Wyjście z piekła

Tygodnik Powszechny 39/2010

Skąd bierze się nowe zainteresowanie problemem poronień? Być może u źródeł leży bardziej świadome definiowanie życia osoby, skutek sporów między zwolennikami ruchu pro-choice a pro-life.

 

Pierwszy w Polsce pogrzeb „dzieci utraconych” zorganizowały w 2005 r. Fundacja Nazaret i Szpital św. Rodziny. Środowiska medyczne zareagowały oburzeniem. Prokuratura na wniosek ministerstwa zdrowia wszczęła działania sprawdzające – dyrektorowi szpitala groziło do 3 lat pozbawienia wolności za „niedopełnienie obowiązków służbowych” lub „zbywanie w celach zarobkowych cudzych komórek i/lub tkanek”. Publicystka „Gazety Wyborczej” pomysł określiła jako „makabryczny” – przypomina prof. Bogdan Chazan w książce „Poronienie. Zrozumieć rodziców po stracie”.

Książka jest zbiorem artykułów na temat poronienia. Uwzględnia perspektywę położniczą, terapeutyczną, teologiczną, duszpasterską i punkt widzenia wiary. Każda z nich jest jednak podporządkowana świadectwu samych rodziców. Głęboka niepewność społeczna, której wyrazem były wydarzenia 2005 r., jest po pierwsze niepewnością samych rodziców. Dramatyczne narracje odsłaniają sposób, w jaki społeczna tabuizacja problemu poronień wplata się często, jakby samowolnie, w ich doświadczenie.

Poronienie przynosi co najmniej dwa rodzaje fundamentalnej niepewności.

Dla wielu rodziców, zwłaszcza tych, którzy stracili pierwsze dziecko, oznacza ono konieczność zakwestionowania tradycyjnego rozumienia postawowych kategorii relacyjnych. Ale także społecznych i antropologicznych, jak „matka”, „ojciec”, „dziecko”. Muszą wykonać ogromny wysiłek, by samym sobie dać prawo do nazywania się „rodzicem” pomimo braku fizycznej obecności potomka. By to uczynić, kwestionują zatem – często wbrew otoczeniu – znaczenie wieku i wielkości dziecka (np. 11-centymentrowy płód jest takim samym dzieckiem jak 5-latek) oraz oparte na postnatalnej opiece i wzajemności rozumienie relacji z dzieckiem (np. często spędzają z nim w ciszy ledwie kilka minut, gdy odbierają ciało z prosektorium).

Wysiłek rodziców zmierza więc do tego, by rozbić skorupę społecznych wyobrażeń i definicji, tym samym wypracować stanowisko nowe, własne, bardziej ludzkie. Dążą do tego, by uznać w sobie matkę, ojca, a w zmarłym dziecko. I by to dziecko włączyć w strukturę własnej rodziny, w jej wspomnienia, marzenia, a nawet plany (perspektywa eschatologiczna).

Towarzyszy temu chaos związany ze „sprawami do załatwienia”. Nie wiadomo np., w czym dziecko pochować, bo nie ma tak małych trumienek. Zrozpaczeni ojcowie często sami ją przygotowują, podczas gdy kobieta po poronieniu nadal znosi w szpitalu udręki procedur medycznych. Rodzice odbierają ciało z prosektorium i własnym samochodem (choć winien to uczynić zakład pogrzebowy) przewożą dziecko na cmentarz. Nie wiadomo też, w co dziecko ubrać, bo zwykle nawet najmniejsze ubranka dla wcześniaków są dla nich zbyt duże. Msza św. zazwyczaj jest skromna i kameralna, często zamknięta nawet dla dalszej rodziny i przyjaciół. Tak, jakby nawet ta śmierć była niepewna...

Niepewność matki co do własnej odpowiedzialności za dramat często towarzyszy próbom zrozumienia przyczyn poronienia (powinna była przecież cieplej się ubrać, nie dźwigać, nie stać tak długo na przystanku...). A modlitwa? W prawosławiu istnieje modlitwa za kobietę po poronieniu, tyle że jej niejednoznaczny tekst sugeruje potrzebę ekspiacji za winę czy współodpowiedzialność kobiety za śmierć dziecka. Na tym jednak nie koniec niewiedzy.

Niepewność co do pośmiertnych losów dziecka to drugi fundamentalny wymiar niepewności rodziców po stracie. Kiedy bowiem Jan Paweł II zwrócił się w encyklice „Evangelium vitae” do kobiet po zabiegu aborcji słowami: „Odkryjecie, że nic jeszcze nie jest stracone, i będziecie mogły prosić o przebaczenie także swoje dziecko: ono teraz żyje w Bogu” (nr 99), dał tym samym nadzieję rodzicom po poronieniu. Jednak to przekonanie – po raz pierwszy w historii wyrażone przez Magisterium Kościoła – nie znalazło się w ostatecznej wersji encykliki. Teraz czytamy w niej: „Możecie z nadzieją powierzyć swoje dziecko temu samemu Ojcu i Jego miłosierdziu”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama