Niemcy – zgodnie z narodowym interesem

Niedziela 14/2010

Polska była największą ofiarą II wojny światowej. Kolejne nasze rządy jednak nic nie robią w tym kierunku, aby dochodzić sprawiedliwości. Zamiast tego kajamy się i płacimy odszkodowania Niemcom, którzy wyjechali z Polski w czasach PRL-u, bo nie uregulowaliśmy spraw własnościowych przez ostatnie dwadzieścia lat.

Wkrótce po przejęciu władzy w Polsce propaganda komunistyczna zaczęła grzmieć, że ziemie przyznane nam po II wojnie światowej są „etnicznie polskie”. Jednocześnie osiedlonych tam ludzi wprost lub pośrednio ostrzegano, że ziemie te mogą być im jeszcze odebrane przez Niemców. Brak pewności często wręcz paraliżował aktywność „osiedleńców”. Sytuację niewiele zmieniło odzyskanie niepodległości i powstanie III RP. Paradoksalnie, właśnie wtedy w świadomości niektórych mieszkańców tamtych terenów ich bezpieczeństwo zostało jeszcze bardziej zagrożone. Teraz bowiem już wprost wielu odwiedzających Polskę Niemców groziło, że za chwilę odbiorą im „swoje”. A już na pewno stanie się to możliwe – podkreślali – kiedy Polska wstąpi do UE. I do pewnego stopnia mieli rację. Wprawdzie ziemie nadane Polsce w wyniku traktatu poczdamskiego nadal nie mogą być rewindykowane, jednakże te pozostawione przez Niemców osiedlających się w Niemczech już w czasach PRL-u i owszem, według orzeczeń polskich sądów, powinny być Niemcom zwracane. Ani bowiem rządy komunistyczne nie uregulowały prawnie tego zagadnienia, ani nie uczynił tego żaden rząd w mijającym dwudziestoleciu.

„Powiernictwo Pruskie”

Niezwykłą aktywność w upominaniu się o poniemieckie dobra wykazywały natomiast niemieckie organizacje. Po wojnie znane były one jako „ziomkostwa wypędzonych”. Obecnie zaś kojarzone są przede wszystkim z „Powiernictwem Pruskim”, które z czasem zaczęło wywierać coraz większy nacisk na swój parlament i rząd. Choć państwo niemieckie oficjalnie i głośno odcinało się od ich żądań, to jednak działacze związków „na rewindykacji” robili coraz większe kariery polityczne. Zarówno przed zjednoczeniem Niemiec, jak i dzisiaj. Zasiadali w krajowych parlamentach, również w Bundestagu. Wchodzili do rządów. Wreszcie, w 2006 r., „Powiernictwo Pruskie” wystąpiło z pozwem do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka o zwrot majątków pozostawionych przez Niemców, na mocy traktatu poczdamskiego, na terenach znajdujących się dziś w granicach Polski. Trybunał oddalił pozwy.

Przez liczne fundacje niemiecki rząd nadal jednak finansuje ziomkostwa i za ich pomocą prowadzi dyskretną politykę na arenie międzynarodowej. Może nie tyle o odzyskiwanie ziem czy restytucję mienia, ile w kwestii zacierania prawdy historycznej, tak by w opinii światowej powstało przekonanie, że naród niemiecki był równie pokrzywdzony w wyniku

II wojny jak inne narody. To z Niemiec też wyszły sygnały, jakoby Niemcy nazistowskie nie były w pełni odpowiedzialne za funkcjonowanie niemieckich obozów koncentracyjnych na terenie Polski. Współwinni tego mają być również Polacy… To przecież „na ich terenie” większość obozów została usytuowana.

W ostatnich latach rozmnożyły się w Niemczech także różnego rodzaju publikacje równające zbrodnie dokonane przez Niemców czasu nazizmu z działaniami wojennymi aliantów, zwłaszcza podczas wysiedlania Niemców zgodnie z traktatem poczdamskim. Tezę tę w sposób szczególnie aktywny lansuje „Powiernictwo Pruskie”. Taka wiedza ma również być prezentowana przez berlińskie Centrum Wypędzonych.

Milczenie rządów

Poza rządem Jarosława Kaczyńskiego pozostałe gabinety III RP bagatelizowały jednak problem. Miał nam wystarczyć ułomny traktat polsko-niemiecki z 1991 r., który wielu spraw nie precyzował, a inne pomijał – jak choćby obecność w Niemczech polskiej mniejszości i zwrot jej majątku zagrabionego decyzją Goeringa, m.in. banków, hoteli, domów kultury, szkół. – W traktacie zabrakło również kwestii odszkodowań za zbrodnie popełnione przez Niemców na Polakach – mówi senator Dorota Arciszewska-Mielewczyk. – Także za zniszczenia materialne i za zrabowane dobra kultury. Upominanie się o odszkodowania wielu polskich środowisk, które ucierpiały w wyniku II wojny światowej, większość polskich rządów uważała za „psucie klimatu w stosunkach polsko-niemieckich”.

Tymczasem niektóre polskie media, mniej lub bardziej wprost, zaczęły sugerować, że domaganie się przez Polaków odszkodowań może stać się przeszkodą w przyjęciu Polski do Unii czy też NATO. Powstała zaś Fundacja „Polsko-Niemieckie Pojednanie” okazała się wręcz kpiną – zadośćuczynienia, jakie otrzymywały ofiary Niemców czasu II wojny, były uwłaczająco niskie. – Przykro jest, że musimy się posiłkować przykładami innych państw – mówi senator Arciszewska-Mielewczyk – np. Grecji i Włoch, których sądy stwierdziły, że ich obywatele mają prawo dochodzić odszkodowań od Niemiec.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama