Myśli kosmate

Tygodnik Powszechny 39/2010

Pożądliwość jest związana z naturalną ciekawością, wynikającą z grzechu pierworodnego, i przyzwoleniem, by stała się ona motywacją do grzesznych czynów. Nieczysta myśl erotyczna to taka, która ów impuls chce doprowadzić do końca.

 

„Czy myśli nieczyste są zawsze grzechem?” Takie pytanie zadali mi uczniowie klasy maturalnej, kiedy poprosiłem ich o napisanie na kartkach tematów, o których chcieliby porozmawiać. Moja odpowiedź – a co macie na myśli? – zbiła ich z tropu. Nie chciałem, żeby opowiadali o swoich fantazjach, ale by zastanowili się nad wynikającym z ich pytania błędnym założeniem, że myśli są „nieczyste”, jeśli dotyczą seksu. Jeśli myśli rzeczywiście są „nieczyste”, to z definicji są grzeszne.

Uczniowie zaczęli się zastanawiać, kiedy myślenie o seksie staje się „nieczyste”. Ich przychodzące z trudem odpowiedzi odnosiły się albo do seksu przedmałżeńskiego, albo do masturbacji. Powiedziałem im, że nie są to ani jedyne, ani wystarczające sytuacje do nazwania fantazji erotycznych „nieczystymi” i powołałem się na św. Pawła: „Wiem bowiem i jestem przekonany w Panu Jezusie, że nic samo z siebie nie jest nieczyste, ale staje się nieczyste tylko dla kogoś, kto je za takie uważa” (Rz 14, 14).

Wtedy zapadło milczenie.

Czystość to nie aseksualność

Również penitenci wyznają na spowiedzi, że mieli myśli „nieczyste” bądź „nieskromne”. Określenia te są niejasne i niewystarczające do moralnej klasyfikacji. Każdy z nas miewa fantazje erotyczne, bo od początku życia jesteśmy istotami seksualnymi. Panuje błędne przekonanie o związku wyobrażeń erotycznych z obrazą Boga. O czym więc warto pamiętać przed wyznaniem, że obraziło się Boga nieczystymi myślami? Pomocne tu będzie spojrzenie z perspektywy psychologiczno-seksuologicznej i religijnej, aby nie demonizować własnej natury i z zachowywania czystości nie uczynić nerwicy obsesyjnej. A przy tym nie lekceważyć pokusy, uważając, że cały problem z oceną fantazji erotycznych można sprowadzić do nieświadomych popędów.

Zarówno na płaszczyźnie psychologicznej, jak i religijnej chodzi o zaakceptowanie oraz docenienie siebie przez przyjęcie własnej cielesności, gdyż pochodzi ona od Boga i została stworzona jako dobra. Nie dlatego jesteśmy seksualni, że zgrzeszyli nasi „pierwsi rodzice”, a Bóg toleruje naszą seksualność, aż nie zostaniemy od niej „uwolnieni” w niebie.

Seksualność człowieka jest cechą przejawiającą się we wszystkich sferach jego życia, ale spełnia trzy podstawowe funkcje: prokreatywną, więziotwórczą i rekreacyjną. Seksuolodzy podkreślają, że tym, co je łączy, jest ludzkie szczęście. Z punktu widzenia teologii moralnej seksualność rozważana jest w kontekście cnoty czystości, a więc realizowania trzech jej funkcji w małżeństwie. Przeżycie seksualne ma być wyrazem miłości, czyli daru z siebie. I w tym świetle musimy ocenić nasze myśli erotyczne.

Ani altruizm, ani egocentryzm

Norma moralna regulująca zachowania seksualne wskazuje, że aktywność seksualna powinna pełnić funkcję więziotwórczą (zbliżać małżonków) oraz prokreacyjną (pozwalać na poczęcie). Pożycie seksualne ma być wyrazem miłości i jedności, odpowiedzialności za siebie nawzajem i za życie, które może być owocem tej miłości. Przyjemność jest czymś, co pojawia się jako efekt fizycznej i duchowej bliskości.

Za problematyczne uważam przekonanie, że realizacja potrzeby seksualnej to zwycięstwo postawy prospołecznej nad egocentryczną. Badania seksuologów i psychologów pokazują, że oba nastawienia mają ogromne znaczenie dla ukształtowania dojrzałej seksualności w życiu człowieka. Nie można więc mówić o zdrowych intencjach działań prospołecznych (prokreacji i więzi), jeśli nie sprawiają one osobistej satysfakcji, przyczyniając się do rozwoju osobistego i zaspokajania potrzeby samorealizacji. Można się „poświęcać w łóżku” dla współmałżonka, ale takie współżycie nie będzie bardziej „czyste” dlatego, że nie jest namiętne. Brak namiętności to nie cnota.

Namiętność trzeba jednak odróżnić od pożądliwości. Biblijną definicję namiętności podał autor Księgi Przysłów: „znajduj radość w żonie swej młodości. Przemiła to łania i wdzięczna kozica, jej piersią rozkoszuj się zawsze, jej miłością upajaj się stale” (Prz 5, 18-19). Oczywiście nawet żona jak „łania” nie sprawi, że inne kobiety przestaną być pociągające. Przecież stworzenie zaledwie jednej piękności byłoby ograniczeniem niegodnym Stwórcy!

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama