Minarety jak rakiety

Naftowi szejkowie przestaną wkrótce paradować we wspaniałych rolexach, a arabscy miłośnicy łakoci zajadać słynne na cały świat szwajcarskie czekoladki. Wszystko za sprawą nieoczekiwanego powodzenia referendalnej inicjatywy „Stop minaretom”. Przewodnik Katolicki, 13 grudnia 2009



Szwajcarzy - niekwestionowani mistrzowie świata w dyscyplinie zwanej demokracją bezpośrednią – naprawdę potrafią korzystać z przysługujących im szczególnych praw. Głosują nogami – i to do samego końca. Potwierdzili to także podczas niedawnego referendum w sprawie wprowadzenia zakazu budowy minaretów na terenie Kraju Kantonów. I dlatego zwycięstwo zwolenników takiego rozwiązania nie jest wcale aż tak wielkim zaskoczeniem, jak mogłyby to sugerować niekorzystne dla nich przedreferendalne sondaże. Niewykluczone też, że skutki referendum w Szwajcarii mogą okazać się o wiele poważniejsze niż tylko drobny retusz tamtejszej konstytucji czy bardzo prawdopodobny bojkot szwajcarskich towarów przez cały muzułmański świat.

Prosimy nie zasłaniać widoku

Tykająca bomba minaretowa ujawniła się po raz pierwszy w niewielkiej miejscowości Wangen we wschodniej Szwajcarii. Jej zapalnik został uruchomiony w chwili, gdy tamtejsi mieszkańcy sprzeciwili się planom budowy sześciometrowego minaretu przy istniejącym już meczecie. Tłumaczyli, że wieża zepsuje im widok i naruszy architektoniczną harmonię typowej alpejskiej miejscowości.

Sprawę podchwyciła wpływowa prawicowa Szwajcarska Partia Ludowa (SVP), której udało się zebrać wymagane sto tysięcy podpisów i wnieść sprawę pod ogólnonarodowe referendum. SVP argumentowała, że minarety nie są obiektami o charakterze religijnym, a jedynie „wyraźnymi symbolami polityczno-religijnych roszczeń do władzy”. Lider SVP Ulrich Schüler stwierdził, że „władza pożądana przez islam to taka, która chce ustanowić porządek prawny i społeczny sprzeczny z wolnością gwarantowaną w konstytucji”.

Według oficjalnych danych w 7,5–milionowej Szwajcarii mieszka około 400 tys. muzułmanów, z czego 50 tysięcy to osoby praktykujące. Do ich dyspozycji jest 150 meczetów, jednak tylko cztery z nich mają minarety.

Sama kampania przedreferendalna wywołała niezwykłe emocje w spokojnej zwykle Szwajcarii, a ich kulminacją była dyskusja wokół prowokacyjnego plakatu antyminaretowego, przedstawiającego postać kobiety otulonej w szczelną muzułmańską burkę oraz rząd minaretów przypominających do złudzenia bojowe rakiety. W tle tego wszystkiego widniała zaś szwajcarska flaga. Federalna Komisja przeciwko Rasizmowi uznała plakat za oszczerczy, jego publikacji odmówiła też większość tamtejszych gazet, a władze Lozanny i Bazylei zakazały rozwieszania go w miejscach publicznych, jako zawierający treści „rasistowskie, niebezpieczne i brak szacunku”.

Do głosowania przeciwko inicjatywie „Stop minaretom” nawoływał rząd, parlament i większość ugrupowań politycznych, przekonujących, że wprowadzenie takiego zakazu byłoby sprzeczne ze szwajcarską konstytucją oraz wolnością religijną. Minister sprawiedliwości Eveline Widmer-Schlumpf ostrzegła nawet, że może to grozić „pokojowi religijnemu”.
Wszystko na próżno – ponad 57 proc. Szwajcarów poparło w referendum zakaz budowy minaretów. Propozycję odrzuciły zaledwie 4 z 26 kantonów; co ciekawe, uczyniły tak właśnie te kraje związkowe, w których mieszka największa liczba wyznawców islamu.

Muezzin bez głosu

Meczety i minarety są oprócz islamskich chust, burek i nikabów najbardziej jaskrawym znakiem obecności islamu w naszej zachodniej cywilizacji. I to tym bardziej namacalnym, im szybciej zwiększa się populacja ludności muzułmańskiej na Zachodzie. Bo czy tego chcemy, czy nie, na naszych oczach tworzy się nowa struktura społeczna, którą Ryszard Kapuściński określił kiedyś mianem „nadciągającej nieuchronnie cywilizacji chrześcijańsko-islamskiej”.

Efektem tego są m.in. wyrastające jak grzyby po deszczu meczety i minarety. Nie jest to jednak tylko problem alpejskiej Szwajcarii, bo dokładnie tak samo dzieje się w całej Europie Zachodniej. W samych tylko Niemczech funkcjonuje dziś grubo powyżej 2500 meczetów, a już teraz planuje się wybudowanie kolejnych 200. Są to na ogół olbrzymie budowle okraszone kilkudziesięciometrowymi minaretami, powodujące coraz silniejsze protesty społeczne - tym większe, im więcej pieniędzy z państwowej kasy idzie na budowę islamskich świątyń. „Wzywam do publicznego oporu wobec planów uczynienia z Niemiec plantacji wielkich meczetów! A także do oporu wobec przerażającej ślepoty i oportunizmu klasy politycznej, która nie dostrzega wyraźnych znaków postępującej islamizacji” - zaapelował niemiecki pisarz Ralph Giordano po otwarciu w 2008 roku w Duisburgu jednego z największych meczetów w Niemczech.



«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama