Sex-bombowa teologia ciała?

Nowa seksualna rewolucja jest odwrotem od kultu ciała, który zamienia je w udręczony kawałek mięsa. Jest odkryciem nieustannie wypieranego związku duszy i ciała! Chcielibyśmy aby ósma teka „PRESSJI” stała się pochwałą zarówno cnoty jak i seksualności – większość naszych autorów uważa, że te dwie wartości można pogodzić! Pressje, 8/2006




W jednej z zachodnich szkół zdjęto krzyż ze ściany, ponieważ – zdaniem matki ucznia – narażał jej syna na przerażający, epatujący przemocą widok umęczonego ciała. W ostatnich latach życia Jana Pawła II wielu „życzliwych” komentatorów sugerowało, aby ten „schorowany, trzęsący się starzec z cieknącą strużką śliny” dał już sobie spokój z publicznymi wystąpieniami i skrył się za murami Watykanu, albo jeszcze lepiej, oddalił się i dokończył swojego żywota w jakimś odległym klasztorze, z dala od bezlitosnych kamer. Po premierze filmu „Pasja” w reżyserii Mela Gibsona nie było końca słowom oburzenia i zniesmaczenia obrazami męczonego, maltretowanego ciała Chrystusa. Ciało cierpiące, ciało niedomagające, ciało udręczone nie mieści się w świecie skrojonym według miar i upodobań estetycznych współczesności, w której panuje – jak słusznie zauważa Dariusz Karłowicz - kult ciała idealnego.

Ciało Chrystusa, Boga-człowieka, postrzegane jest jako trup zwisający z kawałka drewna, do którego modlą się chrześcijanie. Ciało świętego starca odstręcza swoją nieporadnością. W świecie, w którym ciało stało się przedmiotem marketingowego kultu, ciało prawdziwe, podlegające upływowi czasu, nieuchronnym procesom starzenia poddawane jest reklamacji. Problem w tym, że ciało nie jest towarem podlegającym wymianie na „lepszy model”. Czy chcemy tego czy nie, ciało to my. Nie jest jednak tak, że musimy się pogodzić ze smutnym wyrokiem natury. To nie tak. Ciało jest czymś znacznie więcej! Nie jest kolejnym narzędziem w rękach człowieka, którym może rozporządzać podług swojej zmiennej woli. Nie jest rozciągliwym mechanizmem, zabawką służącą zaspokajaniu coraz to wymyślniejszych potrzeb. Jest czymś, co stanowi o naszym człowieczeństwie, przez co objawia się nasze „ja”. Ciało to święte sanktuarium duszy. Czy poświęcamy wystarczającą ilość czasu i uwagi na uszanowanie i oddanie czci tej świętości? Czy ciało coś nam jeszcze dzisiaj mówi? Czy tylko kusi?

Mijamy się na schodach, wpadamy na siebie na rogu ulic, ściskamy się w przepełnionych autobusach, ocieramy w kolejkach do kas, kłębimy się na koncertach ulubionych wykonawców, tłoczymy się w salach wykładowych. Codziennie możemy przekonać się o tym, że nasze ciało nie jest abstrakcyjnym bytem. Jest cielesne w konkrecie mijania, ściskania, ocierania, kłębienia, tłoczenia się. Ale ten codzienny, nierzadko niechciany, a wymuszony okolicznościami masowości naszych społeczeństw, kontakt cielesny powoduje, że się od siebie ciągle oddalamy. Stajemy się samotnym tłumem niesionym swoimi osobnymi troskami, smutkami i nadziejami. Nasze ciała już do nas nie mówią. Jest tak, jak powiedział bohater „Miasta gniewu”: „Tutaj nikt cię nie dotyka. Wszyscy chowają się za szkłem i metalem. I chyba tak bardzo brakuje nam tego dotyku, że zderzamy się, żeby tylko coś poczuć.”
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama