Dziesięć lat w służbie charyzmatowi

Don BOSCO 6/2010

Nie było radia, telewizji, Internetu, ani nawet telefonu, za to ogromna liczba osób, z którą trzeba było utrzymywać kontakt, która chciała z nim utrzymywać kontakt, wiedzieć, co u niego słychać, czym żyje, jak mu pomóc. Setki listów pisanych nocami, bilecików z podziękowaniami, zapewnień o modlitwie, wyrazów wdzięczności, tysiące przekazywanych informacji każdego tygodnia. I cała masa poświęcanego temu czasu, który można by poświęcić chłopcom.

Nie było radia, telewizji, Internetu, ale był druk. I pomysł, żeby usprawnić przepływ informacji między księdzem Janem Bosko a jego pomocnikami i dobrodziejami jego dzieł. Dlatego w 1877 r. św. Jan Bosko wydał pierwszy numer „Biuletynu Salezjańskiego” („Il Bollettino Salesiano”). Sam napisał, zredagował, wydrukował wszystkie teksty i sam rozesłał współpracownikom. Objętość „dzieła” nie była może imponująca (liczyło cztery strony), ale dokonał się niewątpliwie kolejny krok na drodze rozwoju Rodziny Salezjańskiej. 

W rzymskiej Redakcji

„Il Bolletino Salesiano” wychodzi nieprzerwanie od 1877 r. Ukazywało się, co wydaje się nieprawdopodobne, nawet w czasie obydwu wojen światowych. Ks. Giancarlo Manieri, redaktor naczelny, z dumą pokazuje archiwalne numery, począwszy od pierwszego. Od czasów św. Jana Bosko pismo rzecz jasna ewaluowało, niezmieniony jednak został np. dział o misjach i chęć skupiania wokół siebie sympatyków Rodziny Salezjańskiej.

W tej chwili Biuletyn ukazuje się w nakładzie 400 tys. egzemplarzy, ale rynek mógłby wchłonąć nawet i 800 tys., jak tłumaczy naczelny. Nakład nie zostaje jednak podwyższony ze względu na problemy logistyczno-organizacyjne. Ale i tak jest imponujący. Jak się uzyskuje takie wyniki? „To nie nasza zasługa, ale księdza Bosko, który we Włoszech jest po prostu bardzo popularny – tłumaczy ks. Giancarlo. – Salezjanie mają tu tysiące wychowanków i współpracowników. Naszymi wychowankami są także ludzie z pierwszych stron gazet, politycy (z każdej ze stron sceny politycznej), finansiści, a nawet sam Sylwio Berlusconi. To sprawia, że o dziełach salezjańskich wciąż dużo się mówi, a więc i krąg naszych odbiorców jest ogromny”. Dochodzi do tego ponad stuletnia tradycja ukazywania się pisma. W bazie Biuletynu są adresy, pod które miesięcznik wysyłany jest niezmiennie od ponad 70 lat i jest czytany przez dziadka, syna i wnuka.

Ze względu na tę tradycję i na bardzo szeroki przekrój czytelników „Biuletyn Salezjański” redagowany jest w taki sposób, żeby wszyscy znaleźli w nim coś dla siebie – jest więc dział i dla młodzieży, i dla wychowawców, rodziców, a także działy o życiu Rodziny Salezjańskiej, o misjach. Dużą część zajmują listy od czytelników. „Bywają miesiące, kiedy przychodzi do nas po kilkaset listów – mówi ks. Manieri, pokazując opasłą teczkę z korespondencją – na wszystkie osobiście odpowiadam, niektóre listy wraz z odpowiedziami są drukowane”.

Sama rzymska Redakcja nie wygląda jednak jak redakcje innych wysokonakładowych pism. Wydaje się działać jak „dobrze naoliwiona maszyna”, bez tak charakterystycznego dla innych redakcji chaosu i pośpiechu. Od lat ma ustalone wzorce postępowania, więc wszystko działa sprawnie i bez zgrzytów. Zdaje się, że o wiele bardziej nerwowo bywa piętro wyżej, gdzie kieruje się bazą adresową i finansami. I to zupełnie sporymi, bo zdarza się nawet, że czytelnicy zapisują Redakcji w spadku cały swój majątek…

„Biuletyn Salezjański” we Włoszech już lata temu okrzepł, znalazł swoje miejsce, rangę. Jest niezastąpiony. Spełniło się tam pragnienie księdza Bosko, żeby „stał się siłą nie tyle samą w sobie, ale siłą ludzi, których zjednoczy”. Ale to pragnienie było i jest aktualne nie tylko we Włoszech, ale w każdym innym miejscu na Ziemi, do którego docierali salezjanie. Dlatego też powstawały kolejne, i kolejne edycje włoskiego Biuletynu, ukazujące się w kolejnych krajach i w kolejnych językach. Każda z tych edycji była i jest autonomiczna, niezależna, uwzględniająca specyfikę i odrębność danego kraju.

Dzieci „Il Bollettino Salesiano”

Pierwszym dzieckiem “Biuletynu Salezjańskiego” była edycja francuska, która ukazała się już dwa lata po włoskim wydaniu, minęły kolejne dwa lata i „Biuletyn Salezjański” pojawił się w Argentynie. I tak do dziś, wciąż powstają nowe edycje, nawet w tak egzotycznych krajach jak Mozambik, Haiti czy Antyle. W 2004 r. ukazała się wersja rosyjska, a ostatnimi dziećmi są edycje z Timoru Wschodniego (2009 r.) i tegoroczna wietnamska. „Biuletyn Salezjański” ma obecnie ponad pięćdziesiąt różnych, niezależnych od siebie edycji, ukazujących się w 29 językach, które docierają do 150 krajów świata. Liczba czytelników jest ogromna.

Pierwsza polska wersja Biuletynu, pod nazwą „Wiadomości Salezjańskie”, ukazała się w 1897 r.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama