Antysemityzm bez Żydów

Do podtrzymywania antysemityzmu wcale nie są potrzebni Żydzi. Wystarczy chore chrześcijaństwo. A polskie chrześcijaństwo (dokładniej: to, co w polskim katolicyzmie dominujące) jest chore, zainfekowane antyjudaizmem. Znak, 12/2008



„Antysemityzm nie ma żadnego usprawiedliwienia i zasługuje na bezwzględne potępienie” – mówił Jan Paweł II do uczestników sympozjum na temat korzeni antyjudaizmu w środowisku chrześcijańskim (31 X 1997)[1]. Zaś kilka miesięcy później watykańska Komisja do spraw Stosunków Religijnych z Judaizmem ogłosiła dokument Pamiętamy: Refleksje nad Szoa. Ostatnie zdanie owego tekstu brzmi jak polecenie (postulat): „(…) już nigdy nie można pozwolić, aby zatrute ziarna antyjudaizmu i antysemityzmu zakorzeniły się w jakimkolwiek ludzkim sercu”.

Oba zacytowane powyżej stwierdzenia są wnioskami wyciągniętymi z dziewiętnastu wieków historii chrześcijaństwa. Antyjudaizm (antysemityzm chrześcijański) zaczął się bowiem formować niczym mała kulka śniegu już w II wieku po Chrystusie, a w wieku XX, w chrześcijańskiej Europie, zszedł straszliwą „lawiną”, która pochłonęła miliony Żydów. Jest faktem, że „lawina” ta w końcu otworzyła oczy wielu ludziom i wstrząsnęła ich sercami. Wielu – nie znaczy jednak wszystkim.

W polskim krajobrazie poczyniła ona w każdym razie straszliwe spustoszenia; ta ziemia po II wojnie światowej stała się największym na świecie cmentarzyskiem sponiewieranych żydowskich prochów. W Polsce pozostały ślady po hitlerowskich obozach śmierci – z Auschwitz-Birkenau, postrzeganym również przez Jana Pawła II jako symbol eksterminacji Żydów. „Oświęcim – mówił polski papież – nie przestaje ostrzegać także dzisiaj. Oświęcim mówi, iż antysemityzm jest wielkim grzechem przeciw ludzkości”.

Jak te stwierdzenia Ojca Świętego oraz polecenie watykańskiego dokumentu (czyli – mówiąc najogólniej – nauczanie Kościoła o Żydach i judaizmie) ma się do rzeczywistości Kościoła katolickiego w Polsce? Jak ma się do polskiego katolicyzmu, do tego, co w nim dziś, jesienią 2008 roku, dominujące? Moim zdaniem, odpowiedź na tak postawione pytanie najlepiej wyraża obraz przedstawiający tłum palących papierosy pod napisem: „Zakaz palenia”.

Nie znaczy to, że nikt tego zakazu nie przestrzega; oznacza jedynie, że przestrzegający zakazu są w mniejszości i czują się bezradni, czasem wręcz zagubieni w tłumie palaczy. Napis zabraniający palenia jest wyraźny, ale większość wydaje się go nie dostrzegać albo (czego nie można wykluczyć) nie rozumie jego treści, albo wreszcie (tego też nie da się wykluczyć) po prostu ów zakaz lekceważy.

Na pytanie umieszczone w tytule naszej dyskusji (Dziedzictwo ONR-u wiecznie żywe?) udzielam odpowiedzi twierdzącej: tak, dziedzictwo ONR-u jest wciąż żywe (w ostatnim czasie chyba nawet coraz żywsze)[2]. Jednakże przyczyn obecności antysemityzmu w Polsce nie szukałbym głównie w dziedzictwie ONR-u czy innych, ciągle żywych tradycjach ideologii narodowej.

Obecność Żydów w Polsce jest szczątkowa – to po pierwsze; po drugie, w suwerennej Polsce, ożywionej duchem „Solidarności”, niosącej pamięć pluralistycznej polskości jagiellońskiej i, konsekwentnie, otwartej na jednoczącą się Europę – jakąż siłę przyciągania mogą mieć ideologie straszące obcym, konserwujące fobie i resentymenty? A jednak są one żywe.

Czym usprawiedliwić ich żywotność? Sądzę, że wyjątkowo im dobrze w polskim katolicyzmie! Do podtrzymywania antysemityzmu wcale nie są potrzebni Żydzi. Wystarczy chore chrześcijaństwo. A polskie chrześcijaństwo – dokładniej: to, co w polskim katolicyzmie dominujące – jest chore, zainfekowane antyjudaizmem.

 




[1] Poniższy tekst został wygłoszony w trakcie dyskusji panelowej: Dziedzictwo ONR-u wiecznie żywe? Antysemityzm bez Żydów, która odbyła się 27 września 2008 roku na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Panel ten zorganizowano w ramach III Kongresu Kultury Chrześcijańskiej (Lublin, 25–28 IX 2008 r.). Oprócz ks. Romualda Jakuba Wekslera-Waszkinela w dyskusji uczestniczyli: ks. Wiesław Dawidowski OSA, ks. Andrzej Luter, ks. Janusz Salamon SJ i rabin Burt Schuman.
[2] Mam tu na uwadze ostatnie trzy lata; najwyraźniejszym symptomem tego „życia” jest reakcja na książkę Jana T. Grossa Strach.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Kamil
    22.12.2008 09:00
    To jest zenujace, nie rozumiem jak na takie cos mozna pozwolic. Autor dokonuje nie tylko perwersyjnej nadinterpretacji slow JPII o JAKBY starszych braciach, ale tez wywraca do gory nogami chrystologie. Bo wraz z Nowym Przymierzem zakonczona jest rola narodu zydowskiego, jego poslannictwa. Nie ma tez zadnej alternatywnej drogi zbawienia dla zydow- jedyna droga jest Chrystus- a ci, ktorzy z roznych wzgledow go nie przyjeli/ nie mogli poznac itp., jesli zostana zbawieni, to przyz krzyz i meke Chrystusa, a nie przez swoje niegdysiejsze wybrannictwo. To chrzescijanie sa dziecmi Abrahama, poniewaz to w Chrystusie zawarl Bog ostateczne przymierze ze ludzmi. A zaslona przybytku rozdarla sie, co skonczylo stare przymierze.

    Okropienstwo antysemityzmu polega na czym innym- mianowicie na nieposzanowaniu wolnosci czlowieka i dyskryminowania go za trawanie w tradycjach przodkow czy przynaleznosci narodowej( czyli chodzilo by tu juz nie o zydow a o Zydow). Ten skandal antysemityzmu wolajacy o pomste do nieba nie ma nic wspolnego z popieraniem przez chrzescijan drogi, jaka czesc zydow poszla po smierci Chrystusa, poniewaz takie poparcie bylo by zdrada prawdy o celu przyjcia Chrystusa. Malo tego, Chrystus po pierwsze przyszedl do Izraela, a to ze nie wszyscy go przyjeli jest juz tajemnica ludzkiej wolnosci i wyborow, a nie dowodem i podstawa do szerzenia takich bredni, jak te przedstawione w artykule.
  • marcin
    22.12.2008 11:01
    Ciągle ma wątpliwości, na ile głosy strony żydowskiej są szczerą zachętą do pojednania, a na ile terapią poczucia winy, na ile cierpienie żydowskie jest równe każdemu ludzkiemu cierpieniu i w związku z tym dlaczego nie daje się proporcjonalnie innym grupom dojść do głosu. Gdzie jest ta granica szczerego dzielenia się bólem a manipulacją.

    W praktyce dialog z Żydami wygląda tak, że gdy ich cierpienie wtapia się w tło uniwersalnego, ludzkiego losu to się obrażają. Np. porównanie holokaustu abortowanych dzieci (rzeź idąca w miliony) do holokaustu Żydów poprzez kardynała Meissnera.

    Byłem na zjeździe młodzieży polskiej i żydowskie. Spotkanie ustawione tendencyjnie. Nie mieliśmy prawa we własnym kraju opowiedzieć rówieśnikom o polskim rozdziale okupacyjnym. Izraelczycy zachowywali się butnie, izolowali się od nas. Przyjechali z konkretną misją. W ich podręcznikach historii mnóstwo nie sprostowanych bzdur.

    Albo weźmy dziewięcioletnie negocjacje Watykanu z państwem Izrael w sprawie własności chrześcijańskiej i opodatkowania Kościoła. Nie chciałbym się zatrzymywać na szczegółach. Ale dysproporcja w tym dialogu z Żydami jest zbyt ogromna.

    Ksiądz Jakub porusza polski antyjudaizm. Ciągle te pojęcia są niedookreślone i trudno je rozpoznać w odniesieniu do Polaków. Antyjudaizm ma podłoże teologiczne, antysemityzm rasowe, ale też ekonomiczne. Antyżydowskość kulturowe. Jest też krytycyzm wobec Żydów i antyizraelkość. Jest irytacja różnie motywowana postawami Żydów. Każde z tych zjawisk jest osobne, a czasami występują razem. Waszkinel wkłada do jednego worka wszystko, miksuje i produkuje mieszankę o brzydkim zapachu, którym oblewa stereotypowo Polaków, jako całość.

    Każdy z tych anty, albo krytycyzm albo irytacja występują w różnym natężeniu, w różnych grupach, czasami jest współdzielony z Europą, Ameryką światem. Jest adresowany do wszystkich Żydów, albo do pojedynczych.

    Nie istniej zbiorowa odpowiedzialność. Niemniej jeśli właścicielami MTV są Żydzi i deprawują młodzież chrześcijańską, albo wytwórni pornograficznych lub większość dziennikarzy, jak to ma miejsce w USA, to mamy prawo powiedzieć jak Rabin Pinchas: twoi ludzie robią złą robotę.
    Najbrdziej zgmatwany wydaje mi się antyjudaizm.

    Dlatego bardzo dziwię się Waszkinelowi, że bez zarysowania choćby podłoża teologicznego kieruje taką masę nieusprawidliwionych zarzutów pod adresem Polaków.

    To mi przypomina dyskusję księdza Chrostowskiego z księdzem Czajkowskim. Albo dyskusję narosłą wokół filmu Gibsona Pasja.
    Granicznym argumentem Żydów było uświadamianie Gibsonowi ile im zawdzięcza. Jadł z żydowskiej ręki ośmielił się powiedzieć jeden z hollywoodzkich producentów filmowych. Gibson ciężko pracował na swój sukces. Wykorzystano fakt, że Hollywood jest w relacjach żydowskich cokolwiek złego czy dobrego by to znaczyło.

    Ile w polskim stosunku do Żydów jest sympatii (proizraelskość), krytycyzmu (Żydzi odpowiadają za struktury kulturowe i ekonomiczne w świecie, bo je budują i po części kontrolują), nagannego antysemityzmu, umiłowania kultury żydowskiej (to polska młodzież zapełnia plac na koncercie finałowym festiwalu żydowskiego), antyjudaizmu (również takiego, który tłumaczy ksiądz Chrostowki, poznania różnic teologicznych między chrześcijaństwem a judaizmem)?
    Odpowiedź jest najpewniej bardziej złożona, aniżeli w opublikowanym w znaku tekście.

  • Piotr
    22.12.2008 11:12
    Ks. Autor wykazuje się pewną niewiedzą (nie posądzam o złą wolę...), pisząc, że podczas wojny modlono się za "perfidnych żydów". Łacińskie słowo "perfidia" to wiarołomstwo. Modlono się za "wiarołomnych żydów". Mała różnica.
  • Stanisław Miłosz
    22.12.2008 20:16
    Judzenie, tylko takie określenie przychodzi mi na myśl na tyle przekłamań zawartych w tym "referacie". Właśnie takie niesprawiedliwe i kłamliwe teksty mogą wzbudzić to co było, ale było marginalne, było uwarunkowane ekonomicznie lub politycznie (współpraca wielu Żydów z bolszewidką Rosją w 1920, znaczący udział w aparacie represji i władzy PRL). Było, ale w żaden sposób nie może być kwalifikowane jako rasistowski antysemityzm, lecz zwykły konflikt etniczny.

    I może właśnie o to chodzi - reanimować by móc udowodnić z góry założoną tezę. Pytanie tylko JAKI I KTO MA W TYM CEL? I czy musi jako narzędzie do tego celu służyć katolicki kapłan?
    I czy musi w tej prowokacji uczestniczyć katolickie pismo?

    Pytam retorycznie, bo odpowiedzi każdy kto jest jako tako rozgarnięty powinien znać.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama