Taniec w nowych butach

To była wyłącznie nasza decyzja. Potem dopiero oznajmienie rodzicom. Tygodnik Powszechny, 16 grudnia 2007




Człowiek najwyraźniej zawsze potrzebował tego okresu. Etap przejściowy poprzedzający zawarcie małżeństwa istnieje nieprzerwanie od głębokiej starożytności. Jak wygląda w epoce ponowoczesnej?

Agata i Witek Mazankowie mają po 26 lat. Poznali się na pieszej pielgrzymce do Częstochowy cztery lata temu. Zaczęli się spotykać. Co roku w sierpniu wracali na Jasną Górę. Za czwartym razem odmówili na jasnogórskich wałach wspólną modlitwę, po czym Witek uklęknął i założył Agacie pierścionek na palec. Przygodni gapie bili im brawo. Potem oboje poszli na Mszę.

Aneta Gądek ma 30 lat. Jest adiunktem na krakowskiej AGH. Doktorat zdążyła zrobić, zanim poznała Jarka. Wtedy chciała być sama i dobrze jej z tym było po kilku nieudanych związkach i czasie emocjonalnej niepewności. Któregoś dnia zadzwoniła jednak do przyjaciółki. Odebrał jej brat, gadali godzinę, potem on zaczął szukać pretekstów do rozmów i tak się potoczyło. Zaczęli się spotykać w zimie przed dwoma laty. – Po trzech miesiącach powiedział mi, że chce, żebym była matką jego dzieci – opowiada Aneta. – A potem, jesienią, dostał pracę w Irlandii.

Miał wyjechać na pół roku, potem do końca wakacji, potem jeszcze na rok. – Pytałam przez telefon, czy mam czekać – wspomina Aneta. W kwietniu przyjechał na tydzień. Aneta odebrała go z lotniska i pojechali do jej mieszkania. – Po czym wysłał mnie na zakupy. Wracam, a tu ogromny bukiet kwiatów. Jarek rzucił się na kolana. Dziwne – uśmiecha się Aneta. – Facet, który zwykle patrzy z góry i jest opoką, nagle klęczy. Spytał, czy chciałabym na starość kiwać się przy nim na bujanym fotelu, przykryta kocem, i patrzyć, jak bawią się nasze wnuki.

Jarek uparł się na ślub już we wrześniu, bo „nie po to się oświadczałem, żeby czekać jeszcze rok czy dwa". Powiedzieli rodzicom. Potem wrócił do Irlandii.

Paweł Gibuła, urzędnik państwowy, ma 26 lat. Zaręczył się w marcu. Z narzeczoną poznali się dwa lata wcześniej i nie potrzebowali wiele czasu, by stwierdzić, że nie ma między nimi zgrzytów.

Od dwóch miesięcy mieszkają razem. – Zawsze deklarowałem, że nie chcę żyć pod jednym dachem z dziewczyną przed ślubem – przyznaje Paweł. – Ale znajoma, która wyjeżdżała za granicę, zaproponowała nam zaopiekowanie się jej mieszkaniem. Taka szansa to teraz albo nigdy.

Ślub biorą we wrześniu następnego roku. Wcześniej nie mogą. Są zbyt zapracowani.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama