Paszportowe szantaże

Przewodnik Katolicki 2/2011

Dokładnie 45 lat temu władze Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej po raz kolejny odmówiły wydania paszportu prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu. Złośliwości komunistycznych aparatczyków nie były jednak w stanie przeszkodzić narodowi w religijnym przeżywaniu Milenium Chrztu Polski

 

Odmowa z dnia 9 stycznia 1966 r. wydania paszportu obywatelowi polskiemu, jakim był przecież prymas Polski kard. Stefan Wyszyński, choć była gestem opresyjnym aparatu władzy komunistycznej, zapewne nie zdziwiła kardynała. Już bowiem w poprzednich latach hierarcha nie otrzymywał zgody na otrzymanie paszportu, na przykład na wyjazd do Rzymu w celu odebrania kapelusza kardynalskiego. Także podczas kolejnych sesji Soboru Watykańskiego II Służba Bezpieczeństwa i władze PRL starały się antagonizować polskich biskupów, prowadząc przewrotną politykę paszportową. W swej płytkości polegała ona przede wszystkim na wydawaniu paszportu na wyjazd do Rzymu jednemu biskupowi z danej diecezji, podczas gdy innemu tego „przywileju” odmawiano. Według naiwnych machinacji SB miało to służyć skłóceniu biskupów pomiędzy sobą. Szczęśliwie intrygi te nie odnosiły zamierzonego skutku.

Ekspresyjne plotki

Służba Bezpieczeństwa w wewnętrznych instrukcjach nie ukrywała makiawelicznych metod, jakie należy stosować przy „rozpracowywaniu kleru”, a wręcz nakazywała posiłkowanie się najbardziej nawet niemoralnymi praktykami. Departament IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych PRL, zajmujący się przede wszystkim sabotowaniem pracy Kościoła, wydał szczególne zalecenia, w których postulowano „poszerzenie sieci tajnych współpracowników infiltrujących środowiska kościelne”. Głównym zadaniem tajnych współpracowników miało być też aktywne rozbijanie wspólnot parafialnych i skłócanie wiernych z kapłanami. Temu celowi służyć miało m.in.: „preparowanie i kolportowanie plotki, przekazanej z odpowiednią ekspresją osobie o predyspozycjach i zdolnościach plotkarskich”, gdyż plotka według tego dokumentu „daje wielkie możliwości zniechęcania, oskarżania, podrywania autorytetu, wprowadzania insynuacji”.

Skąd takie nastawienie SB? Nie dziwi ono, jeśli przytoczymy oficjalne stanowisko Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Już lipcu 1958 r.

Komitet Centralny PZPR w okólniku skierowanym do wszystkich komórek partyjnych napisał: „Program obchodów tysiąclecia Polski (sic!) obliczony na 9 lat i drobiazgowo rozpracowany – to próba zaszczepienia całemu społeczeństwu ducha fanatyzmu religijnego, rugowania laickości, mobilizowania wierzących do walki z «zakusami szatana» (...) Cały plan kościelnych obchodów tysiąclecia wskazuje na to, że kościół chciałby wyjść daleko poza granice swoich funkcji religijnych i stać się niebezpiecznym ośrodkiem wpływającym w sposób decydujący na politykę naszego państwa”.

Na te i podobne zarzuty polscy biskupi odpowiadali cierpliwie, jak choćby w Memoriale skierowanym do rządu PRL z kwietnia 1959 r.: „Wystarczy tylko bliżej zaznajomić się z charakterem pracy duszpasterskiej Kościoła w Polsce, aby się przekonać, jak bezpodstawne są obawy, jakoby działalność duszpasterska zmierzała do celów politycznych. Praca Kościoła przygotowująca katolików na Tysiąclecie Chrześcijaństwa Polski ma charakter wybitnie religijno-moralny i duszpasterski, a nie polityczny. (...) W oparciu o zasadę wolności sumienia i wyznania Kościół ma prawo prowadzić pracę przygotowawczą własnymi religijnymi środkami”.

Nowenna w więzieniu wyrosła

Władze PRL nie dawały się jednak uspokoić i szykowały się do walki z przygotowywanymi przez episkopat pod przewodnictwem prymasa Wyszyńskiego uroczystościami milenijnymi.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama