Świecka epoka a koniec religii

Znak 10/2010

Świecka epoka nie oznacza zaniku wierzeń religijnych, ale możliwość wyboru spośród wielu różnych form życia. Niewątpliwie żyjemy jednak w okresie, gdy wiara i niewiara to człony alternatywy mogące istnieć obok siebie. Oto perspektywa, która wyznacza dziś nowe ramy dyskusji na temat zjawiska sekularyzacji.

 

Niniejszy tekst jest autoryzowanym i zredagowanym zapisem wypowiedzi prof. Marka Drwięgi w ramach drugiej dyskusji z cyklu Colloquia Invisibilia zorganizowanej 28 kwietnia 2010 pod patronatem miesięcznika „Znak” przez Stowarzyszenie Naukowe Collegium Invisibile. Inspiracją debaty na temat sekularyzacji stała się książka Charlesa Taylora pt. A Secular Age, której fragment ukazał się na łamach miesięcznika „Znak” w listopadzie 2009 roku, w numerze 654. Tekst spisał z taśmy i opracował Dominik Rogóż.

 

Sekularyzacja a religia

Zasadniczy problem postawiony przez Charlesa Taylora można sformułować w postaci następującego pytania: czy sekularyzacja jest zjawiskiem jednorodnym? Innymi słowy, czy istnieje jedna sekularyzacja, czy też – przeciwnie – mamy do czynienia z różnymi odmianami tego zjawiska? Można zapytać jeszcze inaczej: czy sekularyzacja wszędzie dokonuje się w taki sam sposób, czy też możemy wyróżnić określone jej odmiany, które wykształciły się w historycznej perspektywie rozwoju tego fenomenu? W odpowiedzi na tak postawione pytania Taylor wyróżnia trzy znaczenia sekularyzacji.

Wedle pierwszego z nich sekularyzacja to rozdział religii i państwa. W tym rozumieniu sekularyzacja to po prostu separacja instytucji kościelnych i państwowych na wielu poziomach – politycznym, ekonomicznym i społecznym. Ta separacja jest wynikiem długiego procesu, w którego wyniku ukształtowała się – jak twierdzi Taylor – „oprawa świata”, struktura określająca nasze rozumienie siebie, prawa, państwa i tego, co religijne.

Drugie z wyróżnionych przez Taylora znaczeń sekularyzacji wskazuje na erozję szeroko rozumianych wierzeń religijnych. Rozpad tych ostatnich to kolejny proces – obok separacji instytucji kościelnych i państwowych – który sprawia, że religia, myślenie religijne i wiara nie tylko oddzielają się od praktyk religijnych i stają się sprawą całkowicie prywatną, lecz w ogóle zanikają.

Trzecie znaczenie sekularyzacji, które okazuje się najbliższe poglądom Taylora, oznacza gwałtowną pluralizację form życia, w tym także religijności, a więc – mówiąc najprościej – pojawienie się wielu różnorodnych możliwości przeżywania religii. Taylor diagnozuje ten proces w taki oto sposób: my, współcześni, żyjemy w świecie, w którym nie ma jednego światopoglądu, istnieje za to szeroko pojęty pluralizm i słowo „wybór” czy „alternatywa” oznacza, że nikt nikogo ani nie zmusza do przyjęcia określonych poglądów w sferze religii, ani też nie piętnuje odmiennych przekonań. Przestrzeń, w której kształtują się współczesne postawy religijne, to, po pierwsze, przestrzeń naznaczona wielością rozwiązań i propozycji, po drugie – przestrzeń umożliwiająca wolny, osobisty wybór. Podstawą tego ostatniego są różne dobra, a jednym z nich jest właśnie możliwość budowania własnej tożsamości w oparciu o identyfikację z tym, co religijne.

Nasuwa się od razu jednak szereg pytań: jak Taylor przedstawia te trzy różne znaczenia sekularyzacji, a także – jaki obraz współczesnej religijności wyłania się z przedstawionych analiz? Taylor śledząc historyczne procesy, które na przestrzeni stuleci ukształtowały „ramy” obecnego świata, a także sposób rozumienia tego, co religijne, przedstawia kilka ważnych momentów, które znacząco modyfikują wymienione wcześniej znaczenia sekularyzacji.

Po pierwsze, w wielu jego książkach i wypowiedziach pojawia się próba określenia  sposobu postrzegania i „organizacji” świata zogniskowanego na tym, co religijne i na tym, co świeckie. Przykładowo w  świecie przed rokiem 1500 możemy mówić o tajemniczym, pierwotnym czasie, łańcuchu bytów i osi porządkującej określającej zasadniczy punkt orientacyjny ludzkiego życia. Tak rozumiany świat, świat przed rozpoczęciem procesu sekularyzacji, jest światem, w którym istnieje „czas wyższy” i „czas niższy”, „sfera wyższa” i „sfera niższa”, a zatem – mówiąc krótko – wyraźne opozycje i przeciwstawne osie, które „orientują” rzeczywistość i wskazują miejsce tego, co transcendentne, święte i religijne. W tak zdefiniowanym świecie Bóg zajmuje miejsce, względem którego określamy nasze rozumienie kosmosu, przyrody, polityki i moralnego ludzkiego działania. Taylor zwraca uwagę na fakt, że kilka wieków temu – właśnie  po  roku 1500 – rozpoczął się proces, który tę „oprawę” świata zaczął radykalnie modyfikować. Chodzi przede wszystkim o to, że odwołanie do Boga jako koniecznej przyczyny pewnych przyrodniczych faktów okazało się – z grubsza rzecz biorąc – całkowicie zbędne. Jednym z dominujących wyobrażeń świata stał się po prostu mechanizm, który można opisywać i wyjaśniać za pomocą ściśle naukowych procedur, korzystając z języka przyczynowo-skutkowego, Bóg natomiast został zredukowany do roli zegarmistrza, a więc kogoś, kto jednorazowo wprawia ten złożony układ w ruch. Pojawiła się zatem możliwość, by wyjaśniając procesy rządzące światem przyrody, pominąć – częściowo lub całkowicie – odwołanie do Boga. W konsekwencji taki sposób rozumienia świata doprowadził do sytuacji obecnej, a więc do wyraźnego wyodrębnienia nauk przyrodniczych, które wyjaśniają naturę i działanie człowieka bez odwołania do Boga, a nawet – jak we współczesnym przypadku Dawkinsa – zwalczają wszelkie wątki metafizyczne i religijne w imię pewnego ideału nauki.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...