Kto odpowie na wezwanie

Myślę, że wszyscy mogą medytować. To tylko sprawa czasu: trzeba znaleźć dobry moment. Kiedy człowiek wie, co dla niego najważniejsze, stara się to osiągnąć. Nie szukam adeptów medytacji. To praca dla Ducha. W drodze, 10/2009



Jest Ojciec w połowie Irlandczykiem, czy sens odczuwania sacrum i wiary, tak bardzo w swym wyrazie irlandzki, został Ojcu przekazany przez matkę i jej siostry?

To prawda, matka przekazała mi swoją wiarę, swoją katolicką tradycję. Jej wiara była bardzo silna, zakorzeniona, bardzo naturalna i ludzka.

Kiedy byłem dzieckiem, czerpałem z tego wiele radości, zachwycało mnie to i miałem poczucie tajemnicy. Do chwili, kiedy jako 16–17–latek opuściłem Kościół, żarliwie się modliłem. Później tak naprawdę nigdy nie odrzuciłem całkowicie wiary i Kościoła.

Czy ma Ojciec jakieś konkretne wspomnienia z dzieciństwa naznaczonego taką modlitewną żarliwością?

Kiedy byłem dzieckiem, w klasztorze nieopodal naszego domu służyłem trzy razy w tygodniu do mszy, bardzo wcześnie rano. Było to dla mnie bardzo ważne. Pamiętam też wzniosłe chwile w szkolnej kaplicy – witraże, zapach kadzidła, pieśni – atmosferę, która prowadziła mnie do odczuwania obecności Boga. Moje trwanie w wierze zakorzenione jest w naturalnej adoracji.

W okresie dorastania, kiedy jak wielu moich rówieśników oddaliłem się od sakramentów, nigdy całkowicie nie odrzuciłem wiary. Myślę, że Kościół nie był wtedy w stanie odpowiedzieć na potrzeby młodych. Nie było żadnego miejsca, gdzie moglibyśmy wyrazić nasze niepokoje. W wieku 17 lat opuściłem dom, pojechałem na uniwersytet i przestałem praktykować.

Czy można wskazać jakieś podstawowe doświadczenie, z którego wywodzi się Ojca powołanie do kontemplacji?

Podstawa mojej katolickości jest bardzo silna i to ona nadała znaczenie wymiarowi duchowemu i sacrum mojej wiary. Na uniwersytecie czytałem wszystko, co dotyczyło innych tradycji i ich mistyki – buddyzmu, hinduizmu, sufizmu, również mistyki chrześcijańskiej. Nie pociągało mnie to jednak specjalnie. Precyzyjnie rzecz ujmując, mistyka chrześcijańska nie pociągała mnie bardziej niż inne tradycje. Moje podejście do kontemplacji było bardzo intelektualne: czytałem, studiowałem, badałem, ale nie miałem żadnej praktyki. Odpowiedzi szukałem w książkach.

Czy może Ojciec przypomnieć sobie jakieś konkretne wydarzenie, które zmieniło jego życie?

Wydaje mi się, że najważniejszym wydarzeniem w moim życiu, które pomogło mi dojrzeć, była śmierć mojej siostry. Miała dziesięć lat, a ja byłem na pierwszym roku studiów na uniwersytecie w Oksfordzie. W moim przekonaniu miłość i śmierć to siły najbardziej naznaczające życie. Śmierć siostry zmieniła kierunek mojego życia.

Od wielu lat znałem już wtedy Johna Maina. Poznałem go jako uczeń liceum benedyktyńskiego. W pierwszym semestrze spowodowaliśmy swoim zachowaniem odejście profesora religii. Kiedy pojawił się John Main, mieliśmy zamiar również zniszczyć nowego profesora, zwłaszcza że był zakonnikiem.

Kiedy wszedł do klasy, wiedziałem od razu, że to wyjątkowy człowiek. Był wielkiej postury, miał naturalny autorytet i wyjątkowe poczucie humoru. Umiał wychowywać młodych chłopców i podchodził do nas z szacunkiem. Był również dobrym nauczycielem. Natychmiast został przez nas zaakceptowany. Od razu stał się dla mnie i kilku moich przyjaciół nie tylko nauczycielem. Siadaliśmy obok niego na przerwach. Byliśmy pod wrażeniem tego, że mogliśmy z nim o wszystkim rozmawiać.

Jeśli chodzi o mnie, to byłem raczej zbuntowany i pełen niezgody. John Main był też odpowiedzialny za dyscyplinę i w związku z tym doszło między nami do kilku spięć, ale zawsze miałem wielki szacunek dla sposobu, w jaki utrzymywał swój autorytet. W tym czasie stosowano jeszcze kary cielesne. John Main nigdy z nich nie korzystał. Nie były mu potrzebne.



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama