. Cyryl Jerozolimski mówił do kandydatów, że z jakiegokolwiek powodu przyszli, powinni oczyścić swoją intencję. Było to w połowie IV wieku, ale do teraz nic się tutaj nie zmieniło. Okres formacji katechumenalnej polega przede wszystkim na tym, by ci, którzy przyszli z bardzo różnych powodów, decydowali się na przyjęcie sakramentów ze względu na Pana Jezusa i pragnienie wspólnoty z Nim.

Kto przyjmuje?

Od początku byłem przeciwnikiem indywidualnej katechezy, podczas której ksiądz spotyka się z kandydatem do chrztu, wyjaśnia mu coś i zadaje lektury. Indywidualne spotkania są konieczne, ale jako część formacji katechumenalnej. Wtajemniczenie w wiarę nie jest tylko procesem intelektualnym, czysto poznawczym. Jest wprowadzeniem w duchową przestrzeń i w doświadczenie wspólnoty wiary, dlatego od początku zapraszałem ich do wspólnoty, w której znajduje się duchowny, świeccy ochrzczeni i oni, kandydaci.

Wejście w chrześcijaństwo dokonuje się przez sakramenty, a sakrament polega na tym, że człowiek daje człowiekowi więcej, niż sam posiada. To jest zadanie tej grupy, która wprowadza kandydatów do Kościoła. Będę ich odtąd nazywał odpowiedzialnymi.

Dla odpowiedzialnych katechumenat był diakonią, czyli służbą. Ich zadaniem była troska o katechumenów, otoczenie ich opieką: modlitwą, życzliwością, świadectwem wiary i starania się o życie zgodne z ewangelią. Nie oczekiwałem od nich wiedzy teologicznej, lecz właśnie świadectwa, że w tym skomplikowanym świecie można poważnie żyć Bogiem. Jeden z członków diakonii, obecnie mąż i ojciec, powiedział mi niedawno, że dla niego katechumenat był swoistym doświadczeniem Kościoła, jakiego wcześniej nie znał. W centrum uwagi nie był prowadzący grupę ksiądz, tylko kandydaci, a wszyscy pozostali, wraz z księdzem, modlili się za nich i wykonywali swoje zadania zgodnie z darem, który każdy otrzymał.
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...