Naród religijnych migrantów

W dziele O demokracji w Ameryce Alexis de Tocqueville pisał, że jedyną zaporę dla amerykańskiego indywidualizmu stanowi religia. Okazuje się, że już nie stanowi. Tygodnik Powszechny, 20 kwietnia 2008


W wydanym ponad 170 lat temu dziele „O demokracji w Ameryce”
Alexis de Tocqueville pisał, że jedyną zaporę dla amerykańskiego indywidualizmu stanowi religia. Dziś okazuje się, że już nie stanowi.



Niedobrze się czuję w tym kościele – zwierzyłam się przed laty amerykańskiej znajomej. Jako stypendystka przyjechałam do miasteczka w stanie Kolorado i trafiłam do katolickiej parafii – jedynej, jaką udało mi się zlokalizować w promieniu kilkudziesięciu mil. Nie leżało mi prawie nic: architektura, oprawa muzyczna, przesłodzone, acz płytkie kazania. „No to czemu nie zaczniesz chodzić do innego? – pytała znajoma. – Prezbiteriański jest sympatyczny. U baptystów jest od niedawna świetny pastor. Musisz zrobić research”. „Research?” – zapytałam. „No, a w czym problem? Jeśli źle się czujesz w swoim kościele, to przecież nie będziesz w stanie nawiązać kontaktu z Bogiem. Musisz poszukać innego” – brzmiała odpowiedź.

Porada wydała mi się szokująca. Tymczasem takie podejście do religii nie jest w Stanach niczym niezwykłym. Z opublikowanych niedawno badań instytutu Pew (Pew Forum on Religion and Public Life) wynika, że ponad jedna czwarta Amerykanów (28 proc.) to ludzie, którzy przynajmniej raz w życiu zmienili wyznanie. A jeśli dodać do tego zmiany w obrębie Kościołów protestanckich, okaże się, że takie religijne migracje są udziałem 44 proc. badanych.



Dynamiczny krajobraz


Ci zaś mają w czym wybierać. Pod względem religijnym Stany są najbardziej zróżnicowanym krajem świata. Trzy czwarte Amerykanów (78 proc.) to chrześcijanie, ale pod tą wspólną nazwą kryje się prawdziwa mozaika: dziesiątki wyznań protestanckich, katolicyzm, prawosławie, mormoni... Wśród protestantów wyróżniane są trzy główne nurty: Kościoły „tradycyjne”, ewangeliczne oraz czarne, czyli afroamerykańskie. Ze względu na historię i uwarunkowania społeczno-kulturowe dzielące je różnice są poważne.

Religijny krajobraz dynamizują imigranci – przede wszystkim Latynosi, a także przybysze z Azji. W odróżnieniu od Europejczyków, którzy w minionych wiekach przybywali do USA z zamiarem jak najszybszego wtopienia się w społeczeństwo, wielu z nich nie chce się asymilować: myślą o powrocie do kraju, posługują się ojczystym językiem, zachowują rodzime obyczaje. A przy okazji zmieniają amerykańskie tradycje religijne.

Przykładów nie trzeba daleko szukać. Ojciec Thomas J. Reese, były redaktor naczelny prestiżowego jezuickiego magazynu „America” i członek Woodstock Theological Center przy Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie, mówi o dramatycznych zmianach, jakich w ostatnich latach doświadcza w Stanach Kościół katolicki, otwierający swe podwoje przed imigrantami z Południa. – Latynoski katolicyzm jest znacznie bardziej skoncentrowany na rodzinie. Oni rzadziej przychodzą do kościoła, bo wiele praktyk religijnych ma miejsce w domu. Kult Matki Boskiej z Guadelupe, palenie świeczek, bardzo uczuciowa, emocjonalna modlitwa... Oczywiście, musimy wychodzić naprzeciw tym potrzebom – mówi o. Reese.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama