Klucz do Benedykta

Tygodnik Powszechny 16/2010

Ks. prof. Paul Zulehner: Benedykt XVI prowadzi krytyczną dysputę z nowoczesnym światem, który postrzega tak bardzo pesymistycznie, że zdaje się nie dostrzegać jego pozytywnych stron. Rozmawiał Wojciech Pięciak

 

 

Wojciech Pięciak: Gdy kard. Ratzinger został papieżem, pojawiły się komentarze, że to „pontyfikat przejściowy”, a Benedykt XVI będzie łącznikiem między poprzednikiem, który kształtował Kościół przez prawie 27 lat, a następcą, który może zechce wyznaczyć nowe priorytety. Czy prognozy z 2005 r. się sprawdziły?

Ks. Prof. Paul Zulehner: Z jednej strony Benedykt XVI jest oczywiście papieżem przejściowym, choćby z racji wieku: gdy został wybrany, miał 78 lat, dziś ma 83. Jednak uważam, że w ciągu minionych pięciu lat uwidocznił się klarowny kurs, który w wielu punktach różni się od tego, co robił Jan Paweł II. Dlatego określenie „przejściowy pontyfikat” jest nietrafione.

W jakim sensie Benedykt XVI sformułował własne priorytety?

Papież ma dwa tematy, które uważa za fundamentalne. Pierwszy związany jest z faktem, że mamy do czynienia z wybitnym teologicznym myślicielem: Benedykt XVI eksponuje istotę Ewangelii; to, co w niej najważniejsze, także z punktu widzenia głoszenia Słowa Bożego w nowoczesnym świecie. To wręcz jego program: chce na nowo uwidocznić to, co w Ewangelii najistotniejsze.

Drugi temat wynika z pytania, co się stało z Kościołem po Soborze? Dla Benedykta XVI to zasadnicze pytanie i dokonuje on tu wyraźnie wewnątrzkościelnych korekt. Przy czym to, co nazywamy wewnętrzną architekturą Kościoła, związane jest ściśle z tym, jak ocenia on współczesny świat. Kluczem do zrozumienia Benedykta XVI jest krytyczna dysputa, jaką toczy on z nowoczesnością, którą postrzega bardzo pesymistycznie. Papież podkreśla takie zjawiska jak relatywizm i subiektywizm; ubolewa, że nic się nie liczy, że życie ludzkie nie jest chronione itd. Zbyt słabo – moim zdaniem – dostrzega pozytywne strony nowoczesnej kultury.

Ma to konsekwencje również dla postrzegania przez niego Kościoła: Benedykt XVI sądzi, że skoro po Soborze Kościół za bardzo otworzył się na zły świat, to właśnie zbytnie otwarcie stało się przyczyną jego obecnego kryzysu. Chce oczyścić Kościół z kontaminacji, jaka dokonała się za sprawą złego świata. Podam jeden przykład: w obecnej, tak intensywnej debacie o przypadkach molestowania – gdy okazuje się, że księża, a nawet biskupi molestowali dzieci – Benedykt XVI stoi na stanowisku, iż molestowanie to skutek fatalnych wpływów zewnętrznych na Kościół, wpływ nowoczesnej amoralności. Sądzi, że musi Kościół oczyścić i zamknąć go przed złymi wpływami z zewnątrz.

Uważa Ksiądz, że Benedykt XVI postrzega przypadki molestowania, ujawniane licznie w kolejnych krajach, głównie jako skutek zewnętrznych wpływów na Kościół, a nie – również – jako skutek pewnych zjawisk w samym Kościele?

Zdecydowanie tak. Papież uważa, że to skutek utraty wiary i wierności Kościołowi. Myślę, że widzi problem tak: nie będziemy kryć sprawców tych przestępstw, wydamy ich władzy świeckiej, odetniemy się od nich także wewnętrznie i wtedy Kościół będzie uzdrowiony. Wydaje mi się, jakby nie dostrzegał, że przyczyn problemu molestowania szukać trzeba także wewnątrz Kościoła. To jego filozofia i wzorcowy przykład dla prowadzonej przez niego polityki także w innych dziedzinach. Polityki, której celem jest czysty Kościół żyjący Ewangelią, a która zakłada, iż ten czysty Kościół Ewangelii zbytnio otworzył się na zgubne wpływy świata.

Czy zdaniem Księdza to słuszna strategia?

Cóż... Teolog powiedziałby, że ten świat ma dwa oblicza i jeśli Duch Boży działa także w świecie, to trzeba widzieć również jego plusy. Jest np. kwestia godności osoby ludzkiej, wolność religijna, rola kobiet, wysiłki na rzecz większej sprawiedliwości, ochrona domostwa, rodziny i indywidualności człowieka – wiele spraw, które zyskały dzięki Oświeceniu i nowoczesności. Chciałbym przywołać sformułowanie kardynała Martiniego: mówił on, że ewangelizacja polega nie tylko na tym, że Kościół naucza, ale że Kościół także sam się uczy, często zanim jeszcze zacznie nauczać w jakiejś kwestii. Czyli że mamy tu dialogiczne sprzężenie zwrotne, gdzie obie strony się od siebie uczą i coś zyskują. Nie trzeba od razu dopasowywać się bezkrytycznie do nowoczesnego świata, można także krytyczno-profetycznie otwierać się na świat.

W czym jeszcze Benedykt XVI różni się od poprzednika?

Papież wyszedł naprzeciw grupom, które odrzucają Sobór – choć posunięcie to przygotowywano jeszcze za pontyfikatu Jana Pawła II. Myślę o Bractwie św. Piusa X, o tych niegdyś ekskomunikowanych biskupach. Tragiczne jest to, że ze strony tych grup Benedykt XVI nie spotkał się z wdzięcznością, lecz z nieustanną i szyderczą krytyką. Inny punkt: Jan Paweł II krytykował i komunizm, i liberalizm. Benedykt XVI prowadzi spór z libertynizmem Oświecenia albo precyzyjniej: z post-oświeceniowym myśleniem współczesnego świata zachodniego. Ten świat postrzega jednak selektywnie, widzi tylko jego złe strony.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama