Wszystko jest łaską – niesprawiedliwość też? (Teresa z Lisieux wobec niesprawiedliwości)

Dla Teresy ludzką niesprawiedliwością jest obojętność, odwrócenie się i nieprzyjmowanie Bożej miłości. Zeszyty Karmelitańskie, 3/2009



Czytając Dzieła Teresy z Lisieux widzimy, że nie rozważała ona zagadnienia niesprawiedliwości w swoich pismach, ale można znaleźć w jej krótkim życiorysie wiele sytuacji mających posmak ludzkiej krzywdy.

Miłosierdzie wobec niesprawiedliwych

Po swoim niespodziewanym nawróceniu w noc Bożego Narodzenia w 1886 roku Teresa odczuwa w sobie pragnienie ratowania dusz. Odtąd jej osoba przestaje być dla niej samej centrum zainteresowania, ponieważ na pierwszy plan wysuwają się: Jezus i Jego zbawcze dzieło. Teresa rozumie nagle nieskończoną wartość skutecznego działania Jezusa tu i teraz.

Odpowiedź Teresy na to wezwanie Miłości to: trwać u stóp Krzyża, zbierając krew Pańską, aby nie zgubić ani jednej kropli z Męki Chrystusa i ofiarować ją Ojcu za nawrócenie grzeszników. Postępuje podobnie jak mały kwiat, który otwiera swój kielich, aby otrzymać Boską rosę, aby ta nie zmarnowała się upadając na ziemię. Dla Teresy ludzką niesprawiedliwością jest obojętność, odwrócenie się i nieprzyjmowanie tej Bożej miłości.

Zbawiciel pragnął na krzyżu obdarować wszystkich swoją zbawczą miłością i to samo pragnienie obecnie przenika Teresę. Dlatego skazany na wyrok śmierci morderca Henri Pranzini staje się pierwszym dzieckiem Teresy. Cała prasa francuska pisze o nim jako o potworze czy bestii i przypisuje mu liczne przewinienia. Zupełnie inaczej spostrzega to młoda Teresa. Wydaje się jakby zupełnie na to nie zważała, przeciwnie – chce go obdarować Bożym miłosierdziem. Dlatego modli się za niego, pomnaża swoje ofiary, zamawia msze święte, ufając, że i ten biedny nieszczęśnik – jak go nazywa – dostąpi Bożego przebaczenia.

Nawet gdyby nie okazał żadnego znaku skruchy, Teresa pokłada niezłomną nadzieję w niewidzialnej mocy Bożego działania. W ostatnim momencie swojego życia Pranzini prosi kapelana więzienia o krucyfiks i przed egzekucją całuje go kilka razy. Poprzez ten ubogi znak Teresa jest zdolna odczytać w wierze, że i ten kryminalista miał swój udział w odkupieńczej krwi, przykładając swoje wargi do zbawczych ran Jezusa. Mordercza natura zatruta niesprawiedliwością została ocalona na wieczność.

W tym zdarzeniu objawiają się początki duchowego macierzyństwa Teresy, polegające na przylegnięciu do krzyża Jezusa, aby doprowadzić grzeszników do kontaktu z Krwią, która usprawiedliwia i zbawia.

Odwaga wobec niesprawiedliwości przełożonej

Teresa – zdecydowanie utwierdzona w prawdzie – z trudnością znosiła fanaberie i niektóre skryte nieszczerości narzucane przez zazdrosny charakter Marii Gonzagi. Oficjalnie jako mistrzyni nowicjuszek przewidywała ona w niedługiej przyszłości swój wybór na przeoryszę wspólnoty i za wszelką cenę planowała zachować dla siebie przyjęcie pierwszej profesji nowicjuszek, mimo że ich czas formacji w nowicjacie upłynął. Co do tego prywatnego planu nie było zgody przeoryszy Matki Agnieszki ani przełożonej sióstr.

Dlatego pewnego dnia Teresa nie mogła się powstrzymać, aby otwarcie nie zaprotestować wobec przeważającej części wspólnoty (około 15 sióstr) przeciw ewidentnej niesprawiedliwości Matki Gonzagi, będącej mistrzynią nowicjuszek. Teresa miała powiedzieć, że Matka Maria Gonzaga jest w całkowitym błędzie: „To skandaliczne w ten sposób działać wobec matki przełożonej (Matki Agnieszki od Jezusa) i co mi sprawia jeszcze większą udrękę, to widzieć w tym obrażanie dobrego Boga”. Jedna z sióstr jej odpowiedziała: „Matka Maria Gonzaga jest mistrzynią nowicjuszek i ma prawo je upokarzać!”. Na to Teresa: „Nie ma prawa, bo to nie wchodzi w porządek upokorzeń, jakie można narzucać”.




«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama