Złe poznanie złego

W Holokauście zogromniał mechanizm Krzyża, ale też wzmogła się moc ofiary. Tygodnik Powszechny, 20 września 2009


Czy dobrze jest poznać zło? Niekoniecznie... Przekonuje nas o tym Biblia w swej pierwszej księdze, zarazem w pierwszym zdaniu, w którym pojawia się zło – jako pokusa złego poznania. Mądrości Boga przeciwstawia się tu „mądrość” odwracająca od Niego, wyrażona w słowach węża: „wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3, 5).

Pokusa kryje nieprawdę: zapewnia człowieka, że będzie poznawał „jak Bóg”, a tymczasem prowadzi do poznania nie tylko różnego od Bożego, ale przeciwnego jemu. Bo dla pierwszego człowieka, jak opisuje go Księga Rodzaju, poznanie złego dokonało się jako popełnienie go: człowiek poznał zło nie tylko zło-czyniąc, ale stając się złoczyńcą. Tym samym odwrócenie się od Stwórcy zostało przypieczętowane. Bóg uczynił wszystko jako dobre (Rdz 1), jeśli więc „poznaje” zło, czyni to nie jak człowiek, który je popełnia, lecz – inaczej. Jak? Objawia się to stopniowo – najpełniej w Jezusie, który nie tylko poznaje zło, ale je przyjmuje, nie ulegając mu jednak, tylko znosząc aż do końca jako niewinny Baranek „znoszący grzech świata” (J 1, 29).

Auschwitz i Krzyż

W tym świetle różnicuje się – Boże i diabelskie, dobre i złe poznanie złego. Kwestia pojawia się w innej postaci w inspirującej, wnikliwej i mądrej książce Dariusza Czai „Lekcje ciemności” (Wołowiec 2009). Autor, który jest antropologiem, szuka poznania człowieka także w literaturze zwanej piękną, choć ostatnie pojęcie przestaje być adekwatne w odniesieniu do dzieł opisujących zło, do jakiego człowiek okazuje się zdolny... Pytanie o granice pisarza w opisywaniu złego pojawia się tu jako jeden z tematów powieści Johna Maxwella Coetzee, natomiast egzemplifikacją, dla wielu kontrowersyjną, stają się głośne „Łaskawe” J. Littella, które Czaja docenia, wyrażając subtelnie krytykę.

Inaczej jeszcze przedstawianie złego jawi się w związku ze świadectwami literackimi pisarzy, którzy przeżyli obóz koncentracyjny Auschwitz. Oni poznali zło, które jeszcze długo ich obezwładniało. Wymowne pozostaje świadectwo Imre Kertésza, głośnego dopiero po przyznaniu mu nagrody Nobla. Dla niego Auschwitz jest jedynym tematem, o którym może, więc i musi pisać.

Oto słowa z jego „Dziennika galernika” przytoczone przez Czaję: „Jestem medium ducha Auschwitz. Auschwitz mówi przeze mnie. W porównaniu z nim wszystko postrzegam jako bzdurę. I z pewnością nie tylko z powodów osobistych. Auschwitz i wszystko, co się z nim łączy (a co się z nim teraz nie łączy?), jest od czasów Krzyża największą traumą człowieka w Europie, chociaż potrzeba dziesięcioleci lub stuleci, żeby ludzie to sobie uświadomili”.

Ostatnie słowa najmocniej uderzyły mnie przy lekturze książki Czai. Dla niego dzieło Kertésza jest kursem „antropologii in extremis” i dlatego skupia się w swoich esejach na różnych wymiarach Auschwitz. A co z Krzyżem, i to pisanym wielką literą – jako tajemnicą? Dalej idę tropem innym od Czai, nie tylko dlatego, że jestem teologiem, a ściślej: antropologiem teologicznym. Skoro świadek Auschwitz uznaje wszystko, co się z nim łączy, za największą traumę „od czasów Krzyża”, to warto postawić pytanie, co łączy właśnie obie „traumy” – nie tylko jako ludzkie doświadczenie.

Zastanawia najpierw analogia między słowami Kertésza a świadectwem... Apostoła Pawła. Wystarczy w miejsce „Auschwitz” postawić: „Chrystus”. Apostoł, naznaczony na całe życie swym przełomowym doświadczeniem pod Damaszkiem, nie mówi wprawdzie, że jest medium Ducha Chrystusa i że Chrystus przemawia przez niego, ale taki jest sens jego słów, które wyrażają to jeszcze mocniej: „już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20). Także w porównaniu z Nim, oznajmia dalej, uznaje wszystko „za śmieci” (Flp 3, 8), czyli tyle co bzdurę. Bliskość obu wypowiedzi sprawia zgoła wrażenie, że Kertész mógł parafrazować słowa Pawła. To by głębiej uzasadniało postawienie przez pisarza Krzyża przy Auschwitz.

Powraca kwestia, w jakiej mierze Auschwitz jest nieporównywalne „z niczym”, i sam Kertész zauważa: „Nie było w historii takiego przypadku, żeby wskazano jakąś grupę ludzi, kierując się kryterium pochodzenia, i zbudowano fabrykę śmierci, by ich unicestwić”, a Czaja dodaje: była to „prowadzona na skalę przemysłową eksterminacja całego narodu”. To wydaje się różnić Auschwitz od Krzyża, bo w ostatnim przypadku zastosowano „technikę” zagłady mniej „nowoczesną”, a ponadto zgładzono „tylko” jednego Człowieka. Czyżby więc „nic” nie łączyło tych traum?

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama