Księża, którzy porzucili kapłaństwo

Odejście kapłana chyba zawsze wywołuje głębokie poruszenie we wspólnocie, w której pełnił on służbę. Poniekąd instynktownie czujemy, że posługa kapłańska to coś więcej niż wykonywanie zawodu, to wypełnianie powołania. Zarazem chodzi tu o coś więcej jeszcze. W drodze, 7/2007




W swoim życiu byłem świadkiem odejścia chyba ponad trzydziestu kapłanów. Straszna to liczba, nawet jeśli dotyczy ona ponad czterdziestu lat mojej posługi w Kościele. Niektóre odejścia były dla mnie wielkim zaskoczeniem i tajemnicą. Ale nawet wtedy, kiedy wiele wskazywało na to, że przyczyną porzucenia kapłaństwa był jakiś grzech, starałem się pamiętać o słowach apostoła Pawła: „Niech ten, komu się zdaje, że stoi, uważa, aby sam nie upadł” (1 Kor 10,11).


Posługa, w którą powinno się wkładać całego siebie


Odejście kapłana chyba zawsze wywołuje głębokie poruszenie we wspólnocie, w której pełnił on służbę. Poniekąd instynktownie czujemy, że posługa kapłańska to coś więcej niż wykonywanie zawodu, to wypełnianie powołania. Zarazem chodzi tu o coś więcej jeszcze.

Swoje powołanie realizują również nauczyciel, pielęgniarka, lekarz. Zwróćmy uwagę: Los żywych ludzi – niekiedy nawet to, czy będą żyli i kim oni będą – zależy nieraz od tego, ile serca wkładają w swoją pracę lekarz czy nauczyciel. A jednak nikt w naszej kulturze nie oczekuje, że jeżeli ktoś jest nauczycielem, pielęgniarką, lekarzem, to powinien nim być aż do śmierci.

Skąd się bierze takie oczekiwanie w stosunku do księży? Ażeby wszystko było jasne, od razu zauważmy, że jest to oczekiwanie na gruncie wiary. Sądzę, że ludzie niewierzący oraz ci, dla których chrześcijaństwo jest raczej światopoglądem niż wiarą, skłonni byliby przyznać księżom pełne prawo do porzucenia kapłaństwa i ułożenia sobie życia po świecku.

Tylko ludziom wierzącym, że kapłaństwo jest posługą realnego uobecnienia Chrystusa, nie może się pomieścić ani w głowie, ani w sercu, że ktoś tę posługę decyduje się porzucić. Tylko wówczas odejście od kapłaństwa traktuje się jako coś, co absolutnie zdarzyć się nie powinno, a każdą wiadomość o odejściu przyjmuje się z żalem, niepokojem, głębokim bólem.

Owszem, również w życiu świeckim istnieją zaangażowania, których absolutnie nie wolno porzucić, a kiedy ktoś się z nich wycofuje, ogarnia nas zgroza, a w każdym razie nie możemy tego zrozumieć ani się z tym pogodzić. Na przykład, niewyobrażalne jest, żeby matka porzuciła swoje dziecko. W tym sensie niewyobrażalne, że jeżeli nawet czasem się to zdarzy, to jest czymś oczywistym, że zdarzyć się to nie powinno. Podobnie – jeżeli wierzymy Chrystusowi, że „co Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza” – absolutnie zdarzyć się nie powinno, że mąż porzuca żonę albo żona męża.

Matką, ojcem, małżonkiem jest się bowiem aż do śmierci. Jednak zauważmy: obowiązki rodzicielskie zmniejszają się w miarę usamodzielniania się dziecka; po śmierci małżonka wolno związać się z kimś następnym. Słowem, małżeństwo oraz rodzicielstwo angażują niezwykle głęboko, ale niekoniecznie całoosobowo.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...