Bez więzi nie da się żyć

Co będzie symbolizować to słowo? Co ono będzie oznaczać? Bo przecież nie chodziło tylko o olśnienie słowem jako takim. Wtedy za najważniejsze uznałem, że to słowo będzie wyrażać taki sposób rozumienia osoby ludzkiej, człowieka, który można nazwać personalistycznym. Więź, luty-marzec 2008



Zbigniew Nosowski: Chociaż mija właśnie 50 lat od wydania pierwszego numeru naszego pisma, chciałbym jednak, abyśmy porozmawiali nie o „Więzi”, lecz o pojęciu więzi i o ich znaczeniu w życiu człowieka, w życiu społeczeństwa. Ale musimy zacząć od pytania: skąd wziął się taki właśnie tytuł pisma?

Tadeusz Mazowiecki: Historia jest prosta. Ja byłem pomysłodawcą. Szukaliśmy nazwy dla pisma, które wtedy tworzyliśmy... Pomysł, żeby pismo nazywało się „Więź”, przyszedł mi do głowy, kiedy stanąłem przed własnym regałem z książkami i moje spojrzenie padło na książkę profesora Stanisława Ossowskiego „Więź społeczna i dziedzictwo krwi”. I pomyślałem: WIĘŹ – świetne słowo! Dobre na nazwę pisma.

Oczywiście zaraz potem przyszła refleksja. Co będzie symbolizować to słowo? Co ono będzie oznaczać? Bo przecież nie chodziło tylko o olśnienie słowem jako takim. Wtedy za najważniejsze uznałem, że to słowo będzie wyrażać taki sposób rozumienia osoby ludzkiej, człowieka, który można nazwać personalistycznym – w odróżnieniu od indywidualistycznego. Chodzi o podkreślanie nie tylko tego, że człowiek jest indywiduum, ale i jego powiązań społecznych. W tym sensie personalizm to coś odmiennego niż indywidualizm. A trzeba pamiętać, że był to czas po październiku 1956, w którym do Polski wkraczały takie prądy jak egzystencjalizm, które mocno podkreślały tę indywidualną stronę ludzkiego istnienia. Chodziło nam więc o personalizm wspólnotowy, który to wymiar miała podkreślać nazwa pisma.

Oczywiście słowo „więź” ma ogromną pojemność. Potem okazało się, że jest ono trudne do przetłumaczenia na obce języki.

– Przede wszystkim dla cudzoziemca jest ono niemożliwe do wymówienia…

– A poza tym trudno je zapisać, ze względu na litery „ę” i „ź”. Nie jest też łatwo znaleźć jego adekwatny znaczeniowo odpowiednik w innych językach. Nie sądzę, że jest to słowo idiomatyczne, ale rzeczywiście jest trudne do precyzyjnego przetłumaczenia.

– Książka Ossowskiego podkreślała wymiar więzi społecznej – w odróżnieniu od dziedzictwa krwi. Czy i twórcom „Więzi” chodziło o położenie akcentu raczej na społeczeństwo niż na naród w sensie etnicznym?

– Nie, nie mieliśmy zamiaru podkreślać odróżnienia społeczeństwo-naród. Książka Ossowskiego pokazywała nam, jak dalece te etniczne elementy są niewystarczające do określenia społeczeństwa, narodu rozumianego jako naród obywatelski.



Więź antytotalitarna


– Mówi Pan, że słowo „więź” ma ogromną pojemność. To prawda. Coraz bardziej odkrywam, że jest ono również bardzo zobowiązujące jako program pisma. To zobowiązanie do budowania więzi, a nie ich rozbijania, do szukania tego co łączy, a nie podkreślania tego co dzieli. Tytuł wyznacza linię programową pisma. Czy przed 50 laty miał Pan świadomość, że ten tytuł aż tak zobowiązuje?

– Tak. Przede wszystkim dostrzegałem przeciwstawienie personalizmu myśleniu totalitarnemu. Stąd zresztą później w historii naszego środowiska pojawiło się pojęcie podmiotowości społeczeństwa, którego używaliśmy niejako zastępczo wobec pojęć wolności czy niepodległości. Istnienie więzi społecznej i żywość jej odczuwania są warunkiem rozwoju postaw obywatelskich. O tym myśleliśmy mówiąc, że społeczeństwo to nie masa, nie zbiór indywiduów, ale że tych ludzi łączy coś, co sprawia, że muszą być traktowani jako podmiot, a nie jako przedmiot. Myślę, że to była jedna z bardzo ważnych konsekwencji naszego sposobu rozumienia słowa „więź”.



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama