Pokuta na finiszu

Nazywany spowiedzią, sakramentem przebaczenia, nawrócenia, pozostaje wciąż bardziej propozycją i przykrym wymogiem niż integralnym elementem naszego życia chrześcijańskiego. Tymczasem potrzebujemy go jako doświadczenia Bożego miłosierdzia. Idziemy, 16 marca 2008



Kończy się Wielki Post. Ale zawsze jest dobry moment,
aby żałować za swoje grzechy.



Sakramentowi pokuty i pojednania poświęcono już tyle książek i kazań, że zgromadzone i spisane wypełniłyby niejedną bibliotekę. Nazywany także spowiedzią, sakramentem przebaczenia, nawrócenia, pozostaje wciąż bardziej propozycją i przykrym wymogiem niż integralnym elementem naszego chrześcijańskiego życia. Tymczasem potrzebujemy go jako doświadczenia Bożego miłosierdzia.



Kulawe statystyki


Wyniki sondażu przeprowadzonego ostatnio wśród katolików „wierzących i praktykujących” przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego (ISKK) mogą nastrajać optymistycznie: wszyscy pytani deklarują, że spowiadają się przynajmniej raz w roku, a prawie połowa – raz w miesiącu. Dla 47,4% z nich spowiednik to kierownik pomagający dokonywać właściwych życiowych wyborów, choć dwie trzecie woli spowiadać się u księdza, którego nie znają. Spodziewają się, że kapłan pomoże im w dobrej spowiedzi przez zadawanie pytań.

Ksiądz prof. Witold Zdaniewicz, kierownik ISKK, studzi entuzjazm. – Sondaż dotyczył tylko katolików „bardziej wierzących”, więc z punktu widzenia ogólnych badań jego wyniki są nieco zawyżone – zaznacza. Poza tym odpowiedzi sondowanych miały charakter deklaratywny, więc mogą pozostawać w sferze pobożnych życzeń. Sami kapłani także podchodzą do sondażu z rezerwą. – Wyliczanie statystyk wśród ludzi będących w Kościele to podstawowy błąd, który robimy, a jeszcze w dodatku się tym fascynujemy – śmieje się ks. Dariusz Miros. – Pytanie praktykujących, czy praktykują, nie ma większego sensu. Gdyby tak przejść się po blokach, popytać ludzi, którzy do kościoła chodzą raz w roku ze święconką – statystyka byłaby zupełnie inna. O wiele ważniejsze są pytania o tych, których w kościele nie ma, do których trzeba dotrzeć – dodaje. Z pewnością ważniejsze niż wszystkie statystyki są pytania o to, dlaczego wielu zdeklarowanych katolików przystępuje do spowiedzi rzadko albo wcale? Dlaczego z tym sakramentem mamy kłopoty?



Rozmowa z miłosiernym ojcem


Wbrew pozorom niemal wszystkie trudności, jakie mamy z sakramentem pokuty, biorą się nie ze wstydu powodowanego przez nasze grzechy, ale z naszej nieznajomości Boga lub Jego fałszywego obrazu. – Jeśli Boga nie znamy i nie wiemy, że Jego zamiary wobec nas są jedynie dobre, to widzimy w Nim surowego sędziego. Nic dziwnego, że trudno nam się do Niego modlić, a jeszcze trudniej mówić o własnych grzechach. Na myśl o spowiedzi pojawiają się przed oczami paragrafy, spisy grzechów i zaczynamy kombinować czy już zgrzeszyliśmy, czy jeszcze nie i jakie nam za to grożą konsekwencje. Nie dziwię się, że człowieka ogarnia lęk, a sakrament pojednania i przebaczenia wydaje się przykrym obowiązkiem – mówi ks. prał. Jan Sikorski, obecnie wikariusz biskupi ds. formacji kapłańskiej w archidiecezji warszawskiej.



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama