Święto widza

Więź 7/2010

Tegoroczny Kontakt dowiódł, że przyszłości teatru należy upatrywać w maestrii. Im wcześniej zrozumieją to rozmaici skandalizujący, nieopierzeni twórcy, tym lepiej dla nich, dla nas widzów i dla teatru.

 

W codzienności teatralnej, na ogół przaśnej i gnuśnej, zdarzają się też święta. Należą do nich festiwale, oczywiście nie wszystkie.

Toruński Kontakt, obchodzący właśnie jubileusz dwudziestolecia, liczy się nie tylko w lokalnej czy krajowej, ale i europejskiej skali. Do światowego rozmachu brak mu – bagatela! – zaplecza. Sceny, jakimi dysponuje miasto – zarówno w odnowionym Teatrze im. Wilama Horzycy, który w listopadzie będzie świętować dziewięćdziesiąt lat istnienia, jak też w niedawno rozbudowanym i zmodernizowanym Baju Pomorskim – są wprawdzie piękne, jednak zbyt małe, żeby sprostać obsłudze większych przedstawień. Coroczna adaptacja dla potrzeb teatralnych Sali Olimpijczyk pochłania spore kwoty, które dałoby się wykorzystać racjonalniej, gdyby włodarze miasta zlecili w końcu budowę sali widowiskowej z prawdziwego zdarzenia. W Toruniu mówi się o niej od lat – szczególnie głośno przy okazji kolejnych kampanii wyborczych – jednak odpowiedni obiekt jest bodaj jedynie w planach architektów.

Być może na urzeczywistnienie planów wpłyną wreszcie starania miasta o miano Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku. Wzniesienie takiego obiektu trudno wyobrazić sobie bez głosu doradczego dyrektor festiwalu Jadwigi Oleradzkiej i jej ekipy. Warto skorzystać z praktycznej wiedzy i doświadczeń ludzi organizujących kolejne odsłony przeglądu. I to już na etapie projektu.

Festiwal Kontakt powołała do życia w 1991 roku Krystyna Meissner, poprzednia dyrektor Teatru im. Wilama Horzycy. Pomysł konfrontacji ważnych i oryginalnych dokonań scenicznych Wschodu i Zachodu szybko zyskał międzynarodowe uznanie. Przynosi nadal zaszczyt nie tylko miastu czy regionowi, ale i Polsce.

Na brak infrastruktury nałożyły się w tym roku cięcia finansowe wywołane ogólnoświatowym kryzysem. Nie każdy z zapraszanych teatrów reflektował na warunki dyktowane przez budżet festiwalu. Dobór repertuaru był więc ograniczony już na starcie. Okrągły jubileusz domaga się jednak właściwej oprawy. Organizatorom udało się zaprosić mocną reprezentację liczących się dziś twórców, włącznie z sześciorgiem laureatów poprzednich konkursów.

W podsumowaniu tegorocznego Kontaktu trudno obok tych faktów przejść obojętnie, krytyk teatralny to jednak taka bestia, która przede wszystkim rozlicza twórców z efektów.

Geniusz prostoty

Międzynarodowe jury pod przewodnictwem Beaty Guczalskiej (teatrolog, wykładowczyni w krakowskiej PWST, autorka m.in. książki Jerzy Jarocki – artysta teatru) hojnie nagrodziło przedstawicieli Łotwy. Pierwszą nagrodę uzyskały dwa przedstawienia z Nowego Teatru w Rydze: Dziadek oraz Maria z Błękitnego Wzgórza. Ich inscenizator Alvis Hermanis został też uhonorowany jako najlepszy reżyser festiwalu, a za najlepszego aktora uznano Vilisa Daudziņša w monodramie Dziadek. Daudziņš jest zarazem autorem koncepcji i tekstu widowiska.

Szukanie śladów dziadka, który zaginął podczas wojny, staje się impulsem do zobaczenia losów tej części Europy, która znalazła się w orbicie wpływów Związku Radzieckiego. Trudno o bardziej wyrazistą metaforę całkowitego odwrotu od dotychczasowych wartości cywilizowanych społeczeństw, na rzecz stalinowskich porządków pętających ludzi nędzą czysto fizycznego, ale i duchowego zniewolenia.

Pierwsze tropy zetkną bohatera Dziadka z nieszablonowymi żywotami. Jeden z odszukanych mężczyzn o nazwisku Savickis – takie nazwisko nosił właśnie poszukiwany dziadek – okaże się byłym współpracownikiem Armii Czerwonej, wciąż przekonanym o słuszności wyboru życiowej drogi. Drugi Savickis, cudem uniknąwszy sowieckiej wywózki do łagru, powita Niemców jak wyzwolicieli. Resztę wojny spędzi w jednostce Waffen SS, co może tłumaczyć jego skrajnie antysemickie wypowiedzi, choć ich nie usprawiedliwia. Trzeci z napotkanych Savickisów walczył po obu stronach. Jego losy najdotkliwiej obrazują tragiczne położenie Łotyszy, którym nie dane było stworzyć armii walczącej o wyzwolenie narodowe. Brak perspektyw na własne, niezawisłe państwo uczynił z dekujących się po lasach uzbrojonych ludzi pospolitych rabusiów.

Kim się okaże kolejny odszukany? Trzy rozmaite interpretacje postaci domniemanego dziadka to rozpisany na frapujące gawędy popis aktorski – trwający prawie trzy godziny monodram nie pozwalał oderwać oczu od rewelacyjnego wykonawcy.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...